Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
371

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Już za nieco ponad miesiąc będziemy celebrować kolejne urodziny naszego miasta. Wraz z ogłoszeniem gwiazd i wstępnego planu tegorocznych Dni Knurowa ponownie rozpoczęła się gorąca dyskusja na otwartym forum o jakości, gustach muzycznych, potrzebach kulturalnych i innych podobnych kwestiach. Trudno jest wszystkim dogodzić, bo taki, który by tak sprawił jeszcze się nie urodził.

W tym roku urodziny Knurowa będą odbiegały od tych, które pamiętamy. Przez wiele lat odbywały się na placu 700-lecia, gdzie przez dwa dni królował gwar, koncerty, piwo w plastikowych kubeczkach, karuzele i wszędobylska chińszczyzna zwana „gadżetami dla najmłodszych”. Jedynie w zeszłym roku ze względu na zagrożenie epidemiologiczne Dni Knurowa rozrzucono w różne rejony miasta i były wielotematyczne. Był festiwal rockowy, pokazy taneczne, pokazy ognia, dzień dla dzieciaków, festyny… trochę tego było. Szczerze? Ta formuła mnie zaciekawiła, była inna w stosunku do lat poprzednich i wspominam ją z sympatią. Gdzieś jednak zabrakło tej kropki nad „i” czyli tej jednej jedynej gwiazdy, która spięłaby klamrą całą tą uroczystość.

Tegoroczne Dni Knurowa mają zmienioną formułę i miejsce. Nie będą trwały jak zazwyczaj dwa-trzy dni a lekko ponad tydzień i będzie kilka tematycznych wydarzeń towarzyszących. Oprócz dwóch dni koncertów, gdzie wystąpią Sylwia Lipka, Dawid Kwiatkowski, Kasia Wilk i Andrzej Piaseczny, będzie także festiwal rockowy, hip-hopowy, pokazy w wykonaniu adeptów sztuk tanecznych z knurowskich szkół i wiele innych. Kwestią gustu jest czy podobają się nam utwory Kwiatkowskiego czy „Piaska”. Mógłbym być malkontentem i marudzić, że nie ma nic ciekawego co uwzględnia moje sympatie muzyczne, ale nie robię tego. Ja jednak wolę mocniejsze brzmienia i zapewne jestem w mniejszości, ale może kiedyś doczekam się koncertu plenerowego w Knurowie takich kapel jak „Kult” czy „Nocny Kochanek”. No co? Pomarzyć można, prawda?

Miejsce koncertów także uległo zmianie. Można by rzec, że urodziny miasta wracają do korzeni i odbędą się w Parku Miejskim im. Dr Floriana Ogana. Choć nie uważam się za starego człowieka, to pragnę młodszym mieszkańcom miasta przypomnieć, że kiedyś koncerty odbywały się właśnie w tym miejscu. Nie na kręgu jak mylnie możecie pomyśleć, a na tzw. „górce”, gdzie była ustawiona scena. Wracam pamięcią do roku 1998, kiedy do Knurowa zawitała brytyjska grupa „Smokie”. Zespół muzyki pop i country rock pochodzący z Bradford w Knurowie? Cóż to było za wydarzenie! „Smokie” co prawda miały już za sobą lata świetności, a skład kapeli różnił się od tego, który w drugiej połowie lat 70-tych zyskał ogromną popularność. Brytyjski zespół nadal jednak przyciągał i w Parku Miejskim przybyło wielu, ale to wielu mieszkańców Knurowa. Mały „knypek” byłem, ale do barierek się dostałem i mogłem na własne oczy z bliska zobaczyć zespół, o którym tak wiele opowiadał mi ojciec. Wytrzymałem przy nich może z dwa-trzy utwory, bo tłum łudzi, który napierał powodował, że brakowało tlenu. Pamiętam, że dużo pracy mieli wówczas pracownicy Pogotowia Ratunkowego ze względu na częste omdlenia płci pięknej.

Wtedy nie rozumiałem tego tłumu, który zjawił się w parku. Pokonanie go z rodzicami, by złapać powietrze trochę nam zajęło i dopiero na wysokości „Sklepu Górniczego” przy ulicy Wilsona było trochę luźniej. Nie wiem do czego porównać fenomen zespołu „Smokie”, żeby było dobrym odpowiednikiem obecnych gwiazd, których lubi dzisiejsza młodzież. Brytyjska kapela w 1998 roku miała bardzo napięty grafik jeśli chodzi o trasę koncertową i pojawiła się tylko w trzech miejscowościach w Polsce – w tym w Knurowie! Do dzisiaj z resztą zespół z Wysp Brytyjskich koncertuje z powodzeniem, a bilety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. W tym roku pojawią się w naszym kraju, gdzie po ośmiu latach nieobecności z okazji 45-lecia na scenie przyjadą na jedyny koncert, który odbędzie się w Tauron Arena Kraków. Jeśli Wy, młodzi nadal nie rozumiecie dlaczego akurat wspominam ten a nie inny zespół – popytajcie rodziców, ciotek, wujków czy dziadków – oni zapewne opowiedzą Wam o legendarnym zespole „Smokie”.

Co ciekawe, urodziny naszego miasta w latach 90-tych trwały do późnych godzin nocnych. W archiwalnych programach Dni Knurowa można odnaleźć np. wspólny toast z włodarzami miasta o północy czy zabawy taneczne do godziny 2:00. Dzisiaj? Maksymalnie do 22:00, bo potem mieszkańcy się skarżą na uciążliwy hałas. Co się zmieniło przez ponad 20 lat? Jesteśmy już tak roszczeniowi w tylu kwestiach, że przez dwa dni w roku nie można celebrować urodzin miasta nieco dłużej niż standardowo? Mam wrażenie, że sami sobie robimy krzywdę tym narzekaniem, marudzeniem i mamy tego efekty. Nikomu by korona z głowy nie spadła, gdyby miejska impreza się nieco przeciągnęła. To tylko dwa dni… ale może faktycznie dla innych to już „aż”.

Tegoroczne Dni Knurowa będą inne niż zwykle – to na pewno. Jestem ciekaw jaki będzie odbiór mieszkańców naszego miasta. Pierwsze negatywne komentarze już przetrawiłem, wcale nie jestem zaskoczony, bo co roku takie się pojawiają. Potem koniec końców przychodzimy na miejsce wydarzenia by wypić te piwko pod sceną i zjeść grillowaną kiełbasę. To już taka tradycja nasza, która weszła nam w krew – pomarudzić, napoić się i wrzucić coś na ząb. Czy nowa formuła urodzin miasta się przyjmie? Odpowiem klasykiem: „pożyjemy, zobaczymy…”

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Agnieszka Łyko