Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
168

Okiem zwykłego mieszkańca  / felieton Ariela /

  Pamiętacie jak w jednym z ostatnich felietonów stwierdziłem, że gdyby nadal żył Stanisław Bareja, to miałby niekończące się źródło inspiracji do kolejnych filmów przedstawiających absurdy naszego kraju? Patrząc na to, co obecnie się wyprawia, to nawet ten znany reżyser z czasów PRL-u pewnych rzeczy nie byłby sobie w stanie wyobrazić. I nie chodzi tutaj, że miałby dzisiaj 92 lata i nie w głowie byłoby mu tworzenie filmów, ale o to, że obecne władze pod pewnymi względami przebiły „osiągnięcia” rządzących przed 89 rokiem. Odnoszę wrażenie, że żyjemy w państwie z tektury, gdzie ciągła prowizorka, kombinatorstwo i myśl „jakoś to będzie” płynie nam w żyłach.
Skusiłem się ostatnio by przez kilka dni obejrzeć wieczorne serwisy informacyjnie by wiedzieć jakie są nastroje panują w Polsce i co się w ogóle dzieje. Jak się domyślacie, żyjemy w dwóch różnych krajach. Z jednej strony jest fantastycznie, gospodarka się rozwija, jesteśmy coraz to bogatsi i żyje nam się dobrze, z drugiej strony panuje totalny bajzel, burdel na kółkach, ogólnie ch**, du** i kamieni kupa czyli standardowe polskie piekiełko. Chyba najlepiej naszą obecną sytuację obrazuje dzieło Jana Buczka o nazwie „Trytytkolandia” (polecam sobie „wyguglować” i zobaczyć to arcydzieło). Przecież, to jest tak piękne, tak prawdziwe, tak proste, że aż genialne.
O problemach w dostępności węgla pisałem całkiem niedawno, ale to co wydarzyło się w Rybniku przerosło moje oczekiwania. Podczas zawodów żużlowych w loterii do wygrania były dwie palety „czarnego złota”. Kiedyś w podobnych konkursach można było otrzymać kolorowy telewizor, wycieczkę zagraniczną czy skuter. Dziś towarem luksusowym jest węgiel. Skoro ten surowiec jest czarny, to czas na tego samego koloru humor. Wiecie jaka jest różnica między Titaniciem a Polską? Titanic jak tonął to miał prąd, światło i węgiel. Och, jak dobrze, że wstaliśmy z kolan, bo nie wiem co by to było dzisiaj z nami.
W Polsce wszystko da się „zatentegować”. To dość popularne słowo używane przez szerokiej maści fachowców z branży remontowo-budowlanej. Wiadomo jak efekt końcowy może przy takich działaniach wyglądać więc nikogo nie zdziwi fakt, że w Raciborach w gminie Sokoły otwarto dworzec kolejowy, który… nie jest połączony z torami kolejowymi. Kiedyś będzie, ale jeszcze nie teraz, Jak będzie potrzeba, to pewnie tory zostaną poprowadzone do dworca. Może takiej potrzeby teraz nie ma? Może to takie zabezpieczenie przed wandalizmem? Bo przecież jakby był podłączony, to by z niego ludzie chcieli korzystać. Jeszcze pewnie by go niechcąco zdewastowali i trzeba byłoby naprawiać. A tak, to będzie sobie stał spokojnie z boku, z ochroniarzem na etacie i czekał na lepsze czasy.
Absurd goni absurd. Nie inaczej jest na naszym lokalnym podwórku. U nas zrobiło się dość głośno po tym jak do opinii publicznej wypłynęła informacja o liczebności Członków Rady Lokatorsko-Własnościowej Spółdzielni Mieszkaniowej i oraz wysokości ich uposażenia. Delikatnie mówiąc budzą one poważne zastrzeżenia. Przyznam się, że jako szary obywatel nie miałem o tym zielonego pojęcia. Rada Nadzorcza składa się z Przewodniczącego, dwóch zastępców, przewodniczącego Komisji Rewizyjnej oraz jedenastu osób będącymi członkami rady. Każdy oczywiście pobiera wynagrodzenie za pełnioną funkcję. Do tego należy doliczyć osobno Rady Osiedlowe, a jest ich pięć i każda składa się z Przewodniczącego i łącznie szesnastu członków. Tym osobom także należy wypłacić odpowiednie gaże. Ile nas mieszkańców to wszystko kosztuje? Blisko 2,5 miliona złotych przez cały okres trwania kadencji, która wynosi 3 lata. Rozumiem, że nikt już „robić” za darmo nie będzie i wynagrodzenie się należy, ale może warto zredukować liczbę osób zasiadających w tych radach? Czy ta ilość jest niezbędna do odpowiedniego funkcjonowania spółdzielni mieszkaniowej? Na to pytanie możecie sobie sami odpowiedzieć.
Nadal tworzą się fikcyjnie stanowiska, niepotrzebnie napompowane sztuczne struktury i „kolesiostwo”, które jest bardzo powszechnym zjawiskiem. Wiecie co jest najgorsze? Że na wszystko się zgadzamy. Nawet jeśli psioczymy sobie pod nosem, to brak naszej reakcji na pewne patologie jest naszą zgodą na zaistniałą sytuację. Są jednak tacy, którzy próbują podjąć jakiekolwiek działania aby walczyć ze starym systemem. Niestety, niektórzy tylko udają, że coś robią w tym kierunku wykonując przy tym bardzo ekwilibrystyczne fikołki realizując własne cele. O czym mowa? Przy okazji piątkowych wyborów do Rady Osiedlowej w Szczygłowicach, jeden z członków za pośrednictwem portalu o Knurowie (którego jest właścicielem) na Facebooku, namawiał do zbojkotowania owych wyborów w tej części miasta, ponieważ uważał, że taki organ jest zbędny i generuje niepotrzebne koszty, które ponoszą mieszkańcy. Bojkot zakończył się na tym, że osoba, która była tak przeciwna powołania Rady Osiedlowej ostatecznie w niej zasiadła i będzie otrzymywać za to wynagrodzenie. Parodia? Kabaret? Szczyt hipokryzji? Naplucie mieszkańcom w twarz? Sam nie wiem jak nazwać to, co wydarzyło się w Szczygłowicach. Jestem zdania, że nie da się jednocześnie walczyć z systemem i być w układzie systemu, a porównanie tego do legendy o koniu trojańskim jest żałosną próbą ratowania twarzy.
Wydaje mi się, że naszym obywatelskim obowiązkiem jest by to co złe – piętnować, to co zaś dobre – nagłaśniać. Każdy z nas powinien bardzo mocno zastanowić się nad sensownością dalszego trwania w tej pozbawionej nadziei sytuacji społecznej. Kluczem do wyjścia z tego stanu rzeczy jest samoorganizacja oraz kolektywne podejście do rozwiązywania naszych wspólnych problemów. Tych dużych na skalę krajową jak i tych małych na skalę lokalną. Nie tylko w internecie komentując i hejtując, ale przede wszystkim działaniem, które zobaczą inni i być może ich zmotywuje do wykonania kroku w tym samym kierunku.
Nie tylko państwo mamy z kartonu, nasz naród także pod ten opis podpada. Dajemy przyzwolenie na wiele spraw, udajemy, że pewnych rzeczy nie widzimy. Na nic kolejne afery, kryzysy, drożyzna, ujawnienia nepotyzmu, kumoterstwa, braki w surowcach i inne podobne… Chyba sam sobie zaraz zanucę utwór zespołu T.Love „Jest super, jest super, więc o co Ci chodzi?”. Jeśli nic się nie zmieni w najbliższej przyszłości (mam tutaj na myśli pospolite ruszenie oraz mądry i odpowiedzialny udział w różnego rodzaju wyborach – zarówno w tych małych [lokalnych] jak i dużych [parlamentarnych]), to mam wrażenie, że nic nas już nie uratuje…

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski
Fot. Canva