Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
282

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

W sumie w przeszłości już był felieton w podobnym tonie, ale wrócę do pewnej tematyki. Kilka miesięcy obserwacji, rozmów, przekazanych opinii sprawiło, że warto poruszyć ponownie ten temat. Usiądźcie i zastanówcie się, co tak naprawdę myślicie o naszym mieście. Jaki jest ten Knurów? Jakimi jesteśmy mieszkańcami? Czy nasze miasto to dziura zabita dechami czy jednak wyróżniamy się na tle innych, podobnych miejscowości?

Choć piszę swoje felietony jako „zwykły” mieszkaniec, to jednak mam pewną przewagę gdy opowiadam komukolwiek o naszym mieście. Dzięki temu, że prowadzę co poniedziałkowy cykl moich wywodów na różne tematy, mogę się niektóry komentarzami podzielić w oficjalnym artykule. Od kiedy bawię się w „dziennikarza-amatora” mam szansę poznawać i rozmawiać z różnymi, ciekawymi osobami z Knurowa lub okolic. Przeprowadzam wywiady, piszę teksty i przygotowuje materiały z różnych wydarzeń w mieście. Oprócz mojej przygody z dziennikarstwem pracuję zawodowo od poniedziałku do piątku w laboratorium testowym.

Możecie wierzyć lub nie, ale każdy roboczy tydzień zaczyna się od pytań w moją stronę od współpracowników w stylu: „Z kim masz wywiad w tym tygodniu? Opowiedz o tej osobie.” lub „Co się będzie dziać w Knurowie w nadchodzących dniach? Gdzie polecasz się wybrać?”. Staram się zawsze udzielić wyczerpujących odpowiedzi i przedstawić wszystkie fakty. Koleżanki i koledzy z pracy wiedzą czym zajmuję się po godzinach, kibicują mi i interesują się tym, co dzieje się w Knurowie. Ich komentarze są bardzo budujące i z jednej strony dość zastanawiające. Jeszcze parę miesięcy temu nie wiedzieli kompletnie nic o naszym mieście. Ba, nawet nie wiedzieli, gdzie leży miejscowość o nazwie Knurów. Dziś jest zupełnie inaczej, a gdy opowiadam im z kim przeprowadziłem wywiad czy w jakim wydarzeniu brałem udział, wydają się być podekscytowani. Użyli nawet sformułowania, że nasze miasto jest pewnego rodzaju fenomenem, ponieważ jesteśmy „małomiasteczkowi” a mamy sporo ciekawych mieszkańców (lub są związane z naszym miastem), które albo już coś osiągnęły, albo są na dobrej drodze do sukcesu. Z trudem znaleźć drugą taką miejscowość o podobnej wielkości z taką liczbą ciekawych i znanych osób.

Część moich znajomych mieszka w większych miastach niż Knurów. Gdy opowiadam im o tym, co się wydarzyło w naszym mieście proszą mnie, abym informował ich o kolejnych eventach, które będą miały miejsce. To nie jest ulotne zainteresowanie, bo przyjeżdżają i biorą udział w tych wydarzeniach. Wtedy zderzam się z taką miłą opinią z ich strony, że fajne rzeczy dzieją się w Knurowie. Mówią często, że w ich miejscowościach takich rzeczy się nie organizuje, jeśli nawet są, to czegoś im brakuje. Tutaj zaczynam się zastanawiać, dlaczego chwalą nas „obcy”, a my „miejscowi” nie potrafimy pewnych rzeczy docenić.

No właśnie, co jest z nami nie tak? Dlaczego tam mało chętnie bierzemy udział w wydarzeniach organizowanych w naszym mieście? Spotkałem się z opinią, że „dziadziejemy” ogólnie jako lokalne społeczeństwo, a malkontenctwo to nasze drugie imię. Często można przeczytać komentarze, gdzie marudzimy na to, że nic się nie dzieje, a jak już się coś organizuje, to nie bierzemy udziału w tych eventach. Dlaczego? Bo albo nic nie słyszeli, albo nie było nic ciekawego. Z pewną nutką zazdrości spoglądamy na te większe miasta i uważamy, że powinniśmy być jak oni. Jasne, powinno się dążyć do najlepszych, ale trzeba mieć świadomość, że pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Zaryzykuję stwierdzenie, że musimy jednak znać swoje miejsce w szeregu, bo nigdy Gliwicami czy Katowicami nie będziemy.

Co do frekwencji na różnych miejskich eventach… jest czasami porażająco niska, wręcz słabiuteńka. Zachodzę w głowę i zastanawiam się, dlaczego tak jest. Nie tak dawno odbyła się prelekcja w Domu Kultury w Szczygłowicach dotycząca depresji wśród dzieci i młodzieży zorganizowana przez Fundację Gram, Kibicuję, Pomagam. Według mnie był to ważny, potrzebny wykład i dobrze, że takowy odbył się w Knurowie. Frekwencja była jednak słaba… brakowało rodziców, pedagogów, trenerów klubów sportowych. Temat poważny, a zaangażowanie potencjalnych odbiorców znikome. Odniosłem wrażenie, że choć w internecie mamy wiele do powiedzenia, to jednocześnie nasze lokalne społeczeństwo nie jest gotowe na podjęcie się poważnych tematów w realnym świecie.

Tak to niestety wygląda na większości lokalnych imprezach. Marudzimy, narzekamy, komentujemy a jak już się odbywają, to nie potrafimy wykrzesać z siebie choćby odrobiny zaangażowania, aby przyjść i wziąć udział w danym wydarzeniu. Najlepiej aby były wszystkie transmitowane na żywo w internecie byleby nie ruszyć się z domów. Sami sobie taką postawą wystawiamy opinię o naszym mieście. Smutne jest to, że przyjezdni nas chwalą, podkreślają, że jesteśmy ciekawą miejscowością, w której organizowane są ciekawe wydarzenia, a my mieszkańcy Knurowa nie potrafimy tego docenić.

Czy nasza mentalność się kiedyś zmieni? Trudno przewidzieć. W tym roku odbędzie kilka ciekawych wydarzeń kulturalnych czy muzycznych w naszym mieście. Będzie to egzamin zarówno dla organizatorów jak i dla mieszkańców. To na jaką ocenę go zdamy zależy od nas samych.

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski