Okiem zwykłego mieszkańca /felieton Ariela/

0
188

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Wszyscy wrócili już do formy po sylwestrowych balach, imprezach, domówkach? Zderzyliście się już życiową rzeczywistością i powrotem do prozy życia? Przywitaliśmy Nowy Rok i ponownie zmierzymy się z codziennością przez najbliższe 362 dni. A jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Zostały już spisane? Cele obrane? Śnimy o potędze? Zadbamy o zdrowie? Stracimy na wadze? Rzucimy palenie?

Rozpoczęcie nowego roku kalendarzowego to słynne hasło „Nowy Rok – Nowy/Nowa Ja”. Snujemy plany, obiecujemy sobie, że wiele się zmieni w naszym życiu w nadchodzących dwunastu miesiącach. Na ile jednak spełniamy swoje postanowienia, a na ile są to tylko puste slogany, które są rzucane na wiatr? Nie chcę generalizować, ale zazwyczaj robimy niewiele aby nasze postanowienia realizować i jest to poparte statystykami, które jasno pokazują, że tylko 10% z nas wytrwa w realizacji podjętych wyzwań. Nasz zapał zamiera wraz z pierwszym zderzeniem ze ścianą zwaną życiem. Nasze zaplanowane koncepcje są często utopijne, ale sugerujemy się nową energią, czystą kartą, którą daje nam Nowy Rok.

Prywatnie znam osoby, które jak sobie coś postanowią, to robią to. Na początku realizują to z wielką werwą, ale po kilku miesiącach ten entuzjazm opada. Co prawda nadal ich cele są realizowane, ale już bez tej początkowej energii. Mimo wszystko szanuję i podziwiam za wytrwałość. Taką postawę się ceni.

Ja co roku mam jedno postanowienie noworoczne: brak postanowień. Jestem w tym konsekwentny i wiem, że te postanowienie zrealizuję. To nie jest tak, że buntuje się przeciwko schematowi, który jest mi z góry narzucony. Nie lubię jednak sam sobie tworzyć presji, a potem się oszukiwać, szukać wymówek. Każdego roku dzieje się mnóstwo nieplanowanych rzeczy, które miło zaskakują, wychodzą na naturalnie. Ja uwielbiam spontaniczność, gdzie plany i cele rodzą się w nieoczywisty sposób. Wychodzę z założenia, że najlepsze pomysły rodzą się z przypadku bez fanfar. Wolę pewne rzeczy robić po cichu i w lekkiej tajemnicy. Wtedy wynik końcowy bardziej cieszy, zwłaszcza gdy pojawi się jeszcze oczekiwany efekt „łał”.

Lubię parafrazować słynne noworoczne hasełko. Powtarzam sobie rok w rok „Nowy Rok – Stary Ja”. Jeśli coś planuję, to tylko to, aby pozostać sobą i się nie zmieniać. Jeśli nagle zmienię swój sposób bycia, pewne zachowania, tryb życia, to miałbym wrażenie, że wcześniej oszukiwałem siebie i najbliższych. Jasne, są takie życiowe sytuacje, że nasze postanowienia stają się koniecznością np. ze względu na nasz stan zdrowia. Dobrze by było, aby nasze cele były skonkretyzowane, mierzalne, realne i terminowe. Zabrzmiało to jak „korpo-gadka”, ale tylko wtedy będziemy mogli monitorować postępy przy naszych wyzwaniach.

Stawianie sobie celów, postanowień na kolejnych dwanaście miesięcy to często potrzeba wewnętrznych zmian i poszukiwania motywacji. W życiu każdego z nas i tak wiele się pewnie zmieni, ale nie musimy tego planować z góry. Fajnie, gdy ciekawe projekty życiowe pojawiają się na bieżąco bez presji czasu aby uniknąć poczucia niezadowolenia z siebie ze względu na brak utrzymania terminu realizacji.

Ja podchodzę do tego na luzie. Potraktujcie noworoczne postanowienia jako dużą frajdę i sposób na zorganizowanie swojego czasu na samodoskonalenie się i rozwijanie swoich umiejętności. Bo na co komu wyzwania, które zmuszają nas do nieprzyjemnych czynności?

Jeśli już stawiacie sobie cele na najbliższy rok, to życzę Wam wytrwałości oraz tego, żeby za dwanaście miesięcy zmieniła się treść postanowień a nie tylko data realizacji.

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Canva