Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
103

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Zawsze o tej porze roku rozpoczynam remanent w szafie w poszukiwaniu cieplejszych ubrań na zimę. Z racji, że pogoda za oknem nie zachęca do różnego rodzaju eskapad po mieście, to większość wolnego czasu staram się spędzać w domu. Końcówka listopada kojarzy mi się z inauguracją sezonu zimowego, a co za tym idzie skokami narciarskimi. Nie jestem zbyt wielkim fanem tej dyscypliny sportu, ale zdarza mi się obejrzeć transmisję z zawodów. W tym roku jest trochę inaczej. Wszak wczoraj rozpoczął się piłkarski mundial. Turniej, gdzie 32 kraje walczą o tytuł najlepszej drużyny na świecie.

Mistrzostwa Świata w piłce nożnej odbywają co cztery lata. Zazwyczaj organizowane są one po zakończeniu ligowych rozgrywek na przełomie czerwca i lipca. Wtedy towarzyszy nam słoneczko, ciepełko, klimat odprężenia i relaksu, bo myślimy wtedy o nadchodzącym urlopie. Jeśli jeszcze w tym okresie rozgrywane są jakieś mistrzostwa, to montujesz ekipę, wybieracie się popołudniu lub wieczorem do ulubionego pubu, gdzie przy zimnym złocistym napoju kibicujecie swojej ukochanej drużynie podczas transmisji udowadniając przy tym wszystkim dookoła, że to właśnie Ty byłbyś najlepszym trenerem na świecie. Tegoroczny mundial nie dość, że jest organizowany w Katarze, to jeszcze w terminie średnio pasującym dla typowego piłkarskiego kibica. Tegoroczne Mistrzostwa Świata zaplanowano na listopad i grudzień ze względu na to, że wtedy na Bliskim Wschodzie są w miarę znośne temperatury by móc rozgrywać mecze – latem w Katarze panują upały sięgające do 50 stopni Celsjusza. O samej organizacji mistrzostw w tym a nie innym miejscu rozwodzić się nie będę, ponieważ napisano już o tym wiele, a każdy kibic wie, co się kryje za wyborem Kataru na organizatora tak wielkiej sportowej imprezy.

Kompletnie nie czuję, że rozpoczęło się święto każdego kibica piłki nożnej. Gdy standardowo mundial rozgrywany był w okresie letnim, to towarzyszyła temu pewna dawka adrenaliny, analizowało się kadry zespołów, wyczekiwało się pierwszego meczu, a napięcie rosło z każdym dniem. Brakuje mi klimatu i atmosfery wielkiego piłkarskiego turnieju. Przeszliśmy do tego mundialu tak jakoś na chłodno, z dnia na dzień, bez należytej ekscytacji i specjalnych przygotowań. Powiem wprost – czuję się okradziony z moich emocji związanych ze świętem piłki nożnej. Tajemnicą nie jest, że tą piękną dyscypliną sportu zawładnęli ludzie sprzeniewierzający się idei sportu dobrych kilka lat temu. Ważniejsze dziś są pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze niż sportowa rywalizacja. Romantyczny futbol umarł już dawno temu i widać to po rozgrywkach typu Liga Mistrzów, która praktycznie stała się wewnętrzną, zamkniętą batalią dla najbogatszych klubów. Tym biedniejszym wręcz zamknięto drzwi wejściowe na klucz, który następnie wrzucono do toalety i spuszono wodę.

Dlatego generalnie wolę rozgrywki bardziej amatorskie, gdzie większość zawodników traktuje sport jako pasję, a nie zawód. Od poniedziałku do piątku chodzą do pracy, popołudniami trenują, a w weekend rozgrywają spotkania ligowe. Poziom może nie jest imponujący, ale nie oszukujmy się – ten „ekstraklasowy” też nie jest jakiś wybitny, więc skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać? Od jakiegoś czasu panuje powszechna opinia, że nasza liga jest jak pięknie opakowany cukierek, ale w środku zamiast czekolady znajdujemy odpadowe produkty procesu trawienia. A wszystko za sprawą dobrze zaprezentowanego towaru przez stację telewizyjną, która od lat pompuje miliony złotych w polską piłkę. Opakowanie jest piękne, coraz to ładniejsze stadiony, oprawa ale towarzyszy temu mizerny poziom i przepłaceni piłkarze.

Nasze Piłkarskie Orły rozpoczynają rywalizację już jutro meczem z Meksykiem. Później zagramy z Arabią Saudyjską i Argentyną. Co będzie dalej? Ja typuję, że po trzech spotkaniach nasza katarska przygoda się zakończy, a jak wiecie ekspert nie myśli, ekspert wie. Ja także zaliczam się do grona wybitnych znawców tej dyscypliny sportu. Przecież nasz kraj to 40 milionów trenerów, którzy wszystko wiedzą najlepiej jeśli chodzi o piłkę nożną. Chciałbym się miło rozczarować i bardzo pomylić, ale niestety gra naszych reprezentantów nie napawa optymizmem. Dobrze, że nie wybieram się do Kataru, bo alkohol tam drogi i szybko zaliczyłbym bankruta, a oglądanie na trzeźwo naszych występów na mundialu mogłoby okazać się jeszcze bardziej szkodliwe od klasycznego „walenia w szyję”.

Rzecz jasna będę trzymał kciuki za polskich piłkarzy, ale nie wróżę nam wielkiego sukcesu na mundialu. Już wyjście z grupy będzie bardzo dobrym wynikiem. Kto zostanie mistrzem świata? Tutaj obstawiam Argentynę, w drugiej kolejności Brazylię, w trzeciej Francję. A jakie są Wasze typy?

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Canva

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here