Wichry śląskiej historii

0
1201

Wichry śląskiej historii.

,,Jesteśmy narodem zuchwałym, jesteśmy narodem dumnym,
mimo nieszczęść, jakie na nas spadły, mimo ciosów,
jakie nas spotykają, nie uginamy niewolniczo karków naszych
przed potężnymi i możnymi”

( Dziennik Berliński nr 132 z 12. 06. 1902r., WK,str 84)

 

Rogata dusza – jak rogatywka powstańcza…
Słowa pisane nie piórem, a pamięcią minionego czasu;

Alozy Skrzypczyk jak jeden z wielu Ślązaków, słuchał pięknych przemówień Wojciecha Korfantego a później gdy nadszedł czas…
Wspomnienia spisywał szczegółowo a dziś udostępnione przez rodzinę pana Alojza mogą posłużyć za lekcję historii. Jak wynika ze wspomnień zawartych w pamiętniku Alojzego Skrzypczyka, w roku 1912 Wojciech Korfanty zorganizował wiec w jego rodzinnej
miejscowości Przyszowice. Ówczesne władze nie zezwoliły na to, aby zgromadzenie odbyło się w sali miejscowej restauracji, nie zastanawiając się wiele ,,Polski Król” jak nazywano Filipa Sobotę udostępnił w tym celu swoje pole… Zebrała się na tym wiecu cała
gmina czytamy w pamiętniku pana Alojzego.

,,Słuchając słów Korfantego zahartowałem się jako Polak”.
W tym też czasie, na terenie Przyszowic działało Stowarzyszenie Śpiewacze ,,Słowik”, jako, że władze pruskie zabroniły organizowania koncertów i prób w jakiejkolwiek sali, próby
odbywały się potajemnie w jednym z prywatnych domów. Słuchanie pieśni ,,Słowika” sprawiało panu Alojzemu ogromną radość.
Niepokoje w kopalni Makoszowy;
Rok po wizycie Korfantego w Przyszowicach, w kopalni ,,Makoszowy” wybuchł strajk. Po jego zakończeniu ojciec Alojzego Skrzypczyka został zwolniony z pracy, a jak wynika ze
wspomnień zawartych w pamiętniku, Skrzypczyk senior, pracował w firmie która zajmowała się pogłębianiem szybów. Firma swoją siedzibę miała w Ligocie. Ze wspomnień pana Skrzypczyka wynika, iż zwolnieniami objęci zostali tylko Polacy; Kuchta Franciszek, August Poloczek, Pawlas Michał, Skrzypczyk Klemens, Pawlas Jan, Pawlas Józef. Na liście zwolnionych znalazło się w tym czasie 14 mieszkańców Przyszowic deklarujących narodowość polską wspomina Skrzypczyk.

Rok 1914 i kolejne szykany;
W roku 1914 wybuchła wojna a mojego ojca wspomina pan Alojzy jako pierwszego powołali do wojska. W tym czasie 13 letni Lojzik* zostaje zwolniony ze szkoły i zmuszony jest podjąć pracę w kopalni. Po zakończeniu wojny w roku 1918 pan Alojz wstępuje do
Towarzystwa Śpiewu ,,Słowik”. Rok później w roku 1919 wstępuje do Związku Sportowego ,,Sokół” w Gliwicach. W grupie nowo przyjętych znaleźli się także, Wilczek Herman, Cipa Jan, Pawlas Wiktor, Witek Konrad, Masoń Jan, Sobota Mikołaj…
Naczelnikiem ,,Sokoła” był Stanisław Mastalerz który w II Powstaniu pełnił funkcję komendanta POW Górnego Śląska, zaś w III zrywie powstańczym był dowódcą 4 Gliwicko – Toszeckiego Pułku Piechoty im. Stefana Batorego. W ,,Sokole” który pod płaszczykiem organizacji sportowej krył w sobie zalążki organizacji o bardzo patriotycznych pro polskich zapatrywaniach zostaliśmy zaprzysiężeni wspomina w swoim pamiętniku pan Alojzy…
Podziemna robota zaczęła się na całego; Z materiałów wybuchowych wynoszonych ukradkiem z kopalni robiliśmy granaty. Jakoś w kwietniu 1919 roku wspomina Skrzypczyk
zdradzono nas. Grenzschutz stacjonujący w naszej miejscowości wpadł na nasz trop. W tym czasie mieliśmy już na sumieniu kilka innych grzechów, nie chodziło tu tylko o produkcję owych granatów, w tym samym czasie skradliśmy niemieckim pogranicznikom 14 karabinów. To sprawiło, że 28 kwietnia 1919 roku byliśmy zmuszeni uciekać do Polski.
Wraz ze mną granicę przekroczyli; Wilczek Herman, Cipa Jan, Witek Konrad, Masoń Jan, Sobota Mikołaj, Pawlas Wiktor i Pawlas Franciszek. Przez granicę w okolicach Oświęcimia
przeprowadził nas Witek Józef, czytamy w pamiętniku Skrzypczyka. Akcja udała się i już niebawem wstąpiliśmy do I Bytomskiego Pułku Strzelców 10 kompanii.
Jak wynika ze wspomnień pana Alojzego, natychmiast po przeszkoleniu zostali wysłani w okolice Sosnowca i Czeladzi, tam pełnili służbę na granicy. Z wojska zostali zwolnieni w przeddzień wybuchu II Powstania. Przyszowice do działań powstańczych wystawiło II kompanie. Pierwszym pododdziałem dowodził Jan Cipa. Kompania pod jego dowództwem oswobodziła Przyszowice, dalej w marszu posuwała się w kierunku Szywałdu ( dzisiejszy
Bojków), dalej oddział parł w kierunku Żernicy. Pod Gliwicami kompania wstrzymała działania.II kompanią dowodziłem ja wspomina pan Skrzypczyk. Wraz z kompanią Makoszowy
oswobodziliśmy Sośnicę, Maciejów i Ligotę. Wkrótce powstanie zostało stłumione, nasza służba jednakże nie zakończyła się.

Nastał czas Plebiscytu i nowe czekały nas zadania.

,,Trzon polskości w Przyszowicach prowadził Kuchta Franciszek, Poloczek Augustyn, Widuch Edward, Wilczek Alojzy i wielu innych”. ( cytat Pamiętajmy o…ludziach i cmentarzach aut. Edward J. Pyka str 130/131).
,,Komisarzem Plebiscytowym w Gliwicach, działającym na całym obszarze powiatu został Orlicki, prezes Banku Polskiego w Gliwicach i Stępniewicz, gliwicki jubiler. Dr. Styczyński, który został zamordowany przez Niemców, oraz Kwiatkowski wydawca gazety
sztandar Polski i gazety niemieckiej wydawanej w duchu polskim ,,Oberschlessische Post”.
Herman Wilczek i ja, pisze we wspomnieniach pan Skrzypczyk, zostaliśmy pracownikami komisariatu Plebiscytowego w Bytomiu. Zgody na pełnienie tychże obowiązków udzielił Komisarz Plebiscytowy Wojciech Korfanty. Bezpośrednio podlegaliśmy Stanisławowi Ligoniowi”. Czytamy we wspomnieniach Skrzypczyka. (Patrz publikacja ,,Pamiętamy o… ludziach i
cmentarzach aut. Edward J. Pyka str. 133).
Nasza służba w zespole agitacyjnym kierowanym przez Stanisława Ligonia polegała na rozpowszechnianiu gazet i czasopism polskich. Kierowałem także grupą szturmową w sile 30 osób, która podlegała bezpośrednio dowódcy Pułku Stanisławowi Mastalerzowi i D-cy Baonu Feliksowi Konopce. Jan Cipa prowadził w tym czasie P. O.W jako dowódca któremu podlegały poszczególne oddziały w całym powiecie gliwickim. Herman Wilczek zaś, prowadził Halerczyków.

Gorący czas plebiscytu;
(,,Boło skuli tego trocha komedyje, to boł ciynżki czas, jak trza boło, moja grupa prała orgeszow* kaj popadło. Dlo jednych byli my chacharami dlo drugich wybawiyniym. Co chwila dochodziyło do jakowyś szarpaczki… Chroniyli my polske wiece i zgromadzynia, starali my se niy dopuścić do niymieckich prowokacjow”) ( Fragment cytatu).
W tym jakże trudnym okresie, jakby na przekór złym czasom, Towarzystwo Śpiewacze.,Słowik” przeżywało rozkwit swojej działalności. Chór liczył wtedy 98 śpiewaków. Próby spod strzech prywatnych domów przeniosły się do sali miejscowej restauracji.
,,Słowik” w tym czasie skupiał także grono osób rozkochanych w teatrze. Śpiewaliśmy wspomina pan Alojzy i odgrywaliśmy jedną sztukę po drugiej. Sale w Gierałtowicach, Knurowie w Ornontowicach i Krywałdzie pękały w szwach – kwitła kultura i radowały się ludzkie serca…
Nastał czas kiedy to Komisarz Orlicki sprowadził do Gliwic ,,Halkę” Stanisława Moniuszki.
Wyruszyliśmy z Przyszowic trzema odświętnie przystrojonymi drabiniokami (wóz drabiniasty służący do zwózki płodów rolnych na drewnianych kołach z metalowymi obręczami). Było to prawdziwie polskie święto. Sala oblegana była przez trzy dni i
nieprzerwanie powtarzano operę, dzień po dniu. Tak niewiele było wtedy czasu na radość.
Już niebawem trzeba nam było wrócić do dnia powszedniego. W tym czasie przed komisją
mieszaną została utworzona tak zwana Policja Plebiscytowa APO (Abstimmungspolizei)., składała się ona w połowie z Niemców, w połowie z Polaków wspomina pan Alojzy. W strukturach dowodzenia wyglądało to tak, że z chwilą gdy dowódcą był Niemiec, jego zastępcą był Polak.
Komendantem setni* w Gliwicach był kapitan Grzesik, jego zastępcą Niemiec Kocur. Było to dość szczęśliwe dla Polaków położenie. W tym czasie na terenie Przyszowic oddziałem
APO dowodził Polak Weinstein z Makoszów. Współpraca z tymi oddziałami układała się dobrze ( Jak boła szarpaka to dycko przijeżdżali za niyskoro, jak już boło po wszyskim, jak
my zrobiyli swoje i cołki wiec złostoł rozbity).

Chaja w Prziszowicach;
Pamiętam to dokładnie wspomina pan Alojzy;
,, komandzior ( komisarz)Plebiscytowy Niemiec z Gliwic koniecznie chciał zwołać wiec Niemców w Przyszowicach, bo u nos Orgeszow szło na palcach porachować . Przijechała bojowka na 3 autach ciynżarowych. Jedne auto podjechało pod szynk a dwa złostawiyli
wele kerchowa. Jo zrychtowoł swoja bojowka coś wele 60 chłopa. Sala w szynku cołko wypełniono coż kej 90 % to byli Poloki. Zaroz Niymce łobstawiyli kordonym Kafaukego – tego komandziora z Glywic… Na moje pytanie co sam szukajom te cudze pyski jedyn skoczoł do mie i se zaczono na fest…
Kafauke w nogi, chcioł śmignońć bez łokno, to my za nim i prali kaj popadło. Policyjo przijechała jak boło po fertiku, ale w obrona wziyni Kafaukego. Reszta Niymcow darła ku chałpie na szago do autow. Wtedy ruszyli ci spod kerchowa ło kerych my niy wiedzieli.
Brauningi mieli gizdy przejynte pochowane kajś miynzy grobami, my nic yno w nich, ani jedyn szus niy pod i już my ich wszyskich mieli. Dali my chopcom z Glywic do wiwatu a broń my wszyska zdobyli. Niy boła to jednak piyrszo ani tyż łostatnio chaja”…
Delegatura w Przyworach;

Jako pracownik Komisariatu Plebiscytowego miałem obowiązek sprawowania kontroli w biurach plebiscytowych 8 miejscowości na terenie powiatu opolskiego. Były to Groszowice,
Przywory i 6 mniejszych wiosek. Zamieszkałem tymczasowo w Przyworach, obowiązków było moc, jednak wieczorami czas się dłużył. Cniło mi się, za moim ulubionym aktorstwem,
więc zaproponowałem kamratom, aby w wolnych chwilach rozpocząć próby, jakoś wtedy nikogo do kultury szczególnie nie trzeba było namawiać. Pracowaliśmy w pocie czoła,
dramat ,,Genowefa” który zaplanowaliśmy wystawić na deskach dosłownie sali miejscowej karczmy, nie należał do łatwych. Poszło nam składnie. Sala w Przyworach wypełniona była
do ostatniego miejsca. Komisariat Plebiscytowy w Opolu do naszej ochrony wystawił 20 ludzi…

Starcie z niemiecką bojówką;
,, Po spektaklu, jak se już ludzie bawiyli i tańcowali, na sala wparzoła niymiecko bojowka, boło ich 40 chopa, przyszli zza Odry. Prali kaj popadło – chaja boła fest, ludzie ratowali se
ucieczkom bez łokna. Prziznom, że i jo śmiatoł ale bojowkorze mie dostali, poturbowali mie tak, że zostoł żech leżeć niydaleko szynku kaj my grali tyjater. Leżołech bez dechu we przikopie wele płota, niymocny i bez świadomości. Dobrzi ludzie znodli mie i doprowadziyli do Opola. We Komisariacie Plebiscytowym dostoł żech pomoc łod dochtora, chcieli mie przetransportować do lazarytu, alech zgody na to niy wyrazioł. Poflostrowany i
pobindowany wykonywołech swoje obowiązki. Musza tu spomnieć, że życie mi uretowoł dochtor co se mianowoł Styczyński. Niy twało dugo i zostoł bez Niymcow zamordowany, mie po ty chai złostały do dzisioj znaki na karku”.

Na krótko przed Plebiscytem rosło napięcie;
Jak wynika ze wspomnień pana Alojzego, na Śląsk przyjeżdżali emigranci po to tylko aby zagłosować. Niemców przekonywano o zgubie głosowania na stronę niemiecką. Specjalne grupy podróżowały pociągami by już tam przekonywać przybywających Niemców o zagrożeniach jakie mogą stwarzać oddając głosy na Niemcy. Strona niemiecka robiła podobną agitację, trudno teraz opisać słowami sytuacje które w ten czas miały miejsce.
Strona niemiecka a także zwolennicy pozostawienia Śląska w rękach niemieckich nie chcąc zgodzić się na przyłączenie śląskiej ziemi do Polski, tworzyła w tym czasie jednostki tak
zwanej samoobrony ,,Selbststchutz”*. To najpewniej taka właśnie formacja paramilitarna napadła na ludzi w Przyworach po spektaklu. To ci ludzie prawdopodobnie napadli na
Alojzego Skrzypczyka.
Ludzie Skrzypczyka rozbijali wiece w Ligocie, Żernicy, Ostropie, Gierałtowicach, i wielu innych miejscowościach. W Wielki Czwartek 1921roku, oddział Skrzypczyka odebrał meldunek d-cy Baonu Feliksa Konopki polegający na przejęciu w nieborowskich lasach dwóch lekkich karabinów maszynowych, 100 karabinów i 10 skrzyń amunicji, ,,towar” ten został odkupiony od Niemców. Po zlokalizowaniu skrytki wymontowano zamki z karabinów, drogą przez Szywałd (dzisiejszy Bojków) przemytnicy dotarli do miejsca
kolejnej skrytki. Wieczorem gospodarz Piotr Malcherczyk furmanką wraz z kilkoma ludźmi przewieźli resztę uzbrojenia i amunicję. Oddział liczył 8 ludzi.
,,Cołko ta zbrojownia ladowali my na wozy i ruszyli my coś koło 2 w nocy drogami bez Knorow, , Krywołd, Gierałtowice. Jo ze swojom grupom jechali my konsek przed piyrszym
wozym, gotowi do obrony. Mieli my na wozie trzi karabiny gotowe do strzału, dwie gywery zaladowane narychtowane boły ze zadku. Pozostali poruszali się na rowerach (na kołach), z gotowymi do strzału browningami (brownikami – potoczna nazwa krótkiej broni na Śląsku w tamtych czasach). Przijechali my do dom rano. Dopiyro na wieczor wszysko my poukrywali. Jedna maszynowka schowali my u Wicynta Malcherczyka (szerga*). Druga
maszin gywera poszła do Gemandra. Naboje i karabiny schowali my w moi chałpie pod spadzistym dachym” .
Z chwilą ogłoszenia wybuchu III Powstania zbiórka poszczególnych grup powstańczych z terenu Przyszowic odbyła się pod domem Skrzypczyka, tam też uzbrojono pododdział w
sile kompanii w broń strzelecką.
,,1 maja 1921 roku piyrszy sygnał o wybuchu III Powstania. Boła godzina 17 po połedniu, na stole polożono rozkaz, że o północy rozpoczynają se działania zbrojne na terynie cołkigo
Ślonska. Boło siedym na wieczor, jak zebrali se wszyjscy dowódcy plutonow i sekcji, zbiorka już uzbrojonych oddziałow stanyła wele moi chałpy jagech wcześni spomnioł.

Działania bojowe na terenie Przyszowic;
,,Kompania została podzielono na 3 mniejsze pododdziały. Piyrszy pluton kerym dowodzioł Jan Cipa, miała za zadanie opanowanie poczty i dworu hrabiego Raczka. Zadaniym drugigo plutonu kerym dowodzioł Herman Wilczek było opanowanie Urzędu Gminy i pozostałej części wioski. Zadaniym mojego pododdziału było rozbrojynie szandary niymieckigo, a dali opanowanie posterunku Policje Plebiscytowy ,,APO”. Ze szandarom niy
było problymu som łoddoł brownik (rewolwer) i szabla. 11 szandarow było zakwaterowanych na drugim sztoku miejscowy karczmy. Po drugi stronie ustawioł żech karabin maszynowy, karczma łobstawioł żech moimi ludźmi.
Zdobycie posterunku nie było trudne, bo na dwie godziny przed planowanym atakiem został o tym powiadomiony komendant APO Weinstain, jego zadaniem było nie dopuścić do obrony. Na mój sygnał komendant z kilkoma zaufanymi ludźmi rozbroił Niemców. Tym sposobem prawie bez wystrzału została opanowana wioska. Okazało się, że szkoła broniła się najdłużej, tam nauczyciel Arnd ostrzeliwał się dość długo, jednak do czasu zapadnięcia
zmroku szkoła została zdobyta. Nie odnotowano żadnych strat w ludziach, jedynie warto wspomnieć o nieco śmiesznym incydencie wspomina pan Alojzy. Udało się bowiem zbiec do Gliwic jednemu z Niemców o nazwisku Piper w kobiecym przebraniu”.

Zdobyć Szywałd;
Nazajutrz rano, otrzymaliśmy kolejne bojowe zadanie wspomina pan Alojzy. Naszym zadaniem tym razem było zdobycie sąsiedniej miejscowości Szywałd. Wioska jest rozległa 6 km w linii prostej, zadanie więc nie było proste ani łatwe. Wieś ta zamieszkana była przez ludzi blisko związanymi z Niemcami, mówili o sobie naród Szejnwalde, pochodzić mieli z Saksonii. Posługiwali się trudno nawet dla Niemców zrozumianym dialektem, jednakże duchowo bliżej im było do Niemiec aniżeli do Polski. Od strony Gliwic wioska została zaatakowana przez II kompanię. Ja prowadziłem pluton szturmowy wspomina Skrzypczyk.
Po pokonaniu odległości 1 kilometra oddział otrzymał silny ogień. Pluton tyralierą ruszył do ataku, walczono o każdy dom. Krótko po Anioł Pański Szejnwald był nasz.
Wczesnym popołudniem dotarł do nas pułk zabrski, wspólnymi siłami mieliśmy zaatakować Gliwice, do ataku jednak nie doszło. Kilka dni stacjonowaliśmy w zdobytym Szejnwaldzie. Niedługo potem nadszedł rozkaz marszu na Strzelce. Krótki przemarsz do
Gierałtowic i dalej oddziały zostały przetransportowane pociągiem. Wczesnym rankiem dnia następnego oddziały znalazły się pod Szymiszowem. Trzeciego dnia nowo przybyłe oddziały zostały skierowane na linię frontu, zmieniły zdziesiątkowany Pułk Bytomski który uczestniczył w ciężkim boju pod Suchym. Niemcy 4 krotnie zaatakowali i za każdym razem zostali odparci. Tam wspomina Skrzypczyk miałem jednego rannego. Był nim najmłodszy powstaniec w moim pododdziale Pilny Jan który otrzymał postrzał w rękę.
Walki w rejonie Strzelec, Kędzierzyna i w miejscowościach sąsiadujących z Górą Św. Anny, (Anaberg) były zaciekłe. Po stronie niemieckiej ochotniczo do walki stanęła między
innymi bawarska formacja ,,Freikorps Oberland”, znakiem rozpoznawczym tych oddziałów były szarotki wpięte do kołnierzy, po dołączeniu do jednostki grup ochotników, oddział
stanowił liczebność trzech batalionów, więc była to nie byle jaka siła. Siły wrogo nastawione do polityki połączenia Śląska z Polską nawoływały o pomoc i wsparcie do strony niemieckiej. (Jak podaje Ernst Kiesling w książce ,,Utracone Dziedzictwo” str. 45) proszono o pomoc między innymi Organizację Escherich, w skrócie ( ,,Orgesch”) działającej na terenie Monachium. Dalej czytamy, ,,już od ósmego maja brał udział w obronie, oddział
,,Studentenformation von Eicken” ( Formacja studencka von Eicken). ( Ernst Kiesling ,,Utracone Dziedzictwo str. 45). W tym przypadku chodziło o walki pod Deschowitz
(Zdzieszowice) i Leschnitz, (Leśnica) miejscowościami sąsiadującymi bezpośrednio z Górą św. Anny. W Neisse (Nysa) wystawiono batalion szturmowy ,,Henz Hauenstein”.
( nazewnictwo w języku niemieckim jak w oryginale E. Kiessling ,,Utracone Dziedzictwo” ). Widać więc, że obydwie strony, były gotowe walczyć i bronić swoich racji zaciekle i do końca…
Po zakończeniu działań powstańczych, Pułk został rozkazem przełożonych przetransportowany do Zamościa, tam jednostka została zdemobilizowana. Starsi powstańcy wrócili do domu. Młodzi w tym i ja wspomina pan Alojzy, wraz z całą aprowizacją i
zapasem żywności którą mi powierzono udaliśmy się do Ostrowa w poznańskie. Tam po zdaniu całego oporządzenia w grupie liczącej 30 powstańców udaliśmy się do koszar. D-ca
Pułku Mastalerz obiecał mi, że stopień wojskowy jaki posiadałem w powstaniu będę mógł zachować jako żołnierz. Dowództwo jednostki w której miałem służyć nie wyraziło na to
zgody. Zgodnie z rozkazem prawo do stopnia wojskowego miałem uzyskać po zakończeniu szkolenia w szkole podoficerskiej, nie godząc się na to, jednostkę opuściłem pozostali
powstańcy także zrobili to samo. Tak zakończyła się moja powstańcza przygoda…

Kożdy Ślonzok mo swojego ptoka;
W powstaniu i mojej po powstańczej wędrówce, nie przestawałem myśleć o tej swojej pasji, którą było śpiewanie i teatr. Bardzo ciepło wspominam tamten czas. Po powrocie do
domu, założyłem kółko teatralne, które z czasem stało się całkiem pokaźnym towarzystwem kulturalnym. Wystawialiśmy wiele sztuk przy wypełnionych po brzegi salach. Bywało, że
większość programów artystycznych byliśmy zmuszeni powtarzać wielokrotnie. Pamiętam, wspomina pan Alojzy, porwaliśmy się nawet na operetkę ,,Robert i Bertrand*”.
Po przyłączeniu Śląska do Polski praca kulturalna w Przyszowicach nie słabła. Mieliśmy już prężnie działające Towarzystwo Teatralne, działał słynny już chór ,,Słowik” który jak
pamiętamy powstał w bodaj najtrudniejszym dla Śląska czasie, jakby tego było mało w niedługim czasie założyliśmy także chór męski który liczył około 90 osób, rotacja była duża. Jedni przychodzili drudzy założywszy rodziny z dala od rodzinnej miejscowości odchodzili, trudno więc mówić o stałej ilości członków chóru. Ileż wtedy było w nas energii, radości i siły, i tego potencjału jak to się dziś często określa.
Pamiętaliśmy o historii i o tym co było. Założyliśmy na terenie Przyszowic Związek Powstańców, Związek Obrony Kresów Zachodnich. Ze składek samych tylko powstańców
wybudowano Pomnik Powstańców. Długo jednakże to miejsce nie zaznało spokoju, z chwilą wkroczenia wojsk niemieckich w 1939 roku, pomnik powstańczy został zburzony a samym powstańcom kazano go rozbierać wspomina pan Alojzy. Rogata śląska dusza, karabin trzymając w dłoni ciągle marzył o wolnej Polsce, jak każdy
Ślązak miał także swojego ,,ptoka”. Tak mówi się w tych stronach na pasjonatów, pan Alojz kochał śpiew, aktorstwo i teatr.
Za walkę powstańczą odznaczony; ,,Śląskim Krzyżem Powstańczym, Krzyżem Walecznych, Medalem Zwycięstwa i Wolności oraz Krzyżem Komandorskim Odrodzenia
Polski”. Cytat przedruk jak w oryginale publikacji aut. Edward J. Pyka ,,Pamiętamy o… Ludziach i cmentarzach” str. 136)
Kończąc wspomnieniową historię zaczerpniętą z życia jednego z śląskich niepokornych, człowieka jak każdego z nas, nie pozbawionego wad i ludzkich słabości. Charakternego
Ślonzoka, warto na koniec posłużyć się cytatem wiernego współpracownika Martina Lutra – Philippa Melanchtona, znanego jako religijnego reformatora, profesora Uniwersytetu w
Wittenberdze, który napisał tak; ,, Nigdzie w Europie nie rodzi się tylu znakomitych ludzi co na Śląsku” . Pewnie mocno to przesadzona opinia, lecz pozwala sądzić, że coś w tym jest,
warto było walczyć o ten skrawek ziemi, porywać się z motyką dosłownie, na władzę której nie chciało się dalej służyć… Ziemia bogata w czarne złoto, lud pracowity a nie brak było także ludzi nauki. Ta ziemia to ,,wielki obowiązek” któremu musieli sprostać jej mieszkańcy wtedy a dziś my oddając hołd bohaterom tamtych czasów dajemy świadectwo godnych miana Ślonzoka – syna tej ziemi…
Czy wszyscy chcieli powrotu Polski, połączenia śląskiej ziemi z Macierzą? Nie, nie wszyscy tego pragnęli. Alojzy Skrzypczyk wybrał drogę powrotu, jak jeden z wielu Ślązaków. Wspomnienia opisał w swojej rodzimej mowie, być może dziś trudno byłoby
zrozumieć wszystkie zapisane w pamiętniku słowa, dlatego tylko część jego wspomnień zostało tu zapisanych gwarą.
We wspomnieniach Alojzego Skrzypczyka czytamy o jego fascynacji mową Wojciecha Korfantego, którego słowa utwierdziły go w przekonaniu o słuszności walki o przyłączenie
Śląska do Polski. Korfanty był nie tylko wielkim politykiem ale także wielkim mówcą który potrafił słowami porwać tłumy;
Oto co czytamy w słynnej ,,Odezwie Wojciecha Korfantego do ludu śląskiego”
(grudzień 1927 r.)
,, Z życiem moim związany jest nierozłącznie jeden z najważniejszych rozdziałów dziejów ludu górnośląskiego i Polski. Nastały czasy i okoliczności, że muszę zabrać głos publicznie w własnej sprawie. Czytelnicy wybaczą mi, że sięgam w daleką przeszłość, ale nie zaszkodzi przypomnieć stare dzieje. Mam za sobą przeszło 35 lat służby publicznej i pracy dla Polski.
Czytania nauczyła mnie matka moja na Żywotach Świętych Skargi, które nieboszczyk mój ojciec otrzymał w upominku opuszczając szkołę ludową. Zasługę mojego uświadomienia narodowego przypisać muszę moim hakatystycznym profesorom gimnazjum w Katowicach, którzy zahydzeniem wszystkiego co polskie i co katolickie wzbudzili we mnie ciekawość do książki polskiej, z której pragnąłem się dowiedzieć, czym jest ten lżony i poniżany naród, którego językiem w mojej rodzinie
mówiłem, i pokochałem naród mój, przeszłość i dole jego i poczułem się synem jego”.
Czasy w których przyszło żyć Alojzemu Skrzypczykowi były trudne lecz obfitowały w wielkie autorytety. Wojciech Korfanty był jednym z nich, nic dziwnego, że Skrzypczyk słuchając przemówienia Korfantego w Przyszowicach przekonał się o słuszności walki o
Polskę. W podobnym tonie wypowiadał się także Konstanty Wolny. W odpowiedzi na słowa Lloyda Georga mówiące o tym, że ,,Dać Polsce Śląsk to jak dać małpie zegarek”; Wolny
odparł, że; ,,Polsce ten zegarek wolno nakręcać, psuć i naprawiać bez cudzego dozoru”.
Pamiętne są też słowa Konstantego Wolnego które wypowiedział żegnając się z rodziną na łożu śmierci; ,,Idźcie z Bogiem. Nigdy w lewo, nigdy w prawo, zawsze prosto”.
Mieli z kogo brać przykład Ślązacy w owym czasie, kolejną osobą, którą nie sposób pominąć był Ignacy, Jan Paderewski wielki muzyk – pianista, ceniony polityk i wielki
mówca. Podczas swojego wystąpienia na uroczystościach związanych z obchodami Chopinowskimi 23. listopada 1910 r. (Lwów 1911,s20) Paderewski powiedział; ,,Zabraniano
nam, Słowackiego, Krasińskiego, Mickiewicza. Nie zabroniono nam Chopina. A jednak w Chopinie tkwi wszystko, czego nam wzbraniano; Barwne kontusze, pasy złotem lite, posępne
czamarki, krakowskie rogatywki, szlacheckich brzęk szabel, naszych kos chłopskich połyski,jęk piersi zranionej, bunt spętanego ducha, krzyże cmentarne, przydrożne wiejskie kościółki, modlitwy serc stroskanych, niewoli ból, wolności żal, tyranów przekleństw i zwycięstwa radosna pieśń”.
Mając takich nauczycieli, trudno się dziwić, iż tylu znalazło się chętnych by o Polskę
walczyć i o połączenie Śląska z Matką jak Polskę w owym czasie nazywano się modlić…

W materiale zamieszczono cytaty w gwarze śląskiej. Tą gwarą na co dzień posługiwał się pan Alojzy
Skrzypczyk. Różni się ona dość znacznie od gwary ziemi wodzisławskiej, czy okolic Rybnika. Gwara ziemi
wodzisławskiej pozbawiona jest germanizmów jest w niej zawartych wiele czechizmów, podobnie w okolicach Rybnika. Dla nas Ślązaków jest to ważne ponieważ na skrawku ziemi którą jest Śląsk można odnotować kilkanaście gwar, gdyby jednak przysłuchać się naszej mowie, zauważymy, że po wyeliminowaniu wspomnianych czechizmów i germanizmów których jest niewiele, pozostaję nam nic innego jak zachowana przez nas staropolszczyzna… z tego też powodu aby ułatwić czytelnikowi lekturę zapisanych poniżej zostało kilka trudnych słówek.

Wybrane słówka;
Lojzik; zdrobnienie imienia Alojz, Alojzy
Szandara; Żandarm
Szerga; Chuligan, zawadiaka
Wparzyć; Słowo to oznaczało wpaść, wkroczyć z zamiarem ataku – słowo to miało podkreślić złe zamiary,
odruch wrogości…
Niymocny; Żadko używane dziś słowo – znaczyło poważnie chory, lub nieprzytomny
Lazaryt, lazaret; Szpital
Sztok; Piętro
Chaja, szarpaczka; rozróba,
Setnia*; prawdopodobnie autorowi spisanych wspomnień chodziło tu o słowo sekcja.
Zwrot; ,,Mieć swojego ptoka” hobby, zainteresowanie itd.
Zwrot; ,,Po fertiku” – po fakcie, na koniec, po wszystkim itd.
Selbstschutz* – Formacja paramilitarna, założona przez stronę niemiecką i zwolenników opowiadających się
w Plebiscycie za Niemcami. Przez Niemców nazywana była organizacją samoobrony. Oddziały te
dokonywały ataków na redakcje polskojęzycznych gazet, napadano na Polaków i aktywistów, agitatorów
którzy opowiadali się za przyłączeniem Śląska do Polski. Jednostki Selbstschutzu brały czynny udział w III
Powstaniu Śląskim stając po stronie niemieckiej.
,,Robert i Bertrand”* – Przedwojenna komedia filmowa.

Źródło; Opracowano na podstawie wspomnień rodziny, pamiętników pana Alojzego a także publikacji
,,Pamiętamy o… ludziach i cmentarzach Edward J. Pyka. W tekście zamieszczono także cytaty z książki
autorstwa E. Kiesslinga ,,Utracone Dziedzictwo Heinricha Angermanna wspomnienia górnośląskiego
proboszcza” Gliwice 2007. Zdjęcia ze zbiorów prywatnych. Korzystano także ze źródeł internetowych;
www.cytatybaza.pl / autorzy / ignacy_paderewski.html www.scdk.pl www.nspjpaprocany,
katowice.opoka.org.pl www.dziennikzachodni.pl / tag / konstanty _ wolny

Relacja : Tadeusz Puchałka

13133203_1085743834812167_3228321080640220929_n 13138730_1085743828145501_6404981335716640752_n 13139205_1085744028145481_4200990642746833241_n 13083297_1085743971478820_3726197581914821991_n 13124520_1085743831478834_7233660517994537480_n