Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
161

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Dzisiaj się pochwalę, chociaż w zasadzie nie wiem czy jest czym. W zeszłym tygodniu miałem urodziny i „stuknęły” mi 33 lata. Dokładnie 1 czerwca 1989 roku w Knurowie przyszedłem na świat. Kiedy to zleciało? Mam wrażenie, że dopiero co chodziłem do szkoły, studiowałem, rozpoczynałem karierę zawodową a już jestem facetem w średnim wieku. Generalnie urodziny to kolejna okazja do świętowania, ale co tutaj świętować? To, że człowiek znowu o dwanaście miesięcy starszy i bliżej mu do końca niż do początku?

Urodziny wielka mi sprawa. Jednak podobno człowiek ma tyle lat na ile się czuje. No i tu jest problem, bo w takim razie ja nie wiem ile mam. Każdego roku w metryczce dochodzi kolejna cyfra i chociaż robię wiele różnych rzeczy, zawsze chcę więcej. Kilka lat wcześniej byłem bardziej leniwy, mniej angażowałem się w życie publiczne, ale postanowiłem to zmienić, ponieważ uznałem, że ciągłe narzekanie i marudzenie nie sprawi, że świat stanie się lepszy. Mam jednak świadomość mojego wieku i biorąc pod uwagę ilość przeżyć i doznań, jakich doświadczyłem już w swoim życiu, postanowiłem wykorzystać swoje życie na maxa i wyciskać je jak cytrynkę – bo mamy jedno, a na starość chcę sobie powiedzieć „kurde, fajnie było”.

Nie celebruję swoich urodzin jakoś wyjątkowo. Jest to dla mnie dzień jak co dzień, z tą różnicą, że telefon jest rozgrzany do czerwoności od połączeń i wiadomości tekstowych. Zawsze przyjemnie jest dostać życzenia pełnych pochwał i dobroci, więc raz w roku umożliwiam na swojej tablicy na Facebooku możliwość publikacji posta. Nie robię żadnej hucznej imprezy, nie ma tortu, prezentów… i nie dlatego, że mnie to przytłacza, ale po prostu nie potrzebuję tego. Moja ostatnia taka celebracja urodzin odbyła się kilka lat temu i to z inicjatywy przyjaciół, którzy sami wszystko zorganizowali. Sam z siebie jakoś mnie nie ciągnie aby robić z tego dnia wydarzenie na wielką skalę.

Fajnie jak ludzie o Tobie pamiętają. Sam mam problem z zapamiętywaniem dat urodzin więc nie ukrywam, że świetną przypominajką jest Facebook. Rano wstajesz, robisz poranną wirtualną prasówkę i pyk, powiadomienie, że osoba X lub Y ma dzisiaj urodziny. Parę kliknięć w klawiaturę i życzenia złożone. Jeden z moich znajomych postanowił przeprowadzić eksperyment społeczny i zmienił sobie datę urodzenia na swoim profilu w mediach społecznościowych. Ludzie składali mu życzenia, wstawiali przeróżne grafiki z motywem urodzinowym, a on przez cały dzień lajkował, serduszkował te posty. Wśród tych wpisów było wiele autorstwa najbliższych znajomych, a nawet rodziny. Dzień po urodzinach opublikował informację na swojej tablicy, że dziękuje za wszystkie życzenia, ale on urodziny ma kiedy indziej i chciał tylko sprawdzić czy ludzie pamiętają o prawdziwej dacie jego narodzin czy tylko sugerują się tym, co Facebook im pokaże. Swoją drogą nie pamiętam, czy sam nie dałem się złapać na tego „pranka”, ale eksperyment ciekawy oraz ważny, bo pokazał, że za bardzo ufamy temu, co jest wpisane w zakładce „Informacje” i nie weryfikujemy tego.

Mogę Wam powiedzieć, że przez wiele lat ubolewałem, że urodziłem się w Dzień Dziecka. W okresie wczesnej młodości, kiedy byłem dzieckiem zawsze czułem się trochę poszkodowany. Wszak, w tym dniu wszyscy małoletni otrzymują prezenty i uważałem, że powinienem dostawać dwa a nie jeden. Co gorsza, nawet Dzień Chłopaka był dla mnie skromniejszy, ponieważ 30 września urodziny obchodziła moja siostra. Takiego pecha urodzinowego ma także moja mama, która urodziła się tuż po Bożym Narodzeniu więc otrzymywała jeden prezent w okresie świątecznym. Tacie się trochę upiekło, ponieważ urodził się w kwietniu i chyba tylko dwa lub trzy razy zdarzyło się tak, że akurat data urodzin nałożyła się ze świętami wielkanocnymi. Co jednak mają powiedzieć Ci, co urodzili się w Sylwestra, Nowy Rok lub… 29 lutego. W tym trzecim przypadku ustanowiono nawet specjalne prawo, aby osoby urodzone tak nietypowo mogły „świętować” dzień wcześniej. Znam jednak przypadek, że osoba urodzona 29 lutego w swoje rocznikowo 28 urodziny na torcie miała 7 świeczek. Taki kaprys, trochę żartobliwy ale też sympatyczny.

Jak się czuję w wieku 33 lat? Bardzo dobrze, a mogę wręcz powiedzieć, że ze sobą czuję się dużo lepiej teraz niż gdy miałem te 18 czy 20-kilka lat. Wiem, co chcę w życiu robić i mam swoje miejsce na ziemi. Bywają wzloty, bywają upadki, osiągam sukcesy, ale zdarzają się też porażki. Z wiekiem kompletnie inaczej patrzę na świat, pewne rzeczy rozumiem zupełnie inaczej. Dojrzałem do tego, by głośno mówić swoje zdanie, nie przejmować się tym, co myślą i mówią inni. Robię swoje, nauczyłem się cierpliwości, akceptować pewne rzeczy ale też nie podążać za utartymi schematami.

Wiek, to tylko liczba – lata zapisane w papierach. Ważne jest to, na ile się czujemy. Nie wiem świadczy o dojrzałości człowieka. Nie dajcie się ponieść presji otoczenia, że w wieku takim i takim powinniście to i to. Nic nie musicie, tylko możecie. Żyjcie po prostu w zgodzie sami ze sobą. Cieszcie się życiem, każdym kolejnym dniem, miesiącem, rokiem. Kiedyś każdy dojrzeje w swojej niedojrzałości. To my sami budujemy świat wokół siebie – naszym myśleniem, nastawieniem i podejściem do tego, co nas otacza. Obojętnie w jakim jesteśmy wieku.

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Canva