O DWÓCH TAKICH

II

Banalnie prosty na pozór tytuł, jednak nie do końca tak jest. Opowiadanie to mówi o dwóch pasjonatach historii, którzy choć mieszkają spory kawałek drogi od siebie – łączy ich obydwu piękne przesłanie. Zachować dla świata wszystko co piękne, wartościowe, a „zakopać” w najgłębszych zakamarkach, podziemiach naszych małych muzeuf smutek i wszystko co złe, niedobre. Kolejna bzdura? – Nic podobnego.

Dla wielu z pewnością tak, lecz nie dla Sapika i Tischbierka, którzy nie zwykli iść na łatwiznę, a człowiek i jego sprawy, są dla nich czymś nadrzędnym. Spotkania tych dwóch pasjonatów płyną pod znakiem wspomnień, dzielenia się doświadczeniami, a także opracowywaniem planów na przyszłość. Wszystko po to by ocalić od zapomnienia a przy tym dać ludziom odrobinę radości. Pęd cywilizacyjny zbyt mocno zhermetyzował nasze życie, stajemy się zamknięci tylko dla siebie, to jest sprzeczne z naszą kulturą, z wolna zaczyna nam doskwierać samotność, a przecież kiedyś, jeszcze nie tak dawno, niedzielne spotkania familijne były czymś zwyczajnym, po prostu tak było i już. Słowo samotność było pojęciem właściwie nieznanym, młodzi opiekowali się seniorami do końca ich dni. Tylko powrót do tych utraconych wartości, może nam zapewnić, ten w ogólnym tego słowa znaczeniu spokój, dlatego właśnie ludzie tacy jak Tischbierek czy Sapik są tak cenni, ich działalność bowiem, dąży do przywrócenia dawnego porządku.

Pan Krystian, to nie tylko regionalista, zakochany w górnośląskiej ziemi, jej tradycjach i kulturze. kolekcjonerstwem zajmował się od najmłodszych lat swojego dzieciństwa, a śląska oszczędność, szporobliwość i poszanowanie wszystkiego co Pan Bóg stworzył tylko pomagało mu w jego hobby. Ponad 70 letni dom w całości zamienił w muzeum, tam także natkniemy się na kolejne tajemnice związane z jego osobą, okazuje się bowiem, że nie tylko historia pochłania pana Krystiana lecz kolejnym Jego hobby jest fotografia i tworzenie niepowtarzalnych fotoreportaży.

Wychował się na analogowym sprzęcie fotograficznym, co pozwoliło na uzyskanie wysokiej klasy znajomości tego fachu, toteż zdjęcia przez niego wykonane to małe dzieła sztuki. Na początek, mając do dyspozycji 32 klatki na kliszy, każde zdjęcie i temat, musiały być przemyślane, nie było mowy o błędzie, do końca nie było wiadomo co wyjdzie z naszego wielogodzinnego polowania z obiektywem, czasami drobny szczegół mógł zaważyć nad całością tematu, a więc przez cały czas obróbki materiału, towarzyszyły nam emocje – to fajna sprawa dodaje mój rozmówca.. Dziś kilka pomieszczeń przeznaczonych jest na galerię prac naszego gospodarza. kolejne kilkaset obrazów niestety spoczywa w szufladach, zaś następnych kilkaset jeszcze na kliszy czeka na obróbkę.

Można mieć wiele pasji powiada pan Krystian, wszystkie mają niejako jeden cel, zachować od zapomnienia, broń Boże, nie chwalić się swoim dorobkiem, ale poprzez umożliwienie zwiedzania, dać ludziom odrobinę radości, chwilę zadumy nad upływającym czasem, a także dzięki temu zaszczepianie  w młodych, bakcyla kolekcjonowania, poznawania życia przez pryzmat lokalnej historii – to ma sens, jestem o tym przekonany.

Górny Śląsk a więc kopalnie, górnictwo i mundury.

W ”Szpargołach” podziwiać można wiele górniczych hełmów, a także unikalny wzór górniczego galowego munduru, tuż obok niewinnie wyglądająca walizka, która posiada swoją krótką wprawdzie, ale zawsze filmową karierę, będąc jednym z rekwizytów w filmie „Halo Szpicbródka czyli ostatni występ króla kasiarzy”.

Od najmłodszych lat, pana Krystiana zachwycała gra czwórki chłopaków z Liverpoolu i śpiew Elvisa Presleya, toteż posiada on sporą ilość albumów tychże wykonawców i całkiem pokaźny zbiór płyt winylowych oraz kilka ciekawych eksponatów związanych z tym tematem.

Górnego Śląska nie można upatrywać jedynie jako zadymioną część Polski z kopalniami, hutami, których już zresztą nie ma, podobnie jak koksowni. Region ten, co należy podkreślić to także rolnictwo, leśnictwo, toteż goszcząc we wspomnianym muzeum natkniemy się na wiele eksponatów związanych właśnie z tym tematem – a wśród nich także wiele regionalnych perełek. Śląsk to także kultura, a więc instrumenty muzyczne, których także jest w Szpargołach znaczna ilość. Kultura to także czytelnictwo, i tu otwiera się byfyj z kolejną pasją pana Krystiana, a więc piękna kolekcja jeszcze piękniejszych miniatur książkowych.

Medale odznaki, maszyny rolnicze, kolekcja kufli, butelek po złotym napoju pewnie z całego świata, bo to wszystko jest ważne, niczego nie wolno wyrzucać. Marnotrawstwo w śląskiej rodzinie było czymś nie do pomyślenia, tak zostaliśmy wychowani, wspomina pan Krystian, od okruszyn ze stołu, które nasze mamy i omy zgarniały dłonią, by nic się nie zmarnowało, po maszyny rolnicze, które konserwowane gotowe są do pracy jeszcze dziś. Raz zakupiony sprzęt powinien wystarczyć na lata, tak, że nowożeńcy często otrzymywali takowe urządzenia w spadku by dalej służyły.

Często jest tak, że wielu ludzi odwiedza małe muzeum, by popatrzeć na swoje rzeczy, które wzbogacają zbiory pana Krystiana, i to w tym czasie zaczyna się kolejna wspomnieniowa lekcja, kończąca się często wraz ze wschodem słońca, rodzącego się kolejnego dnia. Jest jeszcze jedna wartość, o której nie wspomniał ani Erwin Sapik ani pan Tischbierek, oto dwie miejscowości znacznie od siebie oddalone, stają się ogniwami łańcucha zbliżającego do siebie dwie gminy. Dwaj „inżynierowie odbudowywania dawnych zwyczajów”, nie wiedząc nawet o tym, budują most, który łączy dwa środowiska. Bez polityki też można, a raczej należałoby powiedzieć, tylko bez polityki możliwa jest owocna współpraca. Kończy się opowiadanie „O dwóch takich, co to chcieliby światu ukraść smutek, zakopać w najgłębszych czeluściach ziemi, a ludziom pozostawić radość i chęć do tworzenia i odtwarzania tego co oby nie bezpowrotnie umiera.  Warto skierować swoje plany wakacyjnych krótkich wypadów w stronę Bargłówki i wstąpić do „Szpargołów omy Getrud”, znaleźć łatwo, bo muzeum mieści się obok budynku pani Sołtys.  Warto także odwiedzić Bargłówkę 1 września, wtedy to będzie okazja spróbowania śląskich kulinariów i różnych innych wspaniałości na słynnym „krupniok feście”, tego samego dnia odbędzie się Rodeo Bargłówczańskie, czyli westernowa impreza plenerowa,  więcej informacji znajdziecie na stronach sołectwa, a także w biurze pani Sołtys.

Tadeusz Puchałka


KRYSTIAN TISCHBIEREK – CZŁOWIEK O WIELU PASJACH

                                                                          I

Tak się poniekąd szczęśliwie składa, że wielu „pięknych” ludzi spotkać można daleko od wielkich aglomeracji. Z dala od miast, w niewielkich wioskach, tętni życie i kwitnie kultura dzięki ludziom ogarniętym pasją do „robienia dobrych rzeczy”. „Piękni” ludzie, bo tak należałoby o nich mówić, starają się ocalić od zapomnienia, no właśnie, wszystko to co piękne, a więc tradycje i zwyczaje. Na pozór zwyczajne, pospolite niegdyś przedmioty, tam w tych małych muzeach otrzymują nowe życie, znów stają się potrzebne, niczym stary człowiek, który do końca swoich dni, tak bardzo pragnie czuć się potrzebny. Każdy z tych przedmiotów, to osobna historia, czasami smutna, pełna goryczy. Spoglądając na niewinnie wyglądający wiklinowy koszyk wracają wspomnienia z dzieciństwa wspomina kustosz muzeum..

Kiedy spoglądam na te maleńkie plecione koszyki i garnuszki stojące tuż obok, ubywa mi lat. Nagle słyszę kukułkę, która nieopodal w lesie odmierza swoim kukaniem czas.  Wracają wspomnienia i czas, kiedy to chcąc zarobić na nowe zeszyty i podręczniki szkolne, wstawało się skoro świt, właśnie podczas letnich wakacji na przestrzeni lipca i sierpnia, a więc czas żniw zarówno tych w polu, a także w lesie… Były to czasy, w których lekko nie było, ziemia u nas piaszczysta, nie dawała dobrych plonów, z pracą bywało różnie, do miejscowości, w których były kopalnie, czy inne zakłady pracy było daleko, trudno też było o godziwe zarobki.

Do wielu domów zaglądała wtedy bieda, aby wspomóc rodzinny budżet, dzieci chodziły do lasu na jagody, biada, gdy wargi były fioletowe, bo wtedy wiadomo było, że zamiast do koszyka sporo jagód wędrowało do naszych żołądków, nie podobało się to naszej mamie, bo każda jagoda wtedy, była na miarę wielkości kiełbasy podczas sobotniej wieczerzy. Mama skrzętnie odmierzała miarą nazbierane leśne owoce, i tak zmagazynowane przewoziła do Gliwic, by tam sprzedać na targu, coś było na jedzenie, a grosz, który został, odkładała na nasze szkolne wyprawki.

Dlaczego o tym wspominam, teraz? – Jest wiele wspomnień, każdy z przedmiotów to kawał historii, niestety czasy, w których szanowano ludzką pracę, i wszystko co z tym związane minęły bezpowrotnie, trudno dziś pogodzić się z faktem, że po wszystko chodzi się do sklepu, nie potrafimy już dziś radzić sobie sami, dlatego warto ocalić od zniszczenia, zapomnienia wszystko co jest pewnego rodzaju materiałem dowodowym naszego dobrego gospodarowania. W moich „Szpargołach od omy Getrud”, można przenieść się w czasie.

Spoglądając na centryfugi stojące w kącie, słyszymy odgłos  pracującego urządzenia, które ma już ponad 100 lat, i ciągle jest sprawne. Każda czynność, którą wykonywaliśmy w tym czasie w gospodarstwie była przypisana innej osobie, mnie przypadła rola czyszczenia wspomnianego urządzenia, lubiłem to robić, choć rozbieranie i składanie centryfugi nie było prostą sprawą i wymagało sporej precyzji, obok na stole leży foremka na masło, jakby czekała, na swoją kolej, niestety nigdy już nie spróbujemy cudownego smaku swojskiego masła, którego zapach, jeszcze teraz unosi się w pomieszczeni starej kuchni.

Wszystko wtedy miało swoje miejsce, swój czas, warto podkreślić, że na wszystko był czas, na żykanie i na miłowanie, niczego też, nie odkładano na później, wszystko, nawet ta prosta foremka, wymagała obsługi i konserwacji, i trzeba o tym powiedzieć, że każda czynność,  którą wykonywaliśmy w tamtych czasach, wiązała się z określoną celebrą dosłownie, dlatego uważam, że wszystkie te przedmioty, ocalone od zniszczenia, są jak pomoce naukowe pokazujące i uczące nas, a przy tym posiadające także pewnego rodzaju czynniki wychowawcze, dzięki temu, wyrośliśmy w poszanowaniu do wszystkiego co nas otacza, z tym większym trudem jest nam dziś patrzeć na świat w którym niczego już się nie szanuje, a ludzi traktuje się często gorzej jeszcze od zwyczajnych tandetnych, sztancowych współczesnych przedmiotów. Na półce stoi 100 letnia lutlampa, która jest sprawna i gotowa do użycia, całe mnóstwo prostych a jakże pożytecznych kuchennych przedmiotów, chociażby prymitywna fyrlaczka, narzędzie bez którego  nie może się obyć żadna gospodyni, co roku była nowa, bo wykonywana była z fragmentów świątecznej choinki, dzięki temu, choć mały fragment tego drzewka przez rok cały służył w domowym gospodarstwie.

Czy są rzeczy mniej i bardziej ważne? Pytam pana Krystiana: Nie, nie ma takich. Dla mnie dosłownie wszystko ma tą samą wartość.

Na zdjęciach archiwalnych których jest sporo, widzimy wielu członków mojej rodziny, jako młodzi chłopcy zostali powołani do służby wojskowej w pruskiej a później niemieckiej armii, wiele zdjęć, chociażby to w mundurze niemieckiego marynarza, jest ostatnim zdjęciem żyjącego, nie wrócił z wojny i takim jak na zdjęciu pozostanie w naszej pamięci na zawsze, takich smutnych obrazów jest tu całe mnóstwo, o każdym z nich można opowiadać godzinami, dodam tylko, że mundur żołnierski pruskiej armii, to jedna z moich wielu pasji, zbiór około 2000 zdjęć posiadam z tego okresu, podkreślam, że moje zbiory, i wszystko co się z tym wiąże,  kończy się na okresie, tuż przed wybuchem Wielkiej Wojny. Około 400 kart pocztowych i widokówek zdobi moje albumy z okresu świetności rodów władających Rudami, a także samej miejscowości. Staranne przeglądniecie tychże zbiorów, to kilka godzin spędzonych przed wspomnianymi kronikami, wśród nich znajdziemy, wiele perełek historycznych, i mnóstwo ciekawych historii z tamtego okresu – to wciąga niczym narkotyk, z tą różnicą, że ta używka, nie niszczy naszego wnętrza, a wręcz przeciwnie. Zbliża się koniec naszej krótkiej wizyty, a początek zarazem wakacyjnej przygody z historią w Bargłówce.

Dalszy ciąg opisu kolejnych ciekawostek ze Szpargołów, a także przybliżenie nieco postaci samego bohatera mojego opowiadania w następnym odcinku.

Tadeusz Puchałka