Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela / – Cała prawda o reklamie?? :)

0
342

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

W jednym z felietonów wspomniałem, że telewizję oglądam sporadycznie. W tej kwestii niewiele się zmieniło. Jednak jeśli zdarza mi się obejrzeć jakikolwiek program, transmisję sportową czy wiadomości, to natrafiam na spoty reklamowe. Przesączone hasłami, które mają zwrócić uwagę potencjalnych klientów. Chcąc nie chcąc, niektóre z nich nieświadomie wchodzą nam w głowę. Przerażająca jest jednak poziom owych reklam, gdzie wartość merytoryczna jest bardzo niska, fabuła spotu jest irytująca, często denerwująca. Zastanawiam się wtedy, co sobą prezentuje sztab ludzi, którzy podczas burzy mózgów siedzą i rzucają pomysłami na reklamę danego produktu czy usługi. Czasami zachodzę w głowę jakie były inne opcje skoro emitowana reklama już teraz powoduje u większości widzów mdłości.

W dzisiejszym świecie, w którym wszechobecne są media, bombardowani jesteśmy reklamami. Ten trend już się nie zmieni, będzie ich coraz więcej. Problem w tym, że zdecydowana większość z nich jest po prostu kiepska i ciężko wybrać tą najgorszą. Jedne starają się być śmieszne, zwłaszcza te, gdzie aktor rzuca dowcipem do drugiej osoby, ale powiedzmy sobie szczerze – powtarzanie 1000 razy kiepskiego żartu nie spowoduje, że będziemy się śmiać do rozpuku. Prym teraz wiodą banki, które starają się naciągnąć naiwnych klientów na lokaty, kredyty… a wiemy jakie czasy nastały i każdy z nas trzy razy ogląda pieniążka zanim go wyda. Gdyby reklamy mówiły prawdę i tylko prawdę, to samochód ubezpieczylibyśmy za pół darmo, pasty do zębów po 14 dniach jej używania powoduje, że blask naszych zębów oślepi przechodniów, a środki piorące poradzą sobie z każdą plamą.

Coś co od wielu lat się nie zmienia, to reklamy ze schematem biednej gospodyni domowej. Kobieta, która dba o dom jest bliska załamania nerwowego, bo naczynia wyciągnięte ze zmywarki nadal są brudne a plama na białej koszulce szyderczo się uśmiecha mimo kilku prób jej wyprania. Stereotyp kobiety jako kury domowej nadal jest obecny i choć brutalnie to zabrzmi, ale nadal dobrze się to sprzedaje. Jest też druga forma pokazywania kobiet w spotach reklamowych. Atrakcyjna dziewczyna, kusicielka, obiekt pożądania, który zjada batonik i nie przejmuje się kaloriami. Podczas jednego bloku reklamowego możemy zaobserwować dwie skrajności, które moim zdaniem powodują pewnego rodzaju nadużycie w stosunku do kobiet. Najbardziej „normalną” reklamą, w których występują płeć piękna to, ta o pewnej marce produktów kosmetycznych – tam pokazano niewyidealizowany, nierzeczywisty wizerunek kobiety – bez presji bycia idealną, bez skazy, o nienagannej sylwetce, z określonym rozmiarem biustu itp.

Dla mnie hitem i tak są reklamy pokroju: „przychodzę na domówkę z płynem do płukania tkanin”. Dwie kobiety urywają się na chwilę do kuchni by w spokoju porozmawiać, oczywiście temat schodzi na żywy kolor ubrania jednej z rozmówczyń. Pada pytanie czy owa część garderoba była dopiero co zakupiona, odpowiedź brzmi, że nie i wtedy z torebki kobieta wyciąga butelkę płynu do płukania zachwalając go. Byłem na wielu domówkach i nigdy nie spotkałem się z taką sytuację. Okej, butelki z damskich torebek były wyciągane, ale ich zawartość była zupełnie inna. Uświadomiłem sobie, że mam dziwne marzenie. Chciałbym kiedyś trafić na imprezę, gdzie goście będę wyciągać z kieszeni, plecaków różnego rodzaju detergenty, proszki do prania, kostki do zmywarek, pasty do zębów, tabletki na wzdęcia, przyprawy do potraw i różne podobne tego typu produktu. To mogłaby być najlepsza impreza mojego życia.

Są też reklamy, które określam jako „perełki”. Zaskakują, powodują uśmiech na twarzy, budzą ciekawość i mają ciekawe dodatki. Spoty promujące wydarzenia muzyczne, reklama danej marki samochodów czy napoju chłodzącego zazwyczaj są na wyższym poziomie. Zwracam zwłaszcza uwagę do bliższego urealistycznienia pewnych spraw, a jak dodamy do tego piękne krajobrazy czy interesujący wątek muzyczny, to otrzymujemy ciekawy produkt reklamowy. Największym sukcesem mogą się cieszyć te reklamy, których hasła stały częścią slangu w codziennym życiu. Jednak takich jest coraz mniej…

Wiele reklam bawi, jedne irytują, a jeszcze inne wkurzają i obrażają. Inną sprawą jest długość emisji bloku reklamowego. Ogólnie obecna telewizja to reklamy z krótką przerwą na program. Jedna z prywatnych stacji ma tak długą emisję spotów reklamowych, że człowiek zdąży udać się komunikacją miejską na stację benzynową do sąsiedniej miejscowości, wrócić, wyprowadzić psa na wieczorny spacer, a i tak reklama nadal będzie trwać. Uderzająca jest szybka ewolucja reklam. Jeszcze kilka lat temu wiele osób uważało, że widzów najłatwiej przyciągnąć dorzucając do reklamy śmieszny akcent – grę słów, ciekawy dialog. Teraz jest tego o wiele mniej, zdecydowanie więcej tych o zaniżonym poziomie dla odbiorcy. Czyżby pomysły się skończyły?

Reklamy są jakie są, obojętnie czy nas zaciekawią czy nas irytują, to jednak je zapamiętujemy i rozmawiamy o nich. Oznacza to tyle, że dany spot reklamowy wykonał swoje zadanie – zapadł w pamięć widza i nazwa firmy czy produktu krąży między ludźmi. Nadal w reklamach możemy spotkać uśmiechnięte rodziny mające dużo wolnego czasu, zachwycające się daniem z proszku albo kawałkami owoców w jogurtach. Co prawda bije od nich (wymuszone, bo wymuszone, ale jednak) ciepło. W którą stronę podążą reklamy? Wiele zależy od tego czy producenci pójdą na ilość czy na jakość i czy my – widzowie – będziemy wstanie nadal odróżniać kicz od profesjonalizmu.

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Canva