Przyszowice: WAKACYJNE POZDRÓWKO Z PRZYSZOWIC.

0
393

 

   Lato a przy tym wakacje są tego roku nader gorące przynajmniej na początku, i dobrze bo ani się obejrzymy a dni staną się krótsze i urlopowe wojaże trzeba będzie wpisać do pamięci naszych komputerów w postaci dziesiątek zdjęć z opisami przeżytych wakacyjnych przygód. Afrykańskie upały skłaniają nas do korzystania z wygód XXI wieku, ale kto wie może właśnie dlatego, że słonko nie skąpi nam swojego ciepła, dobrze by było opuścić klimatyzowane kabiny naszych samochodów, i dosiąść jednośladowych stalowych rumaków, zarówno tych z silnikiem, jak tych, które wymagają od nas nieco więcej wysiłku i kondycji, wszak zza szyb naszych autek trudno rozkoszować się pięknem malowniczych krajobrazów Gminy Gierałtowice…

Skoro namawiamy do rowerowych wypadów, warto zatem przypomnieć o kilku miejscach naszej gminy, które warto zobaczyć. Na początek proponujemy Przyszowice ze swoim pięknym parkiem i Pałacykiem Raczków. Znane to, i szczególnie ulubione miejsce spacerowe mieszkańców okolicznych miejscowości, więc informacja ta dotyczy pewnie tylko tych, którzy jeszcze do nas nie zaglądali. Z chwilą kiedy zobaczycie przyszowicki kościół, warto zjechać z trasy naszej wycieczki i skręcić w boczną drogę, kierując się w prawo od kościoła. Już po chwili zobaczycie przed sobą ciekawy obiekt będący niegdyś siedzibą wielmożnych państwa Raczków. Pałacyk położony jest na uboczu, w malowniczym otoczeniu parku. Miejsce zaciszne, spokojne, a dla spragnionych i głodnych czeka w piwnicznych pałacowych izbach gościniec z niedrogim jadłem i czymś zimnym dla ochłody. Należy dodać, że wnętrza pałacyku kryją sporo ciekawostek, jest tam Izba Tradycji, po której oprowadzi nas i opowie wiele ciekawych historii po uprzednim uzgodnieniu daty i godziny naszego pobytu, prezes Towarzystwa Miłośników Przyszowic pan Andrzej Biskup. Możemy także, dzięki bogatej kolekcji zdjęć i opisów, zapoznać się z historią rodziny Raczków, a przy odrobinie szczęścia trafimy także na wystawę obrazów artystów plastyków, którzy chętnie wystawiają swój dorobek w wspomnianym obiekcie, bowiem klimat wnętrz pałacu sprzyja sztuce nader wyraźnie..

Wakacje to spacery, wycieczki rowerowe, lecz jest to także dobry czas dla artystów. Lato ma swoje niepowtarzalne walory, które warto uwiecznić na płótnie, zaś niepowtarzalny klimat otoczenia zamku skłania do plenerowych warsztatów dlatego też, już niedługo zawita do Przyszowic grupa artystów plastyków „Ossianartu” by w myśl hasła „Malujemy Przyszowice”, uwiecznić na swoich płótnach godne zapamiętania przyszowickie obiekty, a także wiele malowniczo położonych terenów wokół naszej miejscowości. Zbieramy się 11 lipca od godziny 15. Malujemy trzy godziny, robimy szkice, a nieco później przewidziane jest spotkanie z członkami TMP. Kto wie, może uda się na jesieni zorganizować wystawę letniego wakacyjnego wypadu do Przyszowic. Zapraszamy chętnych do pomalowania z nami, dzieci prosimy, aby przybyły ze swoimi rodzicami i opiekunami. Przeszkodą może być pogoda lub inaczej jej „zły nastrój”, mamy jednak nadzieję, że słonko nam dopisze i dzień 11 lipca wpiszemy do kalendarza jako jeszcze jedną fajną wakacyjną przygodę (Nie zapomnijcie zabrać ze sobą flaszki mineralnej, i czegoś na ząb).

Farski spichlerz, to kolejna atrakcja , której nie wolno pominąć z chwilą kiedy gościmy w Przyszowicach. (Podobnie jak pałacyk, i ten obiekt zasługuje by uwiecznić jego podobizny na płótnie) Poczciwy staruszek stoi w bliskim sąsiedztwie kościoła parafialnego, i łatwo go zauważyć jadąc drogą wiodąca od Gierałtowic. Historia powstania naszej drewnianej perełki sięga roku 1806, czytamy na tablicy informacyjnej. W tym to czasie – staraniem szlachty śląskiej blisko związanej z Przyszowicami- a także samej jaśnie pani hrabiny von Welczek wzniesiono nieopodal parafialnego kościoła pw. św. Mikołaja murowany budynek probostwa, zaś z drewna rozebranej starej fary – wybudowano spichlerz. Nasz staruszek stoi nieopodal kościoła i przypomina nam co dnia o minionych czasach, zaś jego wnętrza skrywają wiele ciekawych eksponatów z życia parafii. Aby przyjrzeć się z bliska naszemu spichlerzowi, wystarczy wejść na teren przyszowickiej fary, brama jest otwarta dla każdego, skoro jednak chcielibyśmy wejść do środka, trzeba wcześniej poprosić o pozwolenie księdza proboszcza lub prezesa TMP. Miło, usiąść pod okapem (kruchtą) drewnianego staruszka i uciec myślami do czasów gdzieś z początku XIX wieku, a pomocna jest nam tablica informacyjna, która otworzy przed nami drzwi do historii z czasów świetności tego obiektu. Spichlerz a także wspomniany pałacyk położony w centrum malowniczego terenu naszej gminy, to nie jedyne atrakcje Przyszowic. Warto zapytać mieszkańców o drogę wiodącą do Lipek. Jest to oddalona nieco od centrum miejscowości kolonia Przyszowic, która swoją nazwę otrzymała od sporej niegdyś ilości lip rosnących przy drodze. Dziś Lipki to miejsce owiane legendą z czasów wojny XXX letniej. W miejscu tym ma być pochowany żołnierz szwedzki czy też duński, lub nawet kilku zbrojnych z tamtych czasów, wraz z końmi i oporządzeniem. Brak historycznych danych na ten temat, i raczej trudno brać te wspomnienia za pewnik, jednak legenda, a więc jakiś historyczny wątek przetrwał i przekazywany z ust do ust trwa do dziś. Warto odwiedzić to miejsce, a trafić nietrudno, bo z chwilą kiedy znajdziemy się na ulicy Wolności, z daleka wita nas okazały przydrożny krzyż, tuż za nim rośnie lipa jako chyba jedyny symbol tego miejsca, obok pozostały ślady ogromnego pnia drzewa, które niestety trzeba było usunąć, bowiem mocno nadszarpnięte zębem czasu, zagrażało bezpieczeństwu mieszkańców. Warto zajrzeć w ten zakątek, który ma jakiś swoisty klimat, odludny, słabo zamieszkany obszar skłania do rozmyślań. Po krótkim pobycie dosłownie i w przenośni, w sąsiedztwie zamierzchłej historii szybko nabieramy sił do dalszej podróży – coś jest w tych Lipkach, polecamy to miejsce, dobrze jest mieć koło siebie miejscowego przewodnika, który wiele ciekawych historii może nam opowiedzieć nie tylko o Lipkach, ale wielu ciekawych historiach a także ludziach związanych z naszą miejscowością.

Nasza Witula, to sędziwa lipa, którą zajęli się członkowie Towarzystwa Miłośników Przyszowic, i jest to kolejny temat naszej wakacyjnej gawędy. Niełatwo trafić do tego miejsca, które choć blisko drogi wiodącej w kierunku Zabrza, ukrywa się w gąszczu zieleni. Miejsce to, stało się także staraniem wspomnianego towarzystwa terenem biwakowym, gdzie po uprzednim uzgodnieniu telefonicznym można rozbić obóz na krótki okres. W ciszy i spokoju można nacieszyć się urokliwym miejscem, które o kilka kroków od drogi wojewódzkiej wiodącej do Zabrza jest oazą spokoju chętnie odwiedzaną przez rowerowe wycieczki. Warto tam zaglądnąć, i posłuchać ciszy dosłownie, bo tam właśnie usłyszeć można jej szept, a głosy ptaków tylko potęgują w nas poczucie naturalnego piękna przyrody. Biwakowanie na tym terenie jest nieodpłatne, trzeba tylko ustalić telefonicznie termin pobytu, a później już tylko należy przestrzegać ogólnie przyjętego porządku. Należy przestrzegać przepisów przeciwpożarowych podkreśla prezes pan Biskup. Nie wolno na tym terenie przebywać osobom nieletnim bez opieki osób dorosłych – rodziców i opiekunów. Należy uszanować to miejsce należytym zachowaniem, bowiem to w sąsiedztwie naszego pomnika przyrody rozbijamy obozowisko, nie wolno zakłócać spokoju, głośnym zachowaniem. ( Nadużywanie alkoholu nie jest w tym miejscu mile widziane, dodaje prezes). Teren ten ma służyć wszystkim przez lata, a nasza Witula ma być żywym pomnikiem przyrody, jako kawał naszej ŻYWEJ historii. W tym roku planowana jest renowacja miejsca biwakowego, informuje pan Biskup. Odnowimy ławki i ławę obok ogniska. Chcemy aby nasza Witula, a także goście, którzy odwiedzają naszą miejscowość czuli się dobrze w tym miejscu. „Gość w dom, Bóg w dom”, pamiętajmy jednak, że sędziwej staruszce należny jest spokój, uszanujmy zatem jej prawo, odwiedzajmy i dbajmy o to miejsce dla dobra nas wszystkich…

Przyszowice to historia niestety także ta bolesna i krwawa, dlatego też warto odwiedzić miejscowy cmentarz, znajdziecie tam wiele śladów historii z czasów „wyzwolenia” miejscowości, a także naszej bolesnej historii związanej z Tragedią Górnośląską”. Nie brak w tym miejscu także śladów zamierzchłej historii z czasów panowania wielkich śląskich rodów.

Borowa Wieś i św. Mikołaj

Warto wpisać w plan naszej rowerowej wycieczki Borową Wieś. Polecamy odwiedziny miejscowego kościoła, który jest częścią jakby nie było historii przyszowickiej parafii, a jest nią przepiękny kościółek drewniany pw. św. Mikołaja, którego powstanie trudne jest do jednoznacznego określenia, bowiem wiele źródeł podaje datę powstania tego obiektu jako rok 1640, znajdziemy także wpisy mówiące o roku 1720 czy 1737. Pewne jest to, że nasz kościółek pamięta czasy XVII wieczne i z całą pewnością wart jest, by u jego stóp przysiąść na chwilę i zatopić się w rozmyślaniach, i co oczywiste, koniecznie należy rozłożyć sztalugi, by uwiecznić to cudo na płótnie. Kościółek został przeniesiony z Przyszowic do Borowej Wsi na przestrzeni lat 1937 – 1939, i w nowym miejscu jak informują źródła, został poświęcony 16 grudnia 1939 r. Kościółek z pewnością należy zaliczyć do jednego z ciekawszych obiektów architektonicznych tamtych czasów. Niezwykle atrakcyjnie prezentuje się cebulasty barokowy hełm z latarnią, a cały obiekt otoczony jest sobotami, co dodaje uroku naszemu kościółkowi. Wyposażenie wnętrz kościółka jest barokowe, i wczesnobarokowe z elementami rokokowymi (ołtarz boczny z obrazem św. Nepomucena). Zaś bogactwo ornamentyki trudne jest do oszacowania. Wpisując w plan naszej wycieczki Przyszowice, koniecznie należy dodać do naszego programu wspomnianą przez nas atrakcję – polecamy, bowiem obiektów o tej wartości jest niewiele. Warto wstąpić chociażby tylko do przykościelnej sieni, i zanim jeszcze zatopimy się w rozmyślaniach, przez chwilę pozwólmy sobie na podziwianie bogactwa wnętrza świątyni.

Kościółek pod wezwaniem św. Krzyża;

Warto także pamiętać, że ślady przyszowickiej parafii wiodą w dość odległe strony naszego regionu, a kolejną atrakcję związaną z Przyszowicami znajdziemy na szczycie Kubalonki. Drewniane cudeńko pw. św. Krzyża miało powstać w Przyszowicach w roku pańskim 1779. Na szczyt Kubalonki został ów kościółek przeniesiony w latach 1957-58, zaś od roku 1985 pełni funkcję kościoła parafialnego. Przypomnijmy, że sam kościółek jak i jego otoczenie jest ulubionym miejscem kontemplacji poety Kazimierza Józefa Węgrzyna*, który właśnie tam w ciszy i skupieniu szuka pomysłów do kolejnego poetyckiego dzieła.
Na tym zakończmy krótki pobyt w Przyszowicach, z pewnością jeszcze tu wrócimy, bo jak podkreśla pan Edward Pyka, Przyszowice ma jeszcze sporo do zaoferowania.
Kazimierz Józef Węgrzyn*; Polski poeta. Za początek Jego kariery należy przyjąć rok 1977, wtedy to zadebiutował na łamach Gościa Niedzielnego. Dwa lata później ukazał się debiutancki tomik poezji poety „Próba samookreślenia”. Za wydany w podziemnej oficynie „Śląski tom , czarne kwiaty”, otrzymał nagrodę specjalną Śląsko Dąbrowskiego Komitetu Kultury Niezależnej.

Przypisy: www.google.com/search?q=węgrzyn=poeta
Oraz na podstawie przeprowadzonego wywiadu z poetą u stóp kościoła pw. św. Krzyża na Kubalonce. .
Źródła; https://pl.wikipedia.org/wiki/kościół_św.Mikołaja_w__Borowej_Wsi
beskidzki.pl/zabytkowy-kościól-na-kubalonce .

 

materiał: Tadeusz Puchałka