Okiem zwykłego mieszkańca/ felieton Ariela: Jak wygląda standardowy pogrzeb w Polsce?

0
307
Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /
 
Ostatnio pożegnałem bliską mi osobę. Niestety, na przestrzeni kilku lat coraz częściej bywam na pogrzebach niż na innych uroczystościach. Śmierć jest nieunikniona i pożegnania także. Dziwnym zbiegiem okoliczności w tym trudnym okresie dla mnie i moich bliskich pojawił się fantastyczny felieton Krzysztofa Skiby członka zespołu Big Cyc. Muzyk poruszył temat pogrzebu znajomego, który odbył się bez księdza. Jego słowa natchnęły mnie do napisania swojego felietonu w podobnym temacie.
 
Jak wygląda standardowy pogrzeb w Polsce? Msza święta w kościele, ksiądz, który mówi o wierze i Bogu cytując Pismo Święte. Najbliższa rodzina siedząca w pierwszej ławce pogrążona w smutku. Na cmentarzu te same regułki wypowiadane przez kapłana. Byłem w swoim życiu na kilku pogrzebach katolickich i odnoszę wrażenie, że wszystkie są takie same. Wystarczy tylko wstawić inne imiona i zauważymy, że obrzędy pochówkowe niczym się nie różnią od siebie. Wiadomo, że pożegnanie zmarłego do przyjemnych nie należy, ale to jak wyglądają pogrzeby katolickie przyprawia mnie o mdłości.
Nie mam zamiaru nikogo urazić, najzwyczajniej w świecie jest mi nie po drodze z Bogiem. Decyzję o separacji z wiarą podjąłem kilka lat temu i uważam, że była to bardzo dobra decyzja. To nie jest też tak, że nie wejdę do kościoła przy okazji jakiejkolwiek uroczystości. Z szacunku do osób, które wybrały taką formę pogrzebu, wziąłem udział w mszy. No okej, za dużo powiedziane, że „wziąłem udział”. Po prostu byłem, nie angażując się w celebrację zwyczajów kultu religijnego. Na przykład gdy wszyscy klękają, ja siadam. Ponadto milczę całą mszę i rozmyślam. Tak właśnie było podczas ostatniego pogrzebu.
Przeraża mnie podejście księży do obrzędu pochówkowego. Nie zauważam w nim zaangażowania, zazwyczaj wygląda to jak bezosobowe pożegnanie. W całej tej uroczystości nie ważny jest zmarły, ale piekło, niebo, grzechy itp. Sytuacja, że osoba zmarła to przecież misterny plan Boga i on nas kocha, dlatego sprawił, że rodzina i najbliżsi cierpią. Generalnie większość takich pogrzebów to odwalenie roboty byle jak, ale tak nakazuje tradycja i nie wypada zrobić inaczej, bo przykuwa nam myśl: „co ludzie powiedzą”. Praktycznie wszystkie uroczystości „umilone” katolicyzmem są poważne do przesady, nadęte i niestety bardzo podobne do siebie. Wygląda to jak zwykłe klepanie formułek kościelnych gdzie tylko wstawia się dane imię. W mojej opinii katolicki pogrzeb to trauma i odgrywanie ról pod czujnym okiem kapłana. Pewnie mi się dostanie po tym zdaniu, ale pisząc ten felieton biorę to na „klatę”.
Nie wiem ilu z moich Czytelników miało okazję być na pogrzebie świeckim prowadzonym przez Mistrza Ceremonii. Gdy blisko dwa lata temu zmarła moja siostra, musiałem spełnić jej ostatnią wolę. Nie mieliśmy ze sobą tematów tabu i zdarzało nam się rozmawiać o śmierci. Podczas jednej z takich rozmów poprosiła mnie o przygotowanie pogrzebu świeckiego, gdyby zmarła przede mną. Taka jej była wola i zaznaczyła to w testamencie, który po sobie pozostawiła. Do tego momentu nigdy nie byłem na takim pogrzebie i mogłem go sobie tylko wyobrazić.
Mistrz Ceremonii, który przygotowywał mowę pożegnalną spotkał się ze mną oraz z moją rodziną i zrobił wywiad o osobie zmarłej. Pytał o życiorys, pasje, zainteresowania, jakie utwory muzyczne jej towarzyszyły, jakie książki lubiła czytać czy jakie filmy oglądała. Dopytywał także o ciekawe anegdotki z jej życia. Samej uroczystości towarzyszyła muzyka z głośników i radosna atmosfera. Wiem, że brzmi to niedorzecznie, bowiem ostatnie pożegnanie bliskiej osoby jest trudnym momentem w życiu i ciężko się cieszyć w takiej sytuacji. Postanowiliśmy jednak aby cała uroczystość była faktycznie poświęcona osobie zmarłej i skupiliśmy tylko na niej. Przemowa Mistrza Ceremonii była bardzo budująca. Nie raz, nie dwa osoby uczestniczące w pogrzebie uśmiechnęły się, gdy prowadzący uroczystość przytaczał wspomnienia z rodzinnych wydarzeń, sytuacji w pracy czy imprez. Ponadto każdy mógł powiedzieć cokolwiek o zmarłej. Tak po prostu od siebie i choć głos się łamał, to parę osób odważyło się na ten krok. Każdy mógł indywidualnie pożegnać się z tą osobą i przytoczyć ulubione wspomnienie wspólnych wspaniałych chwil. Wspomnienia o zmarłej były prawdziwe, takie od serca, czasami nawet dość zabawne do tego piękna oprawa muzyczna.
Uwierzcie mi, że wiele osób podeszło do mnie i powiedziało, że nigdy uczestniczyli w takim pogrzebie. Uznali, że byli nawet bliżej tej osoby niż za jej życia. Wyszli z uroczystości podbudowani, natchnieni. Mówili, że zorganizowaliśmy piękną uroczystość. Łzy oczywiście były, ale bardziej ze wzruszenia niż z bólu. On został stłamszony, zniwelowany. Spełniłem ostatnią wolę zmarłej. Pożegnanie miało być ciepłe i serdeczne. I chyba takie było. Wszyscy wspólnie pokazaliśmy istotę drogi jaką przebyła osoba zmarła przez całe swoje życie i jaką osobą była.
Pamiętacie pogrzeb Kory gdzie z głośników leciały utwory, które stworzyła podczas swojej działalności artystycznej? Albo ostatnie pożegnanie Marii Czubaszek? Uczestnicy zapalili z nią tego ostatniego papierosa, a pośród kwiatów były paczki papierosów oraz pęczki ulubionych parówek. Oba były świeckie. Ktoś powie, że to fanaberie i ośmieszanie obrzędu pochówkowego. Możecie tak powiedzieć, ale powinno się uszanować taką formę pożegnania. Ja pogrzebów katolickich nie rozumiem, ale szanuję. Jeśli ktoś potrzebuje takiego obrzędu pochówkowego, bo to kwestia duszy i wiary, to ma oczywiście prawo tak wybrać. Ludzie jednak coraz częściej decydują się na pogrzeby świeckie, bo są w całości poświęcone osobie zmarłej.
Nie bójmy się rozmawiać o śmierci i jak wyobrażamy swoje ostatnie pożegnanie. Ja przekazałem swojej rodzinie jak ma wyglądać mój ewentualny pogrzeb. Ma być świecki, bez księdza. Oczywiście nigdzie się jeszcze nie wybieram, ale gdyby, gdyby… Śmierć przychodzi znienacka i zawsze nie w porę. Nie chowajmy głowy w piasek. Nie udawajmy, że tematu nie ma i nie wypada o tym rozmawiać. Wypada, a nawet należy.
 
To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski
Fot. Canva