Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
355

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Dzisiaj najbardziej cukierkowy dzień roku. Tak zawsze sobie tłumaczyłem święto zakochanych. Walentynki czyli święto zauroczeń, miłości i innych romantycznych emocji. To także święto różowych tandet. Nagle w sklepach pojawiły się rozmaite gadżety w postaci poduszek, kubeczków, maskotek czy czekoladki w pudełku w kształcie serca. Sama zawartość niczym się różni od tego prostokątnego, ale jest w serduszku, więc jest wyjątkowe. Właśnie wszelkiej maści serduszka obojętnie pod jaką postacią, ale muszą być. To wręcz obowiązek, ponieważ Walentynki bez serduszka w prezencie to jak wigilia przez karpia. Walentynki można lubić lub nie, ale każde „święto” potrzebuje swojego „dnia”.

Zawsze mnie zastanawiało dlaczego akurat tego dnia za wszelką cenę powinno się obdarowywać ukochaną osobę podarunkiem? Zakochani nie potrzebują wyznaczonego dnia w roku by zrobić sobie od czasu do czasu prezent. Chociaż z drugiej strony, zdarzają się sytuację, że gdy już kupimy i wręczymy bukiet pięknych kwiatów tak bez powodu, w każdym innym dniu w roku, to oznacza, że coś przeskrobaliśmy i mamy coś za uszami. Uczucie powinno celebrować się codziennie. Ugotowanie wspólnie posiłku, zaparzenie herbaty i przyniesienie drugiej osoby do łóżka, a nawet zwyczajna rozmowa to także piękny prezent. Zwłaszcza w czasach, gdzie cały czas bez przerwy za czymś gonimy, mijamy się nawzajem aby tylko żyło się lepiej. W sytuacji dzisiejszego świata łatwo zgubić nasze ludzkie instynkty oraz werbalną komunikację. Nawałnica codziennych obowiązków sprawia, że pary nie mają dla siebie tyle czasu, ile by chciały.

Przy okazji takich świąt wraca jak bumerang sprawa zarzutów, że celebrujemy zachodnie zwyczaje. Niestety zdecydowana większość tych wyjątkowych dni obchodzonych w Polsce są zapożyczone. Zazwyczaj mówimy, że amerykanizujemy się zapominając o naszych tradycjach. Nie jest to do końca prawdą. Obchody walentynkowe trafiły do nas wraz z kultem świętego Walentego z Bawarii oraz Tyrolu dopiero w latach dziewięćdziesiątych. Często krytykowane Halloween wywodzi się z celtyckiego święta Samhain i oznacza koniec lata. Halloween ma jak najbardziej chrześcijańskie znaczenie i pochodzi od zwrotu All Hallows’Eve czyli „Wigilia Wszystkich Świętych”. Gdybyśmy mieli celebrować polskie święto zakochanych, to powinniśmy świętować Noc Świętojańską zwaną również jako Noc Kupały. Święto wypada w najkrótszą noc w roku, która wypada z 21 na 22 czerwca. To właśnie tej nocy łączono się w pary i była wielką szansą na zdobycie ukochanej osoby.

Wiele osób jest przeciwnikiem obchodzenia zagranicznych świąt w Polsce. Prawda jest taka, że wiele „naszych” zwyczajów nie są wcale „polskie”. Spora liczba obrzędów przybyła do naszego kraju z zagranicy. Przykłady? Kolędowanie sięga czasów pogańskich, podobnie jest z bożonarodzeniową choinką, choć wielu chrześcijańskich teologów przeczy tej teorii. Sam zwyczaj ubierania choinki pochodzi z Niemiec. Podobnie jest z wieńcem adwentowym, zaś Mikołaj wywodzi się z Włoch. Wielkanoc? To fuzja różnych pogańskich zwyczajów z symboliką chrześcijańską. Cała tradycja wywodzi się z pogańskiego święta Jare Gody, co oznaczało pierwszy dzień wiosny. Andrzejki także, nie są polskim świętem. Słynny wieczór wróżb, który przypada 30 listopada jest upamiętnieniem świętego Andrzeja – patrona między innymi Szkocji czy Grecji. Mało tego! Wiecie, że kiedyś Święto Zmarłych było obchodzone w maju? Pogańskie święto zmarłych zaadoptowane przez kościół katolicki zmieniło datę obchodów oraz samą nazwę na Dzień Wszystkich Świętych.

Czy chcemy czy nie, powinniśmy się zgodzić ze słowami Juliusza Słowackiego, który określił Polskę „papugą narodów”. Mamy wiele zapożyczonych świąt czy zwyczajów i to jest fakt. I albo nie chcemy tego przyznać, albo nasza wiedza jest niewystarczająca w tym temacie. Czy jest coś w tym złego, że je celebrujemy? Wszędzie musimy się doszukiwać drugiego dna? Odnoszę wrażenie, że staramy się mistrzami nad mistrzami w marudzeniu i narzekaniu. Cieszmy się każdym świętem jeśli nas dotyczy. Zachowajmy w każdej sytuacji umiar i nie dajmy się zwariować. Wyjdzie nam wszystkim to na dobre.

Wracając do tematu Walentynek – to może być ten moment, w którym zatrzymamy się na chwilę. To nie jest dzień, w którym udowodnimy miłość drugiej osobie. Tego nie da się zrobić za pomocą podarunku. To powinno się robić się każdego dnia. Można zaryzykować tezę, że Walentynki niewiele mają wspólnego z miłością. Może taki wniosek smakuje gorzko, ale ten dzień powinien nam tylko (albo aż) uświadomić kogo mamy obok siebie. To dobrze, że jest taki dzień w roku, który przypomina nam o naszych uczuciach, o tym, że w ogóle je mamy. Celebrowanie uczucia w tym dniu, to cieszyć się sobą, co niekoniecznie ma oznaczać napędzanie marketingowej machiny.

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Canva