Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
233

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Ostatnio wdałem się w dyskusję i z perspektywy czasu wydaje mi się, że niepotrzebnie, ale jednak dałem się „sprowokować”. Obiecuję sobie, że nigdy więcej, a i tak wchodzę w zbędną polemikę. W zeszłym tygodniu gorąco w mediach dyskutowało się nad upamiętnieniem ofiar „Rzezi Wołyńskiej” z racji rocznicy ludobójstwa na narodzie polskim, która miała miejsce m.in. podczas „Krwawej niedzieli” 11 lipca 1943 roku. Temat ciężki, wzbudzający emocje i w sytuacji, kiedy za naszą wschodnią granicą trwa wojna i wielu Ukraińców znalazło schronienie w naszym kraju, kwestia zbrodni sprzed 79 lat urosła do najwyższej rangi.

Nie twierdzę, że o historii należy zapomnieć, ale na „siłę” nie powinno się jej rozliczać. W wielu zakamarkach internetu można było znaleźć patriotyczne grafiki ze słynnym hasłem „Pamiętamy”. Co odważniejsi potrafili naszych sąsiadów wyzywać od najgorszych używając przy tym różnych niewyszukanych bluźnierstw i epitetów nie wartych powtarzania. Nie będę w tym miejscu jednak robił historycznego rachunku sumienia oraz głosił mądrości, że domagam się prawdy i przeprosin. Prawdę każdy z nas zna, a przeprosiny jeśli się kiedykolwiek pojawią, to powątpiewam czy będą prawdziwe, w mojej opinii wymuszone, a czy takie są szczere?

Temat zbrodni wołyńskiej był przez szereg lat kompletnie przemilczany, wręcz omijany. Wynikało to przede wszystkim z uwarunkowań politycznych. W czasach PRL-u wielu niewygodnych spraw związanych z „braterskim narodem” jakim był Związek Radziecki nie wolno było poruszać. Polityka historyczna jest jak młotek. Może być podstawowym, pożytecznym narzędziem, ale nieumiejętnie go używając, można sobie zrobić krzywdę. Potrafimy się nim samookaleczyć nie odróżniając gwoździ od swoich palców.

Tegoroczna rocznica tych tragicznych wydarzeń z 1943 roku doprowadziła do erupcji zainteresowania tematem. Uruchomili się społeczni historycy, znawcy zdarzeń wojennych. Wołyń jest ważny i należy o nim pamiętać, ale powiedzmy sobie szczerze: nakręcanie sprawy przez nieustanne powracanie do tematu zbrodni sprzed lat nie ma sensu i nie spowoduje, że będzie się nam żyć lepiej, bardziej pokochamy naszych sąsiadów a sytuacja finansowa w naszych portfelach ulegnie poprawie. To kolejny temat zastępczy, na którym bazują politycy. Zamiast zajmować się sprawami ważnymi dla nas, to znaleźli chwilę wytchnienia domagając się przeprosin od władz Ukrainy nakręcając w nas spiralę nienawiści. A to, że jesteśmy bardzo podatni na takie patriotyczne gesty, to inna sprawa…

Rzeź Wołyńska powinna być lekcją dla każdego, która mówi, że nacjonalizm może prowadzić do tragedii. Tutaj zapewne mi się oberwie, ktoś napisze, że sam nacjonalizm nie jest zły, ale skrajny to już tak. Mam odmienne zdanie i nie boję się go wygłaszać. Nacjonalizm może wzbudzić nienawiść do ludzi innej narodowości, o innych przekonaniach i wierze. Wtedy na bok odchodzi szacunek do drugiego człowieka, Przekonanie o narodowej wyjątkowości może być szkodliwe. Jak dobrze poszukamy, to w przeszłości znajdziemy wiele przykładów. Każdy naród w pewnym momencie czuje się lepszy od innych i jest przekonany, że pełni wyjątkową rolę w historii. Jak takie przekonania się kończyły? Najczęściej wojną, zbrodniami. Za często zdarza się nam mylić nacjonalizm z patriotyzmem.

Ja odróżniam w sposób prosty patriotyzm od nacjonalizmu. Patriotyzm to dom, w którym dba się o wnętrze, ale przez okno widać resztę świata. W nacjonalizmie ten sam dom ma szczelnie zasłonięte rolety, przez które nic nie widać. Może dobrałem sobie złą formę interpretacji tych dwóch pojęć, ale tak to widzę. Według mnie patriotyzm przede wszystkim powinien być wielowymiarowy. To suma wszystkich naszych codziennych małych działań, dzięki którym wszystkim nam będzie się przyjemniej żyło w naszym wspólnym kraju. Niestety, jeśli nie nosisz patriotycznej odzieży, nie jeździsz w listopadzie do Warszawy na Marsz Niepodległości, to nie masz prawa nazywać się PATRIOTĄ. Smutne to trochę, gdy słyszysz takie opinie. A jeszcze bardziej smutniejsze jest to, że ten co spełnia wszystkie powyższe „warunki” bycia patriotą jednocześnie „kaleczy” język ojczysty, zapomina o kulturze osobistej, nie szanuje ludzi wokół, nie dba o dobro wspólne itp.

„Z dumą w sercu, z orzełkiem na koszulce i z ku*** na ustach” – tak widzę ten „jedyny” i „słuszny” patriotyzm. Do tego nieustannie grzebiemy w historii próbując zbawić świat. Co gorsza uważamy, że jest ona albo biała albo czarna – nie ma nic pośredniego. Niestety zapominamy, że nawet w naszej historii znajdziemy wiele faktów, które chluby nam nie przynoszą i powinniśmy za pewne rzeczy zwyczajnie wstydzić. Zdarza się nam niektóre fakty na siłę wybielać. Odnoszę wrażenie, że wracając zbyt często do przeszłości zapominamy o teraźniejszości kompletnie nie myśląc o przyszłości. Dlatego też uważam, że mentalnie jako naród jesteśmy parę kroków do tyłu, ponieważ krąży wśród nas przeświadczenie, że historia jest wciąż nierozliczona i należy zrobić z tym porządek. Wtedy zadaje pytanie: Po co?

Powinniśmy o swojej historii pamiętać, jakakolwiek ona jest, nawet z tymi negatywnymi aspektami. Zaakceptujmy ją, nie marnujmy czasu na rozdrapywanie starych ran. Pamiętajmy skutki pewnych wydarzeń z przeszłości i nie popełniajmy tych samych błędów. Bądźmy mądrymi patriotami. Patriotyzm to nie nośne hasła, ubrania z symbolami narodowymi ani race. Patriotyzm to nie nacjonalizm. Patriotyzm to codzienność, szacunek dla drugiego człowieka, budowanie wspólnoty, integracja środowisk, uczciwość, poszanowanie prawa, własności, godności i duma narodowa. Patriotyzm to poczucie, że Polska to nasze wspólne dobro.

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Canva