#KnurowskieCiekawostki: 17 lat temu… Jerzy Dudek

0
411

#KnurowskieCiekawostki

17 lat… dokładnie tyle czasu minęło, od największego osiągnięcia sportowego chyba najbardziej znanego knurowianina ze świata sportu. Jerzy Dudek 25 maja 2005 roku uniósł ręce w górę w geście triumfu po zwycięstwie jego drużyny w elitarnej Lidze Mistrzów. Finał pomiędzy angielskim Liverpoolem FC a włoskim AC Milan zapisał się w historii jako jeden z najbardziej pasjonujących, dramatycznych i zaskakujących pojedynków w Pucharze Europy. Nic nie zapowiadało jednak tego, że wychowanek Concordii Knurów, na którego zwrócone były oczy wszystkich polskich kibiców piłki nożnej, będzie miał tego wieczoru powody do zadowolenia.

Przebieg meczu można streścić słynnym stwierdzeniem Alfreda Hitchcocka, że najpierw musi być trzęsienie ziemi, a potem napięcie ma rosnąć. Nie upłynęła jeszcze pierwsza minuta, a Jerzy Dudek musiał skapitulować po strzale Paolo Maldiniego i jego Liverpool FC przegrywał 0:1. Jeszcze przed przerwą AC Milan dwukrotnie trafił do siatki rywali i wynik do przerwy brzmiał 0:3. „Uwierzyć w siebie. Do przerwy 0:3” – taki tytuł nosi wydana krótko po meczu w Stambule książka, w której Jerzy Dudek opisuje swoją karierę piłkarską. Trudno jednak przypuszczać, by ktoś z ekspertów i kibiców wierzył wówczas, że Liverpool z Dudkiem w składzie podniesie się po trzech ciosach.

A jednak się udało! Wspaniała druga połowa zawodników Liverpoolu i straty zostały odrobione w ciągu piętnastu minut od wznowienia gry. Wynik 3:3 oznaczał, że aby wyłonić triumfatora Ligi Mistrzów w sezonie 2004/2005 będzie potrzebna przynajmniej dogrywka, jak nie rzuty karne. W dodatkowych trzydziestu minutach knurowianin uchronił swoją drużynę przed porażką kapitalnie broniąc strzały Szewczenki. Dudek najpierw obronił strzał głową, a potem nie dał się pokonać za sprawą dobitki z najbliższej odległości.

Jurek prawdziwy popis dał dopiero w serii rzutów karnych. Przed każdym strzałem rywali tańczył na linii bramkowej, próbując zdekoncentrować zawodnika Milanu. Swojego karnego przestrzelił Serginho, Dudek obronił jeszcze strzały Pirlo i Szewczenki. Zawodnicy Liverpoolu pomylili się tylko raz i drużyna „The Reds” z Jerzym Dudkiem na czele mogła świętować.

Po latach kibice na stronie internetowej UEFA uznali „Dudek Dance” za najlepszy moment w historii Ligi Mistrzów. Polak na zawsze zapisał się również w dziejach Liverpoolu. O meczu w Stambule od lat krążą legendy. Piłkarzy „The Reds” mieli natchnąć kibice, którzy śpiewali „You’ll Never Walk Alone”. Hymn śpiewany przez ponad 30 tysięcy gardeł, docierał ponoć nawet do szatni, w której siedzieli piłkarze.

Jerzy Dudek w 2005 roku został trzecim Polakiem, po Zbigniewie Bońku i Józefie Młynarczyku, który zdobył Puchar Europy. Do tego elitarnego grona dołączyli później także Tomasz Kuszczak (sezon 2007/2008) oraz Robert Lewandowski (sezon 2019/2020).

Dla mieszkańców naszego miasta, to jednak finał z roku 2005 na długo zapadł w pamięci. Oglądały go nawet osoby, które na co dzień nie interesowały się piłką nożną. Tamtej nocy Knurów, a zwłaszcza Szczygłowice długo nie mógł zasnąć…

AW
Fot. Jerzy Dudek Facebook