Okiem zwykłego mieszkańca/ felieton Ariela /

0
122

 

Wraz z rozpadem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej pojawiła się możliwość przywrócenia katechezy do szkół. Prawnie zostało to uregulowane 28 lipca 1993 roku między innymi dzięki podpisaniu Konkordatu przez nasze Państwo a Stolicą Apostolską, który zagwarantował rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie z przekonaniami religijnymi i filozoficznymi, które wyznają. Od tego wydarzenia w tym roku mija 30 lat i można powiedzieć, że przez ten okres Kościół w Polsce popełnił mnóstwo błędów, za które płaci coraz to wyższą cenę. Jaką? Między innymi z roku na rok maleje liczba uczniów uczęszczających na lekcję religii, a i osoby dorosłe odwracają się od instytucji Kościoła.

Nie ukrywam, że z Bogiem nie jest mi po drodze. Uważam się za ateistę i jestem coraz bliższy podjęcia decyzji o rozpoczęciu procedury apostazji. W przeszłości przyjąłem wszystkie sakramenty i uczęszczałem do Kościoła. Byłem nawet ministrantem i dość się naoglądałem jak wygląda to środowisko od środka. Nie spotkała mnie żadna nieprzyjemna sytuacja, o której moglibyście teraz pomyśleć. Bycie wówczas w tej całej wspólnocie to była wspaniała okazja na dodatkowe kieszonkowe. Różnego rodzaju dodatki za tzw. „służbę” podczas pogrzebów czy ślubów, za msze niedzielne wczesnoporanne lub wieczorne oraz gratyfikacja podczas odwiedzin duszpasterskich w domach. Zapytacie czy byłem honorowy i nie korzystałem? Pewnie, że brałem wszystko i to pełnymi garściami. Dla młodego chłopaka, który mógł sobie „dorobić” i wydać zarobione pieniądze na zachcianki w szkolnym sklepiku było idealnym rozwiązaniem!

Niestety, byłem też świadkiem sytuacji, gdzie msza poranna była sporo opóźniona z powodu „niedyspozycji” księdza spowodowanej wizytą w jednym z lokali, gdzie można się było trochę „rozerwać”. Podczas kolędy zgodnie z instrukcją duszpasterza mieliśmy ominąć jeden dom by do niego wrócić na sam koniec. Było to dla nas dziwne, ale zrobiliśmy tak jak nam przekazano. Podczas drogi powrotnej faktycznie wstąpiliśmy bo budynku, który został pominięty. Gdy weszliśmy do środka wszystko stało się jasne. Takie rzeczy widziałem tylko w amerykańskich filmach. Co zobaczyliśmy? Duży stół suto zastawiony! Prawdziwa wyżerka jak dla szlachty. Mięsa, wędliny, sery, owoce a do tego coś wyskokowego w płynnej postaci. My jako ministranci zostaliśmy przyjęci w kuchni, ale nie mogliśmy narzekać, bo o nas także zadbano jeśli chodzi o gastronomię. Wizyta „troszeczkę” się przedłużyła, bo do późnych godzin wieczornych. Ksiądz musiał wrócić taksówką, a my piechotą do domu. Czy ta historia brzmi jakoś znajomo? Pamiętacie „wystąpienie” księdza z Przegędzy, gdzie z ambony przekazywał wytyczne wiernym co do przyjęcia jego osoby podczas kolędy? Takie rzeczy dzieją się naprawdę…

Trochę mi to zniekształciło obraz tej instytucji. Niedługo potem zrezygnowałem ze służby. Trochę z lenistwa i trochę z wypalenia. Wchodziłem w okres nastoletniego buntu, co powodowało, że świadomość na pewne tematy była coraz to większa. Zacząłem doszukiwać się różnych publikacji, tekstów na temat historii kościoła i wiary. Nie będę tutaj za bardzo rozwijał tego wątku, ale to co udało mi się znaleźć, wyczytać i po sprawdzeniu wiarygodności tych wiadomości spowodowało, że pójdę inną drogą niż wskazali mi rodzice.

I tak jest nadal. Nie mogę powiedzieć, że wszyscy we wspólnocie Kościoła Katolickiego są zepsuci do szpiku kości. Spotkałem w swoim życiu paru duchownych, którzy byli normalni i potrafili ze mną rozmawiać. Szanowali moją decyzję, moją argumentację na pewne tematy i na siłę nie mawiali do nawrócenia. Wiedzieli, że sporo nas różni i nie ma sensu przeciągać kogoś na swoją stronę za wszelką cenę. Niestety, całokształt prezentuje się bardzo źle. Afery, skandale, śmieszne kary za przestępstwa, gdzie zwykły człowiek poszedłby do więzienia, a księża są przenoszeni z jednej parafii do drugiej.

Długa tradycja polskiego szkolnictwa zawsze akcentowała, że religia jest ważnym elementem wychowania. Lekcje religii nie były i nie są lekcjami obowiązkowymi. To zajęcia fakultatywne, choć niektórzy chcą by to się zmieniło i co jakiś czas wraca pomysł by wprowadzić religię na maturze. Wiele młodych osób, ale także dorośli odwracają się Kościoła. Częstym powodem rezygnacji z aktywnego uczestnictwa życia we wspólnocie są sprzeczne wartości i udzielanie nieproszonych rad dotyczących życia prywatnego. Powinienem w sumie napisać wprost: próbują z butami wejść do naszego domu i ustalać zasady jak mamy w nim funkcjonować. Chyba nikomu takie zachowanie by się nie spodobało, prawda?

Liczba uczniów uczęszczających na lekcje religii spada. Ten trend ciężko będzie odwrócić. Kontakt młodych z instytucją Kościoła sprawił, że zwracają oni zakupiony już bilet. Nie oznacza to jednak, że te osoby zaczęły nosić rogi diabła. Oni nawet nie rozstają się z wiarą co z ohydnym systemem. Niektóre gminy zwracają się z apelem do rządu o likwidację finansowania religii z budżetów miast, a szkoły proszą o zmniejszenie liczby godzin lekcyjnych. Gminy ponoszą duże koszty organizacji takich zajęć, choć każdego roku uczęszcza na nie coraz mniej uczniów. Żeby nie być gołosłownym, to nasze miasto w roku szkolnym 2019/2020 według strony „Cena Religii” przeznaczyło na te zajęcia aż 1 091 135,47 zł! Całkiem fajna sumka, co nie? Macie jakiś pomysł, na co taką kwotę można byłoby przeznaczyć?

Żebym został dobrze zrozumiany, bo wiem, że poruszyłem kontrowersyjny i zarazem delikatny temat. Nie atakuję osób wierzących, każdy ma przecież prawo wierzyć w co chce. Nie mam zamiaru burzyć kościołów. Chciałbym tylko, żeby nastąpił prawdziwy rozdział Państwa od Kościoła. Z tego co wiem żyję w świeckim kraju, choć momentami mam co do tego wątpliwości. Za obecny kryzys Kościoła odpowiedzialny jest on sam, a nie wierni. Przez swoje czyny w ciągu 30 lat sprawili, że utracili autorytet społeczny, którym wcześniej mogli się chwalić. Niech płacą normalnie podatki jak każdy z nas. Powinno się także zrezygnować z finansowania Kościoła przez Państwo. Przyniosłoby to spore oszczędności dla budżetu krajowego.

Czy tak się kiedyś jednak stanie? Powątpiewam. Raczej nie znajdzie się nikt na tyle odważny by tak zrobić, bo taka osoba dobrze wie, że jego życie polityczne mogłoby dobiec ku końcowi…

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski
Fot. Canva