Okiem zwykłego mieszkańca/ felieton Ariela /

0
217
Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /
 
Powiem Wam szczerze – nie chciałbym być dzisiaj nastolatkiem. Czasami nachodzą mnie takie myśli w głowie i zastanawiam się jakby to było znowu mieć te „naście” lat, ale tak jak szybko o tym pomyślę, tak też szybko odrzucam jakiekolwiek dywagacje na ten temat. Nie wiem po prostu czy odnalazłbym się w obecnym świecie. Każdy z nas był nastolatkiem i każdy z nas miał swoje młodzieńcze problemy i smutki. Odnoszę jednak wrażenie, że to z czym dzisiaj młodzież musi się mierzyć, mogłoby nas przerosnąć.
Pamiętacie jak irytowało to, że nas – nastolatków – dorośli nie rozumieją? Tłumaczyliśmy, że są inne czasy, inne problemy, inny świat, a oni żyją tym co było X lat do tyłu i próbują porównywać naszą sytuacją do swojej, gdy byli młodzi. To się nigdy nie uda. Ten schemat zatacza koło, ponieważ my jako dorośli to samo robimy swoim dzieciom. Porównujemy względem siebie i swojego doświadczenia życiowego, które często i gęsto nie ma związku z obecną sytuacją. Współczesne nastolatki zmagają się z wieloma problemami, których nie doświadczali ich rodzice lub które były mniej powszechne. My urodzeni na przełomie lat 80-tych i 90-tych jako młodzi ludzie mieliśmy zupełnie inne zmartwienia. Tragedią dla nas było to, że przy osiedlowym boisku nie wybrano nas do lepszego składu, gdy graliśmy mecz piłkarski „blok na blok” lub rodzeństwo zajęło nam telewizor a leciał właśnie serial, który uwielbiamy. Prozaiczne problemy, które były wówczas dla nas olbrzymie.
Gdy spodobała się nam jakaś dziewczyna czy chłopak i druga strona odrzucała nasze zaloty dając nam tzw. „kosza” płakaliśmy do poduszek i nienawidziliśmy całego świata. Przeżywaliśmy swoje traumy, gdy ktoś nas nazwał w szkole „grubym” lub „fleją”. Gdy wracaliśmy z zajęć lekcyjnych zazwyczaj wychodziliśmy na podwórko, to rodzice w tym czasie byli w domu. Można było przyjść, coś zjeść, porozmawiać i wrócić do zabawy czy spotkań z rówieśnikami. Rodziny często razem wychodziły: na zakupy, na plac zabaw, nad jezioro, w góry, na spacer. Ten wspólnie spędzany czas miał wysoką jakość, żywą interakcję, kontakt z emocjami, obecność przede wszystkim.
Współczesna młodzież nie ma zbyt dobrej opinii wśród dorosłych, szczególnie w kręgu osób starszych. Zarzuca się im, że są leniwi, niezainteresowani społecznymi sprawami, nie stronią od alkoholu i innych używek. W dużym stopniu to, jak jest ukształtowane dziecko zależy od środowiska, w którym się obraca: od jego rodziców, rówieśników, sąsiadów. Świat nabrał takiego rozpędu, że wielu z nas nie potrafi wytrzymać tego tempa. Postęp technologiczny sprawił, że między dziećmi a dorosłymi powstała przepaść.
Dzisiaj młodzi ludzie są zamknięci w smartfonach, social mediach, do tego powstają nowe trendy czy wyzwania. Dla nas największą karą był tzw. „szlaban” i konieczność siedzenia w domu. Dzisiaj tą samą karą jest nakaz wyjścia na zewnątrz do ludzi. My uwielbialiśmy świat rzeczywisty, a teraz młodzież woli świat wirtualny i tam stara się odnaleźć. Nie każdy jednak potrafi. Obecnie odpowiedzią na to czy jesteś fajny czy też nie, to liczba „lajków” czy subskrybentów w serwisie społecznościowych. Są one dobrodziejstwem i przekleństwem nastolatków. Facebook, Instagram, Twitter, Tik-Tok pomagają poznawać nowych ludzi, dzielić się pasjami i zainteresowaniami, uczyć się nowych rzeczy. Z drugiej strony kreują idealny świat, do którego wielu młodych ludzi chce dążyć.
Wtedy naradza się presja aby być idealnym, lubianym i popularnym. Znaczenie grupy dla nastolatka jest ogromne. Podziw innych osób to najwyższe uznanie, dla którego nastolatek jest w stanie wiele poświecić. Odpowiedni wygląd, postawa, kreowanie siebie w social mediach, brak świadomości konsekwencji swojego postępowania może mocno zaważyć na życiu młodego człowieka. My też chcieliśmy szybko dorosnąć ale zazwyczaj tylko dlatego by móc odpowiadać za siebie i nie być uzależnionym od swoich rodziców. Dzisiaj młodzież dąży do dorosłości ale bardziej fizycznej niż mentalnej. Powiem szczerze, że gdybym teraz chodził do klubów czy dyskotek mógłbym się fatalnie pomylić co do drugiej osoby jeśli chodzi o jej wiek. Nie potrafię np. dzisiaj odgadnąć ile lat ma dziewczyna, która akurat minęła mnie właśnie na chodniku. Gdzieś obecnie zatraciła się granica między byciem nastolatkiem a chęcią bycia dorosłym. Nie ma co ukrywać, dzisiaj Ci młodzi ludzie z wręcz perfekcyjną dokładnością potrafi emanować dojrzałością fizyczną, do której dążą.
Obecna młodzież staje się coraz bardziej inteligentna, sprawne intelektualnie, mają coraz ciekawsze kompetencje. Mam wrażenie, że my w ich wieku nie byliśmy tak błyskotliwi i interesowało nas zupełnie co innego. Co martwi, to fakt, że jednocześnie zanika ich inteligencja emocjonalna, zdolność do bycia w relacji ze swoimi przeżyciami i ciałem czy zdolność do przeżywania i odczuwania. Dużo mocniej jednak reagują na małe porażki, które urastają do rangi tragedii życiowych. My nie zauważmy ich problemów, bo one ukazują je tylko w sieci w bardzo zakamuflowany sposób lub w taki, którego nie potrafimy odpowiednio zinterpretować. Gdy nie rozpoznamy na czas pewnych symptomów może dojść do różnych tragicznych sytuacji życiowych.
My dorośli narzekamy na telefony czy komputery, a sami wpatrujemy się w ekrany i siedzimy w sieci. Nawet teraz gdy czytacie mój felieton właśnie to robicie. Tak często słyszy się, ze nie rozmawiamy z naszymi dziećmi, denerwujemy się, że dziecko nie ma czasu i jest zajęte, a nasze życie polega na tym samym. Rozmowa z młodym człowiekiem, to wieloletni proces nauki. Wymaga to od nas systematyczności, zaangażowania oraz dużej uwagi.
Ktoś może mi zarzucić, że nie mam własnych dzieci i nie powinienem się na ten temat wypowiadać. Uważam jednak, że nie muszę być piekarzem by stwierdzić, że chleb jest zły i niesmaczny. Dlatego nie oczekujmy od siebie, byśmy byli idealni. Pokazujmy jacy jesteśmy naprawdę. Pokazujmy, że są problemy, że sobie z nimi radzimy, że próbujemy, że mogą na nas liczyć, że ich nie zostawimy. A jeśli sami nie potrafimy sobie poradzić z problemem, to są specjaliści, do których można zwrócić się po pomoc. I nie wstydźmy się sięgać i prosić o nią. Nie jest wstydem fakt, że nie radzimy sobie z narzuconym życiowym pędem. Wstyd jest wtedy, gdy na siłę próbujemy pokazać, że dajemy sobie radę sami wiedząc, że rzeczywistość jest zgoła inna i oszukujemy siebie i innych.
Na koniec żeby nie było żadnych niedomówień: nie uważam, że cała dzisiejsza młodzież jest zła i zdemoralizowana. Znam wiele młodych ludzi, którzy udzielają się społecznie w wolontariacie i angażują się w różne sprawy. Staram się z nimi rozmawiać i choć dzieli mnie niewielka różnica wiekowa, to łatwo nie jest ale próbuję i staram się zrozumieć ich problemy. Dobrze by było, aby każdy dorosły obojętnie jaką funkcję w życiu pełni (rodzic, pedagog, trener) zainteresował się bardziej niż zwykle tym, co trapi obecnych nastolatków. To może być klucz, który pozwoli uniknąć wielu przykrych sytuacji w ich życiu…
To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski
Fot. Canva