Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
381

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Marzeniem każdego młodego człowieka, który rozpoczyna na poważnie swoją przygodę ze sportem jest wejście na sam szczyt, osiągnięcie sukcesu czy zdobycie złotego medalu na zawodach mistrzowskich. Nie każdy jednak może zostać mistrzem świata. Czasami zdarza się tak, że największymi przeszkodami w osiągnięciu celu jest kontuzja, brak odpowiedniego talentu czy słabe zaangażowanie w codzienny trening. Zdarza się także tzw. „sodówka”, z którą nie każdy sportowiec potrafi sobie poradzić. Są jednak sytuacje, kiedy wszystkie wymienione wcześniej przeszkody pokonaliśmy, ale pojawia się kolejna, której sami nie przekroczymy i nierzadko niechętnie musimy porzucić nadzieję na wspaniałą karierę sportowca.

Chcąc profesjonalnie uprawiać jakąkolwiek dyscyplinę sportową potrzebne jest odpowiednie zaplecze finansowe. Niestety, ale sprzęt, stroje, asortyment, odżywki, trener, przynależność do klubu, starty w zawodach – wszystko ma swoją cenę. Oczywiście są takie dyscypliny sportu, gdzie łatwiej o organizację powyższych aspektów w związku z ich popularnością. Piłka nożna, siatkówka czy koszykówka są na tyle rozpowszechnione, że nie trudno o dofinansowania ze strony samorządów czy prywatnych sponsorów, którzy wykładają pieniądze na funkcjonowanie i rozwój klubów sportowych. Jest jednak wiele innych dyscyplin sportowych, gdzie mimo osiąganych dobrych wyników zaplecze finansowe jest na tyle małe, że często młodzi ludzie są zmuszeni porzucić sport.

Co roku na przełomie lipca i sierpnia wśród fanów sportu budzi się dyskusja na temat ilości pieniędzy w polskiej piłce nożnej. Dzieje się tak, gdzie osoby zarządzające futbolem w naszym kraju chwalą się, że prawa do transmisji piłkarskiej ekstraklasy zostały sprzedane za rekordową sumę i pod tym względem nasza liga jest w TOP10 a jednocześnie Mistrz Polski odpada z rozgrywek Ligi Mistrzów już w pierwszych rundach kwalifikacyjnych z drużynami z Azerbejdżanu czy Kazachstanu. Wtedy głowimy się: Jak to możliwe, że tak szybko odpadamy z rozgrywek skoro tyle pieniędzy jest w naszej lidze i inni mogą pomarzyć o takich finansach? Pojawiają się opinie, że nasi piłkarze są przepłacani, brakuje im sportowej ambicji itp. Bo po co się starać, skoro stan konta się zgadza? Nie sądzę jednak, że tak jest w każdym klubie i każdy piłkarz jest taki sam, ale powiedzmy sobie wprost: rozpieściliśmy ludzi, którzy kopią piłkę w naszym kraju. Nadal „podniecamy” się sukcesami z lat 70-tych czy 80-tych, a teraz zastanawiamy się czy na boisku podołamy drużynie z Gruzji czy Mołdawii.

Wiem, że piłka nożna jest najpopularniejszym sportem w naszym kraju, ale zastanawiam się czy jest finansowana adekwatnie do wyników? Chyba większość z nas z pełną odpowiedzialnością odpowie, że nie. Jedyną dyscypliną sportową, gdzie wyniki sportowe i finansowanie idzie w parze jest siatkówka. Ta reprezentacyjna czy klubowa jest na bardzo wysokim poziomie i nie mamy się tutaj czego wstydzić. Tajemnicą nie jest fakt, że o wiele mniejsze sumy pieniędzy są „obracane” w tym sporcie w porównaniu do piłki nożnej.

Są jednak sportowcy, którzy uprawiają taką dyscyplinę, która nie jest na tyle popularna by nie martwić się o źródło finansowania. W ostatnim czasie zaangażowałem się w akcję poszukiwania sponsorów dla rodzeństwa Pietrykowskich z Knurowa, którzy na początku sierpnia chcieli wystartować na Mistrzostwach Europy na Węgrzech. Justyna i Dawid trenują trójbój siłowy i mają na swoim koncie sporo sukcesów. Medale mistrzostw Polski czy tytuł wicemistrzowski na świecie brzmią świetnie, ale niestety za same osiągnięcia młodzi sportowcy z naszego miasta nie sfinansują wyjazdu na zawody. Nie studiowałem marketingu i nie mam zbyt dużego pojęcia jak pozyskiwać sponsorów, ale razem z rodzicami Justyny i Dawida wspólnymi siłami spróbowaliśmy zadziałać. Nie zliczę ile wysłaliśmy maili i ile rozmów telefonicznych wykonaliśmy przedstawiając całą sytuację i samych sportowców prosząc o wsparcie finansowe. Wielce prawdopodobne w opinii innych osób samą zbiórkę zrobiliśmy na tak zwanych „wariackich papierach” w dodatku mało profesjonalnie, to jednak wszystko wskazuje na to, że Justyna i Dawid dzięki wsparciu lokalnych firm i osób prywatnych pojadą na Węgry walczyć o medale Mistrzostw Europy.

Takich osób jak rodzeństwo Pietrykowskich jest wiele w naszym kraju. Zachodzę w głowę gdy widzę zbiórki różnych sportowców, którzy chwytają się wszystkich sposobów by móc wyjechać na różne turnieje rangi mistrzowskiej. Pływacy, lekkoatleci, windsurfingowcy, żeglarze… mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Co najlepsze, to właśnie w tych nietypowych dyscyplinach sportowych, mniej popularnych lub całkowicie nieznanych osiągamy bardzo dobre wyniki często będąc wielokrotnymi medalistami. Niestety, mimo fantastycznych osiągnięć sportowych nadal brakuje sponsorów, którzy by wsparli sportowców i kluby sportowe aby mogli spokojnie przygotowywać się do kolejnych zawodów. Wtedy masz dwa wyjścia: albo zaciągasz kredyt i zadłużasz się by móc kontynuować swoją karierę sportową lub rezygnujesz z pasji i każdego wieczoru wspominasz o tym jakim to sportowcem byłeś.

Dobrym przykładem osoby, która przez problemy finansowe o mały włos nie zakończyła swojej kariery sportowej jest dobrze znany w Knurowie Dawid Tomala. Medalista olimpijski z Tokio w chodzie opowiedział dziennikarzom, że na pewnym etapie życia musiał porzucić sport, ponieważ nie było go stać. Mało tego, nie miał pieniędzy na życie! Zrezygnował z treningów, pracował m.in. na budowie czy jako nauczyciel. Wrócił, postawił wszystko na jedną kartę i udało mu się osiągnąć największy sportowcy sukces. Niestety, wielu utalentowanych sportowców już nie wraca do treningów ze względu na brak finansów.

W obecnych czasach aby osiągnąć sukces w sporcie nie wystarczy talent i ciężka praca na treningu. Jeśli nie masz odpowiedniego zaplecza finansowego, to często musisz się pożegnać z marzeniami o medalu. Uważam, że dość lekkomyślnie potencjalni sponsorzy oraz samorządy finansują tylko najpopularniejsze dyscypliny sportu, gdzie nie zawsze idzie to w parze z wynikami. Tam gdzie sportowcy jadą reprezentować swoje miasto czy kraj w sporcie niszowym, ale wracają z medalami i tytułami, tak naprawdę są pozostawieni sami sobie. Gdyby nie pomoc rodziny i przyjaciół, to najprawdopodobniej nawet start w danych zawodach mógłby być niemożliwy. Jeśli ten trend nie zmieni się, to możemy złamać kariery wielu młodych ludzi. A każda taka historia może spowodować, że dzieci garnących się do sportu będzie jeszcze mniej, bo rodziców nie będzie stać by sfinansować całe „przedsięwzięcie”.

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Canva