Knurów: Felieton Ariela – Okiem zwykłego mieszkańca

0
367

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Lubicie wracać pamięcią do przeszłości? Wspominać młodzieńcze lata, kultowe miejsca? Nie odnosicie wrażenia, że życie było spokojniejsze, wolniejsze, ludzie bardziej dla siebie uprzejmi, a jedzenie i napoje w lokalach miało lepszy smak? Ludzie lubią mówić „Przeszłość już była! Żyj chwilą obecną”. Trudno jednak oprzeć się pokusie i powspominać czasy, które wprowadzają nas w nostalgię.

Historia, której byliśmy świadkami nie powinna nas mocno pochłaniać. Tylko, że przeszłość to MY z czasu teraźniejszego – czy tego chcemy, czy nie, to ona zawsze w nas będzie. Podczas spotkań z rodziną czy znajomymi często wracamy pamięcią do kilku, kilkunastu lat wstecz. Wspominamy czasy dzieciństwa lub nastolatka. Przeglądamy stare zdjęcia lub opowiadamy o naszych ulubionych miejscach w mieście, których już nie ma. Z racji, że mam 32 lata nie mam prawa pamiętać czasów PRL-u w Knurowie, ale lata 90-te mocno siedzą w mojej głowie. Jako dziecko pamiętam pewne rytuały, które wykonywało się cyklicznie. W każdą sobotę z jednym z rodziców wybierało się na zakupy na targowisko – rzesze ludzi na tym obiekcie miejskim zawsze robiło na mnie wielkie wrażenie. Jako młody chłopak spędzałem sporą część zakupów na obserwowaniu żywych zwierząt, które sprzedawcy mieli w swojej ofercie – kaczuszki, kurczaczki, króliki, gęsi… można było poczuć się jak na wsi. Zazwyczaj zakupy na targu kończyły się spotkaniami towarzyskimi, bo każdy zawsze kogoś spotkał. Było tak jakoś gwarniej i weselej. Wszyscy tak samo ubrani, choć jak popatrzymy na modę lat 90-tych dzisiaj to można łapać się za głowę jak wtedy ludzie potrafili się ubrać.

Po wyjściu z targowiska obowiązkowo trzeba było napić się wody sodowej, którą sprzedawali wówczas w lokalu przy ulicy Batorego. Choć tato twierdził, że to nie jest to samo co w latach 80-tych, to dla mnie taka woda miała swój specyficzny i wyrazisty smak. Potem migiem do domu by zameldować się na osiedlowym spotkaniu pod trzepakiem. Szybko ustaliliśmy między sobą, na które boisko idziemy i czyją piłką gramy. Nasze piłkarskie pojedynki nie miały mieć końca, nikt już nie kontrolował wyników, a o końcowym rezultacie decydowała ostatnia akcja po okrzyku posiadacza futbolówki. Nie ważna była nawierzchnia boiska – trawa, udeptana ziemia, żwir, beton – liczyła się frajda i dobra zabawa. Pamiętacie jak wolało się pod oknem lub balkonem słynne „Mmmaaaammmmoooo! Rrrzzuuuććć ppiiicccciiiee!”. Rodzice nie musieli się martwić gdzie jesteśmy – choć nie było telefonów komórkowych, to każdy rodzic wiedział gdzie jego pociecha się znajduje. Z perspektywy czasu da się zauważyć, że my – dzieciaki lat 90-tych – mieliśmy wyjątkowe dzieciństwo, ze względu na brak dostępu do wszechobecnej elektroniki. Mieliśmy inne rozrywki, które nas pochłaniały. Godziny spędzone na trzepaku, mecze piłkarskie pod blokiem, czy przesiadywanie na klatkach schodowych z segregatorem wypełnionym po brzegi karteczkami.

Powtórzę się, ale tamtych latach czas płynął wolniej. Tamte czasy były inne – żyliśmy jakoś bardziej na luzie, były osiedlowe ciocie, mnóstwo dzieciaków na dworze. Ludzie nawzajem zapraszali się do domów – żyliśmy jak jedna duża rodzina. Sąsiadka wpadała bez zapowiedzi na kawę, szło się do ”cioci” z drugiego piętra, bo mamie zabrakło mąki, a ławki i place zabaw „tętniły życiem”. Jeśli któryś z nas miał 5 zł był królem podwórka. Starczyło na oranżadę, gumy kulki i jeszcze loda. I dzieliliśmy się wszystkim, wszystko mieliśmy „na spółę”. Co jeszcze? Bawiliśmy się w podchody, graliśmy w dwa ognie i jeździliśmy na BMX-ach. Największą karą i dramatem był przedwczesny powrót do domu z rozkazu mamy. Wiedzieliśmy, że kiedyś te czasy miną, ale chyba nikt nie spodziewał się, że tak wszystko się zmieni. Na moim osiedlu było jedne duże boisko do gry w piłkę nożną, z prawdziwymi bramkami a nie zrobione z plecaków czy koszulek. Trzeba było odczekać swoje, ponieważ grali „starsi”. Dzisiaj są Orliki, sztuczne boiska na osiedlach mieszkaniowych ale brakuje jednego, najważniejszego: dzieci, które chciałyby z tego skorzystać. Zaryzykuję tezę, że takie boiska powstały o 10-15 lat za późno. Ile byśmy wtedy dali aby grać na równej murawie, bramki miały siatki żeby nie musieć biegać po piłkę za daleko czy były linie namalowane by nie kłócić się czy bramkarz złapał piłkę poza polem karnym.

W latach 90-tych nie było fastfoodów. Naszym hamburgerem był kotlet schabowy z obiadu schowany w dwóch kromach chleba. Gdy chcieliśmy zobaczyć fajny film, chodziliśmy do wypożyczalni kaset video „Panda”, która znajdowała się na ulicy Niepodległości. Nasze podwórko potrafiło być opustoszałe tylko w jednym momencie – gdy w telewizji popołudniu leciał Dragon Ball i choć każdy to oglądał, to po emisji odcinka wybiegaliśmy na dwór i opowiadaliśmy sobie nawzajem co się wydarzyło. Pistolety na kulki, pegasusy, tamagochi, gumy Turbo, oranżada w proszku, mleko zagęszczone w tubce… niewiele nam było potrzebne do szczęścia. Z miejsc i rzeczy, które miło wspominam z tamtych czasów to: Bar Pierożek, lodziarnia na Kosmonautów (lody o smaku czekoladowym z kawałkami czekolady – mniam!), festyny przy kręgu tanecznym, cynamonki z piekarni na Koziełka czy sklep Górniczy przy ulicy Wilsona, w którym kupowałem komiksy Kaczor Donald.

Jak ogólnie wspominam Knurów z tamtych lat? Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić. Knurów był jednocześnie szary ale i… bardzo kolorowy. Bloki z wielkiej płyty, ale otoczone roślinnością, której dzisiaj jakby mniej. Przed każdą klatką starannie pielęgnowanie kwiaty, uliczki dojazdowe do osiedli miały swój urok choć ich stan techniczny nie był na najwyższym poziomie. Przed każdym blokiem była ławka, na której przesiadywali sąsiedzi popijając kawkę. Nikt się nie śpieszył, każdy miał czas…

Czy łezka się w oku zakręciła? Te czasy minęły, dzisiaj mamy telefony komórkowe, komunikatory internetowe a mimo tego rzadziej się ze sobą widujemy. Gdyby wtedy istniał Facebook, Instagram… świat popłakałby się ze śmiechu patrząc na nasz ubiór, to jak spędzamy wolny czasy czy jakie mamy hobby. Nie powinniśmy narzekać na tamte czasy. Mieliśmy dużo łatwiej, niż nasi rodzice czy starsze rodzeństwo, o dziadkach nie wspominając. Załapaliśmy się na beztroskie dzieciństwo (w wolnej Polsce) bez telefonów, lajków i mediów społecznościowych, stopniowo wkraczając w erę komputerów oraz Internetu. Nie mówię, że teraz jest źle, po prostu inaczej. W końcu każde pokolenie rządzi się swoimi prawami. Ciekawe jakie wspomnienia będą miały nasze dzieciaki…

A Wy jak wspominacie lata 90-te w Knurowie? Za czym tęsknicie, czego Wam brakuje z tamtych lat? Jak zapamiętaliście Knurów z tego okresu? 🙂

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Agnieszka Łyko