Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
322

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Miniony weekend stał pod znakiem różnych wydarzeń kulturalno-rozrywkowo-charytatywnych w naszym mieście. Niestety ze względu na katastrofę górniczą w KWK „Pniówek” zostały one okrojone i część została odwołana albo odpowiednio stonowana. W kilku wydarzeniach wziąłem udział jako obserwator lub organizator i miałem okazję sprawdzić jak mieszkańcy Knurowa podchodzą do różnego rodzaju eventów. Pozwólcie, że odniosę się do trzech z nich.

W piątkowy wieczór wybrałem się do Pracowni Smaku „Orso”, gdzie odbył się Jam Session czyli wspólne muzykowanie „dla przyjemności” czy jak to się mówi „po godzinach”. Akurat jestem zwolennikiem rytmów i dźwięków w klimacie rockowo-bluesowym. Tradycja Jam Sassion narodziła się na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku. Muzycy grający na co dzień w swoich rodzimych kapelach spontanicznie spotykali się w klubach czy lokalach i grali swoje ulubione kawałki. Podobna idea powstała po paru latach posuchy w Knurowie za sprawą Zbyszka Nosiadka. Byłem ciekaw co z tego wyniknie, ponieważ odniosłem wrażenie, że duch dobrego rocka w naszym mieście zamarł i zostali tylko nieliczni, którzy uwielbiają dźwięk gitary.

Event przerósł oczekiwania muzyków, organizatorów, zebranych gości jak i samego właściciela lokalu. Wszystkie stoliki zajęte, mnóstwo osób słuchało dobrego brzmienia na stojąco, a dojście i zamówienie czegoś przy barze wymagało sporej dawki cierpliwości. Ludzie tłumnie przybyli do „Orso” aby w luźnym klimacie spotkać się ze znajomymi i posłuchać muzyki na żywo. Serce mnie urosło i wypełniło się nadzieją, że muzyka, którą lubię wcale w Knurowie nie umarła i nadal wśród nas jest mnóstwo pasjonatów i entuzjastów rockowego brzmienia. Takie obrazki jak te z piątkowego wieczoru bardzo cieszą, To pokazuje, że nie siedzimy w domu, wychodzimy do ludzi i chcemy słuchać rodzimych wykonawców, którzy grają bo lubią i oddają się pasji całym sobą. Impreza ma być cykliczna i ma się odbywać w różnych miejscach w Knurowie. Czy zainteresowanie będzie równie podobne jak przy inauguracji? Parafrazując pewien cytat twierdzę z dużą nadzieją, że „To jeden mały krok dla knurowianina, ale wielki skok dla całej knurowskiej społeczności”.

W sobotę w roli zarówno obserwatora i organizatora pojawiłem się w Parku Miejskim im. Dr Floriana Ogana, gdzie pojawiły się „Żarciowozy”, a stowarzyszenie, do którego należę organizowało akcję charytatywną „Gramy dla Lenki”. Zdziwiły mnie piątkowe opinie dotyczące zlotu Food Tracków, gdzie pojawiały się komentarze podkreślające m.in., że mało ludzi się pojawiło i w ogóle niewiele osób wiedziało o ich przyjeździe. Trochę to zastanawiające, bo praktycznie w całym mieście w różnych konfiguracjach wisiały specjalne banery z informacją o weekendzie z „Żarciowozami” a w lokalnych mediach co chwilę ukazywały się wiadomości o konkursach i całym zbliżającym się evencie. Widocznie inne sprawy i tematy przykuły uwagę knurowian od przyjazdu Food Tracków. W sobotę jednak sytuacja uległa zmianie, na co wpływ zapewne miała słoneczna pogoda jak i dzień wolny od pracy. Na tzw. „dmuchańcach” pełno rozbawionych dzieciaków, a kolejki by zakupić coś z oferty gastronomicznej były sporej długości. Kwestią gustu i smaków było to, co uczestnicy wydarzenia zakupywali, ale większość serwowanych posiłków było smaczne i w dobrej ilości. Z pewnością nikt głodny nie opuszczał tego miejsca.

Wydarzenie Drużyny Jutra miało inny charakter. Niby trochę rozrywkowy, ale głównie skupialiśmy się zbiórce publicznej dla małej Lenki z Knurowa. Nie będę tutaj ogłaszał nie wiadomo jak wielkiego sukcesu, ale mieszkańcy naszego miasta kolejny raz pokazali, że są szczodrzy i z chęcią pomagają. Najmłodsi także nie mogli narzekać. Animacje, wioska indiańska, wóz bojowy ze strażakami z OSP Knurów czy tańce z KobzytONem zrobiły swoje. No i oczywiście pokaz żonglerski rekordzisty Księgi Guinessa Dariusza Kołodziejczyka, który także zrobił sporo „zamieszania” i cieszył się sporą popularnością. Wierzcie mi, cieszę się, że udało się nam zorganizować taką akcję łącząc dobrą zabawę z pomocą dla drugiej osoby. Cieszył zwłaszcza widok rodziców, którzy przyszli ze swoimi pociechami spędzić razem czas przy dość dobrej pogodzie. Najbardziej „rozbrajający” moment dla mnie jako prowadzącego całe wydarzenie było pytanie od grupki dzieciaków czy będą jeszcze jakieś gry i zabawy, bo one nie chcą iść do domu. To pokazuje, że trafiamy z pomysłami do odbiorców. Wielka szkoda, że nasze plany pokrzyżowała pogoda, ponieważ w niedzielę dzieci mogły pobawić się w kubańskich rytmach i zaprezentować swoje możliwości taneczne. Do akcji przygotowywali się także najmłodsi z knurowskich szkół tańca, a dla takich małych artystów byłaby to wspaniała okazja pokazać się szerszemu gronu publiczności, ale niestety, z naturą jeszcze nikt nie wygrał, a my jako stowarzyszenie musimy popracować jeszcze nad odpowiednim składaniem zamówień na pogodę przy organizacji eventów.

W niedzielę odwiedziłem popularną „Dwójkę”. To lokal, który dość często odwiedzam, bo są w nim ludzie, których uwielbiam, a samo miejsce ma ten swój wyjątkowy, niespotkany już klimat. Gdy wchodzi się do środka można cofnąć się do lat 80-tych lub 90-tych jeśli chodzi o czasy rock’n’rollowe. Tym razem za sprawą „Całej Naprzód” w niedzielny wieczór odbył się tam wieczór poetycki, który sprawił, że knajpa odżyła na nowo. Pojawiło się tam wiele osób, które sprawiły, że miejsce niegdyś rozrywkowe stało się mocno kulturalne i można było zaprezentować swoje preferencje artystyczne oraz pokazać swoje walory recytatorskie a przy okazji pomóc podopiecznym stowarzyszenia „Cała Naprzód”. Powiem Wam szczerze, dawno w tym miejscu nie widziałem tyle osób. To było bardzo ciekawe doświadczenie i nie żałuję, że pojawiłem się tam w niedzielny wieczór.

Ten weekend pokazał, że nie jesteśmy ignorantami. Pokazał także, że mieszkańcy naszego miasta są głodni takich wydarzeń. To czy jest to tylko jednorazowy wyskok, czy też pojedynczy manifest pokaże czas. Te trzy dni udowodniły, że takowe wydarzenia odpowiadają i są w guście mieszkańców Knurowa. Jeśli ktoś chce, to odnajdzie ciekawy event weekendowy dla siebie, inni chcąc nie chcąc będą malkontentami twierdząc, że nic się nie dzieje, ale tacy zawsze się znajdą. Ten weekend pokazał jednak, że mieszkańcy Knurowa dążą do rozrywki pod różną postacią i jej szukają, a jak już ją znajdą to w niej aktywnie uczestniczą. A to, bardzo, ale to bardzo cieszy.

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Agnieszka Łyko