Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
173

Dziś ostatni dzień października i jak bumerang wraca temat Halloween. Dla jednych jest to powód do radości, dla drugich straszne utrapienie. Wtedy jak grzyby po deszczu pojawiają się osoby, które uważają, że to niezgodne z katolickimi zwyczajami i obraza uczuć religijnych. Dorzucają do tego, że jest to głupi amerykański zwyczaj, który tylko mąci w głowie młodym ludziom, a Ci przez to zapominają o poszanowaniu tradycji święta jakim jest Uroczystość Wszystkich Świętych.

Ci sami ludzie jutro wybiorą się na cmentarz ubrani jak milion dolarów, bo to przecież idealne miejsce by pokazać, jaką zajmują pozycję w społeczeństwie. Panie zaprezentują nowe kreacje, bo czym się różni alejka na cmentarzu od wybiegu na pokazie mody? Potem sprawną ręką zacznie się przekładanie zniczy na grobie w odpowiednie miejsce niczym wytrawny trener piłkarski rysujący strzałki na tablicy tłumacząc swoim podopiecznym przygotowaną taktykę na najbliższy mecz. Znicze czy kwiaty muszą być odpowiedniej wielkości, żeby sąsiad zazdrościł, że nie żałują funduszy na takie sprawy i dobrze im się wiedzie. Jak już o sąsiedzie mowa, to przy okazji wizyty na cmentarzu jest okazja aby przedstawić najbliższej rodzinie czy znajomym skróconą metrykę osoby, z którą dzielą budynek mieszkalny. Historie niby to prawdziwe o tym ile zarabia, o jego niejasnych interesach czy wybrykach życiowych. Jak już wszystkie powyższe punkty zostaną odhaczone, osoby te mogą udać się do swoich domów by w ramach chwili jedności, zadumy oraz rozmyślaniu o śmierci otworzyć butelkę bardzo dobrze zmrożonej substancji i powspominać o tych, których już nie ma.

Czujecie się już zbulwersowani taką wizją? Zapewne wielu już sobie w głowie pomyślało: „Co ten gość wypisuje?! Chyba na głowę upadł! Nie można wrzucać wszystkich do jednego wora!”. To co powyżej przedstawiłem, to bardzo krzywdzący obraz, bo przecież nie każdy tak robi. No właśnie, ale z dużą łatwością przychodzi nam krytykować kogoś, kto lubi dzień wcześniej przebrać się za czarownicę, wilkołaka, mumię, wampira i inne straszydła. Ludzie dekorują swoje domy i mieszkania, organizują specjalne imprezy tematyczne, a wieczorem króluje hasło to: „cukierek albo psikus”. Przeciwnicy i tak powiedzą, że ludzie świętujący Halloween pajacują, wystawiają się na śmieszność, przecież to sztuczne święto nastawione na zysk. Jeśli nawet, to co komu do tego? Każdy bawi się tak jak lubi, oczywiście do momentu jeśli nie robisz krzywdy drugiej osobie. Usłyszałem kiedyś, że Halloween nie pasuje do naszej kultury i powinno się z tego zrezygnować. Przejaw konserwatyzmu i megalomanii narodowej powoduje, że osoby głoszące takie teorie mają klapki zarówno na uszach jak i na oczach.

Dlaczego tak twierdzę? Wystarczy cofnąć się do genezy powstania Dnia Wszystkich Świętych. Tego dnia odwiedza się cmentarze, groby zmarłych bliskich, na których zapala się znicze. Tradycja stawiania zniczy na grobach wywodzi się z dawnego pogańskiego zwyczaju rozpalania ognisk na mogiłach. Pierwotnie Uroczystość Wszystkich Świętych a dokładniej rzec ujmując dzień poświęcony pamięci o zmarłych na cześć wszystkich męczenników, którzy życie oddali za wiarę, obchodzono 13 maja i zostało przeniesione na 1 listopad w 731 roku przez papieża Grzegorza III. Natomiast w roku 837 Papież Grzegorz IV postanowił, aby dzień 1 listopada był dniem Wszystkich Świętych, a nie tylko męczenników. Postanowiono co roku tego dnia czcić wszystkich świętych, którzy nie posiadali własnego święta. Poprzez ustanowienie w dniu 1 listopada pobożnej ceremonii ówcześni wielcy kościelni mieli nadzieję zastąpić nią ciągle praktykowane czary i pogańskie rytuały. W mojej opinii było zwykłym przykryciem tego dnia białym obrusem, by zakryć jego historię.

Wiem co zaraz powiecie: Halloween także wywodzi się z pogaństwa. I oczywiście się z Wami zgodzę. Geneza Halloween jest powiązana z pogańskimi świętami obchodzonymi przez Celtów, Anglosasów i Ludy Północy, którzy na przełomie lata i zimy (dwóch głównych pór roku) celebrowali urodzajność zbiorów oraz powrót bliskich do domów. Był to także czas przygotowań do zimy, czyli okresu chłodu, ciemności i głodu. Nazwa Halloween jest najprawdopodobniej skróconym All Hallows’ E’en, czyli wcześniejszym „All Hallows’ Eve” i oznacza wigilię Wszystkich Świętych. Pani Edyta Górniak ostatnio uznała, że słowo Halloween oznacza „Hell win” czyli „piekło wygrywa”. Jak widać, fonetyczne tłumaczenie podobnie brzmiących słów, może być ogromną pułapką.

Halloween w zamyśle ma pokazać, że zacierają się granice pomiędzy światem żywych, a umarłych. Taka wędrówka między wymiarami. Celtowie wierzyli w reinkarnację. W trakcie Samhain wędrujące dusze miały poszukiwać ciał śmiertelników, w których będą mogły zamieszkać w następnym roku. Żeby uchronić się przed złymi duchami zwyczajowo przebierano się w najgorsze, brudne i podarte ubrania. Z kolei druidzi zakładali czarne stroje i przerażające maski, wycięte z brukwi lub rzodkwi. To między innymi stąd wywodzi się tradycja przebierania się tego dnia.

Skoro jedno i drugie święto wywodzi się z pogaństwa, to czy powinniśmy je obchodzić czy lepiej zrezygnować z obu? Drażni Cię, że dzieci się przebierają i proszę o cukierki? Spokojnie, już wkrótce pojawią się inni „przebierańcy”, którzy chodząc po domach będą oczekiwać pieniędzy. No dobra, nie idę tą drogą, bo wywołam niepotrzebną burzę. Apeluję tylko o jedno: Nie dajmy się zwariować, bo idzie wszystko pogodzić. Można przecież dzień wcześniej poprzebierać się, trochę powygłupiać by następnego dnia zapalić znicz na grobie bliskiej osoby. Wystarczy pewne tematy wypośrodkować i zachować zdrowy rozsądek. Warto się trochę zdystansować, żyć i dać żyć innym…

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.

Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

fot. Canva