W Wielki Czwartek wieczorem, po nabożeństwach związanych z Triduum Paschalnym mieszkańcy Stanicy w gminie Pilchowice udają się na okoliczne pola, aby uczestniczyć w obrzędzie zwanym „Fakle”. Pojawiają się tam całymi rodzinami. Na polach rozpalane są wielkie stosy chrustu. Dookoła nich, jeszcze za dnia, rodzice wkładają w zaoraną ziemię niewielkie, zrobione z gałązek lub drewna krzyżyki i rozrzucają cukierki. Zadaniem dzieci i młodzieży jest odnalezienie ich w świetle pochodni (fakli).

Skąd się wziął i od kiedy istnieje tego nie pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy wsi. „Fakle były u nas od zawsze. Odkąd tylko sięgamy pamięcią. Również nasi dziadkowie i pradziadowie mówili, że od swoich przodków wiedzą, że taka była tutaj tradycja czczenia Wielkiego Czwartku „- mówią staniczanie. Rytuał przetrwał więc wieki i nieprzerwanie związany jest ze świętami wielkanocnymi. Fakle to tradycja całej wsi – piękna i bajkowa.

    Pochodnie –  fakle zrobione są ze starych zużytych brzozowych mioteł na trzonku z gałęzi. Obrzęd trwa dopóty, dopóki wszystkie krzyżyki nie zostaną znalezione. Potem przy dopalającym się stosie drewna śpiewane są pieśni pasyjne i odmawia się modlitwy. Czynione jest to, jak powiadają starzy mieszkańcy, na pamiątkę poszukiwania Pana Jezusa w gaju oliwnym po Ostatniej Wieczerzy. We wsi krążą też inne wersje i interpretacje symboliki tego zwyczaju. Według innej grupy mieszkańców wraz z Popielcem, kiedy rozpoczynał się okres Wielkiego Postu, w Wielki Tydzień, a dokładnie w Wielki Czwartek na wsi odbywało się „palenie żuru”. Zwyczaj wielkoczwartkowych ognisk znany jest w niektórych śląskich wioskach, szczególnie na Opolszczyźnie, paleniem żuru albo Judosza (czasem odbywa się w Wielką Środę). Najstarszy zachowany opis palenia żuru pochodzi z 1879 roku, a jego autorem jest ks. Adolf Hytrek. Być może na koniec Wielkiego Postu wrzucano do ogniska znienawidzony żur, który kiedyś, przez 40 dni, był głównym postnym daniem.

Ludzie obnosili płonące miotły ze słomą zwanych po śląsku „faklami”, od czasu do czasu uderzali nimi o ziemię wykrzykując „żar z pola, biedoty swawola”, co oznaczało czyszczenie pól celem uzyskania dobrych plonów. Śpiewane przy wielkim ognisku na „Kowolowym polu” pieśni pasyjne wyganiały ze wsi zadomowione tu w długie zimowe wieczory czarownice. Płonące płomienie ognisk przybierały groźne postacie czarownic i demonów, sprawiając wrażenie wygrażania się staniczanom za wyganianie ich z wioski. Każdy może sobie wybrać tę interpretację i sposób obchodów, który mu pasuje – wyjaśniała na łamach Śląskiego Kwartalnika Kulturalnego (czerwiec 2005) Jolanta Kowol, była sołtys, która tę piękną tradycję postanowiła w ramach Programu Odnowy Wsi pokazać szerszej publiczności.

Wspomnę jeszcze, że obrzęd Fakli często kończył się po północy, a więc już w Wielki Piątek. Zgodnie więc z często praktykowanym zwyczajem na wsiach Opolszczyzny (do roku 1952 Stanica należała do województwa opolskiego) było obrzędowe obmywanie się w rzece, strumyku, czy stawie. Aby obmywanie przyniosło pożądany skutek, należało przestrzegać szeregu zakazów i nakazów – trzeba było się myć przed wschodem słońca w wodzie płynącej z zachodu na wschód i w całkowitym milczeniu. Nie wolno było mówić, ani przed myciem się, ani w drodze powrotnej do domu. Woda na ciele winna sama wyschnąć, inaczej traciła swoją moc.

Co roku, od niepamiętnych czasów, światła płonących ognisk w noc Wielkiego Czwartku rozświetlają Stanicę, gromadząc wokół płonących stosów wielu jej mieszkańców oraz coraz liczniejsze grono miłośników tego obrzędu z okolicznych sołectw i miast.

Wiedza o tradycji stanickich Fakli ciągle jeszcze jest niewielka i tworzy pole do popisu dla historyków i etnografów naszego regionu. Formy obchodów Fakli i ich symbolika przekazywane są przez mieszkańców Stanicy z pokolenia na pokolenie, brak jednak w dostępnej literaturze kronikarskiej, chociażby klasztoru Cystersów w Rudach, dla którego Stanica była wsią posażną, konkretnych śladów obchodów tego obrzędu. Wiadomo jednak, że klasztorna biblioteka, a z nią większość kronikarskich zapisów, po sekularyzacji zakonu w 1810 roku, uległa w znacznej mierze zniszczeniu, a zachowane woluminy rozproszone są po niemal całym świecie. Na podstawie obecnie dostępnej wiedzy historycznej można jedynie wysnuć mniej lub bardziej wiarygodne teorie co do źródeł obrzędu fakli.

Jako punkt wyjścia tych rozważań przyjąć można rok 1258, kiedy to książę opolski Władysław, fundując klasztor Cystersów w Rudach, „obdarzył” ich Stanicą jako wsią posażną. Z zachowanych dokumentów wynika, że była to w owym czasie spora wieś, stanowiąca parafię sięgającą okolic Rybnika, Raciborza i Gliwic. Logicznym jest więc wniosek, że czas powstania wsi należy znacznie przesunąć w odleglejsze czasy. Istotnym faktem jest również zapis w zachowanych dokumentach klasztoru, o powrocie do tradycji wydobycia oraz wytopu rudy darniowej w Stanicy. W tym właśnie miejscu można pokusić się więc o przesuniecie daty osadnictwa na tym terenie do wieku IV p. n. e. i prawdopodobnej obecności tutaj plemienia Celtów (ślady ich osadnictwa odkryto w pobliżu Raciborza), którzy jako pierwsi opracowali technologię wytopu żelaza z rudy darniowej. Gdyby więc przyjąć teorię o celtyckich korzeniach pochodzenia Stanicy, obrzędy Fakli można by uznać za bardzo odległe echo celtyckich obrzędów, między innymi obchodzonego przez nich święta początku lata (przełom kwietnia), kiedy to palono „Ognie Baltosa”. Być może są to również pozostałości późniejszych tradycji tutejszego słowiańskiego plemienia Gołęszyców. Owe lokalne pogańskie obrzędy, jak wiadomo z historii, chrześcijaństwo najczęściej adoptowało do własnego kalendarza świąt. Sądzę, że odpowiadając na pytanie, dlaczego jedynie w Stanicy zachowały się owe tradycje, można założyć, że wpływ na to miały lokalne uwarunkowania historyczne. Główne z nich polegały na zachowaniu tutaj w niezmiennej od czasów średniowiecza religii katolickiej, której ostoją był rudzki klasztor. W okresie wojen religijnych, kiedy to wyznanie „właściciela” narzucało raz taką, raz inną religię na jego włościach, często „po drodze” gubiono obrzędy związane z przynależnością do określonego Kościoła. Drugi czynnik, to wspomniany wcześniej domniemany wiek wsi sięgający znacznie odleglejszych, bo być może celtyckich i wczesnosłowiańskich, plemiennych czasów i związanych z tym  nieznanymi w innych okolicznych wsiach lokalnymi tradycjami. Podobny scenariusz obchodów owego niewyjaśnionego przez etnografów tajemniczego obrządku znajdziemy najbliżej w odległej Portugalii. Trzecim, istotnym czynnikiem wpływającym na brak dokumentów traktujących o lokalnych wydarzeniach jest nijako degradacja Stanicy z samodzielnej parafii, na kościół filialny klasztoru w Rudach, a po jego sekularyzacji w 1810 roku, rudzkiej parafii. Stan ten trwał od roku 1650 do okresu lat 50-tych XX wieku. Jeśli więc w archiwach były dokumenty określające stanowisko Kościoła wobec lokalnego obrzędu, podzieliły one los księgozbioru i klasztoru, częściowo zniszczonych przez pruską administrację, a w większości potraktowane po II wojnie jako łup wojenny wojsk amerykańskich lub radzieckich (przez Rosję księgozbiór częściowo zwrócony w 1955 roku). Można więc domniemywać, że istnieją historyczne zapiski dotyczące obchodów Fakli, lecz spoczywają w zagranicznych archiwach, czekając na „lepsze czasy”.

 

Andrzej Knapik

artykuł ukazał się łamach kwartalnika „Informacje historyczne i kulturalne z gminy Pilchowice” nr 2/2017

Obecnie organizacją zajmuje się Sołtys wraz z Radą Sołecką Stanicy, a także Koło Gospodyń Wiejskich i Mniejszość Niemiecka w Stanicy oraz Ochotniczą Straż Pożarną. Są mocno wspierani przez mieszkańców. To prawdziwy fenomen kulturowy zarówno pod względem samego obrzędu, ale także znaczenia jako wydarzenie angażujące ludzi do działania.