Knurów: Okiem zwykłego mieszkańca /felieton Ariela/

0
433

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Ton dzisiejszego felietonu miał być radośniejszy, bardzo liczyłem na to, że napiszę o Damianie Durkaczu, który awansował do 1/8 finału olimpijskiego turnieju bokserskiego. Niestety, stało się inaczej. Durkacz w niedzielny poranek przegrał pojedynek z Gabilem Mamedovem z Rosji i odpadł z dalszej rywalizacji o medal olimpijski.

Nigdy Igrzyska Olimpijskie nie wzbudzały we mnie większych emocji. Fanem lekkiej atletyki nie jestem, ze sportów zespołowych siatkówka też nie przykuwa mojej uwagi. Od czasu do czasu oglądałem transmisje z olimpiady, ale nigdy nie wkręciłem się tak jak w Mistrzostwa Świata czy Europy w piłce nożnej. Tegoroczne Igrzyska Olimpijskie traktowałem inaczej – z racji, że jednym z reprezentantów Polski był nasz chłopak z Knurowa – Damian Durkacz. Duma rozpierała, gdy to coraz większe media rozpisywały się o Damianie jako „nadzieja na medal”. Zastanawiałem się czy zamieszanie medialne wokół Damiana nie jest zbyt duże. Duży wpływ na to miał fakt, że Durkacz był jedynym przedstawicielem męskiego pięściarstwa w polskiej kadrze.

Na niedzielny poranek nastawiłem budzik, by móc wcześnie rano kibicować chłopakowi z naszego miasta. Poczułem się oszukany przez Telewizję Publiczną, która mimo zapowiedzi nie przeprowadziła transmisji na żywo. Kilkadziesiąt minut później na antenie TVP Sport pokazano retransmisję z walki Damiana. Specjalnie nie sprawdzałem rezultatu walki aby nie psuć sobie zabawy. Po walce nie czułem rozczarowania, może nie jestem znawcą boksu, ale po sprawdzeniu jakiego rywala los sprawił Damianowi trzeba sobie jasno powiedzieć, że faworytem nie był. Gabil Mamedov jest srebrnym medalistą mistrzostw Europy z roku 2017 i 2019. Sam awans Damiana jest sporym osiągnieciem i choć jak każdy z nas widział go na podium, to należy pamiętać, że Durkacz wciąż jest młodym zawodnikiem i debiutował na tak wielkiej imprezie. Nie lubię minimalizmu, ale z drugiej strony zbyt wielkich oczekiwań mieć nie można było i cieszy, że kibice nie kierują w stronę naszego pięściarza pretensji – wręcz przeciwnie, pojawiło się wiele słów otuchy i podziękowań za to, że Damian reprezentował nasze miasto na tak prestiżowej imprezie sportowej. Ktoś może powiedzieć, że nasi reprezentanci pojechali do Tokio na wycieczkę, ale występ Damiana na olimpiadzie należy spostrzegać w kategorii sukcesu. Dlaczego? Problem jest oczywisty i znany od lat – nie mamy zawodowej ligi bokserskiej, zamiast rozgrywek odbywają się turnieje towarzyskie, brak odpowiedniej rywalizacji, kondycja finansowa wielu klubów pozostawia wiele do życzenia. Trudno oczekiwać, że będziemy mieli wielu olimpijczyków z sekcji pięściarskiej (w innych dyscyplinach także), skoro szkolenie w kraju bardzo mocno „kuleje”.

Damian Durkacz był trzecim knurowianinem, który wystąpił w Igrzyskach Olimpijskich. Pierwszym był Emil Kiszka z Krywałdu. Był czołowym sprinterem w Polsce w latach po II wojnie światowej. Podczas Mistrzostw Europy w Brukseli w 1950 zajął 4. miejsce w biegu na 100 metrów z czasem 10,7 s. Startował także na igrzyskach olimpijskich w Helsinkach w 1952 w biegu na 100 metrów i sztafecie 4 × 100 metrów oraz w Mistrzostwach Europy w Bernie w 1954 w sztafecie 4 × 100 metrów, ale bez powodzenia. 44 lata później w pięściarstwie Knurów reprezentował Józef Gilewski – drużynowy Mistrz Polski z 1996 roku i trzykrotny indywidualny złoty medalista mistrzostw Polski. Na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie w 1996 roku podobnie jak Damian Durkacz odpadł w 1/16 finału turnieju bokserskiego. Przegrał wtedy z późniejszym srebrnym medalistą tej olimpiady, kubańczykiem Alfredo Duvergelem. Na kolejnego olimpijczyka z Knurowa musieliśmy czekać 25 lat…

Na upartego można powiedzieć, że Knurów ma prawo pochwalić się olimpijskimi medalistami. W roku 1972 na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium złoty medal wywalczyła reprezentacja Polski w piłce nożnej, w której występował Zygfryd Szołtysik. Problem polega na tym, że popularny „Zyga” grał w Górniku Knurów pod koniec swojej piłkarskiej kariery – 6 lat po tym jak wywalczył tytuł mistrza olimpijskiego wraz z kolegami z reprezentacji. Pełnoprawnym medalistą olimpijskim był urodzony w Knurowie sztangista Grzegorza Cziura, który w 1976 roku w Montrealu zdobył srebrny medal w kategorii koguciej (56 kg) z wynikiem 252,5 kg (115 kg + 137,5 kg). Cziura zmarł w 2004 roku w Siemianowicach Śląskich.

Pamiętam jak Damian przyjechał po zdobyciu kwalifikacji olimpijskiej do Knurowa i został przywitany jak bohater. Miałem wówczas lekkie obawy, że świętujemy przedwcześnie – obawiałem się, że w przypadku jego porażki w pierwszej walce może pojawić się hejt. Nie od dziś wiadomo, że w naszym kraju mamy blisko 40 milionów trenerów każdej dyscypliny sportowej. Ja wierzę w Damiana, że wyciągnie wnioski z olimpiady z Tokio. Doświadczenie zdobyte z Kraju Kwitnącej Wiśni może zaprocentować w przyszłości – pamiętajmy, że już za trzy lata są kolejne Letnie Igrzyska Olimpijskie tym razem organizowane w Paryżu.

Z drugiej strony wielka szkoda, że już za pierwszym razem nie udało się wywalczyć czegoś więcej – dobry występ na takiej imprezie daje pozytywnego kopa oraz tworzy się „bum” na dyscyplinę sportu, w której osiągamy sukcesy. Pojawiają się sponsorzy, a młodzi ludzie chętniej garną się do sportu, bo chcą być jak ich idol. Niestety, nie dajemy powodów żeby tak się działo…

Przed Damianem dużo pracy, mam nadzieję, że porażka już w pierwszej fazie turnieju olimpijskiego obudzi w nim sportową złość. Damian, jeśli to czytasz, to wiedz, że dla nas knurowian jesteś wielki – nadal Tobie kibicujemy i wierzymy, że na następnej olimpiadzie ponownie będziesz reprezentował nasz kraj. Mamy nadzieję, że dobrze spożytkujesz te najbliższe trzy lata.

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski