Okiem zwykłego mieszkańca/ felieton Ariela /

0
111
Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /
 
Sylwester to dziwny czas. To właśnie wtedy większość populacji na świecie świętuje własne przemijanie. Z jednej strony wiemy, że o rok będziemy starsi, ale z drugiej z niecierpliwością oczekujemy czegoś nowego, co przyniesie nam czas. Chyba lubimy ten okres. Jest dla nas łaskawy i obiecujący. W samym środku zimy, gdzie jednego dnia jest mróz, a śnieg skrzypi nam pod nogami, a za chwilę przychodzi marazm wraz z ociepleniem, który przynosi ciapę i chlapę na chodnikach – w takich warunkach przygotowujemy się do sylwestrowej zabawy.
Koniec roku kalendarzowego to oprócz zabawy także czas podsumowań, zmierzenie swoich postanowień z rzeczywistością. Robicie sobie taki rachunek sumienia? Sprawdzacie ile celów udało się zrealizować, a co w nieskończoność przekładaliście? Ja nie lubię robić takich podsumowań. Może dlatego, że trudno jest pewien rozdział w życiu zamknąć i dopisać słowo „historia”. Zazwyczaj nie wracam do przeszłości i nie zastanawiam się co mogłem zrobić lepiej, czego mogłem nie robić w ogóle czy podkreślać tylko dobre rzeczy. Życie to suma wyborów. Decyzje, które podejmujemy kształtują nasz charakter i mają wpływ na nasz los. Skoro jakąś decyzję podjąłem i zacznę się zastanawiać po dłuższym czasie czy była ona dobra czy zła oznacza, że nie ufam sobie samemu.
Okej, ktoś powie, że naturalną rzeczą jest wątpić w słuszność podejmowanej decyzji. Ja staram się tego nie robić. Jeśli nawet dojdę do wniosku, że była to zła droga, to właśnie one była efektem wielu innych sytuacji, które się wydarzyły i widocznie tak miało być – tak mój los jest gdzieś zapisany. Mój przyjaciel zadał mi kiedyś pytanie: „Czy gdybyś mógł cofnąć się w czasie, to zmieniłbyś jakąś życiową decyzję? Wybrał inną opcję?” Odpowiadam, że nie, nawet gdyby bardzo mogła zmienić moje życie. Nie wiem jednak czy na lepsze czy gorsze. Nie mam takiej pewności i nikt mi jej nie da. Gdybym mógł ponownie stanąć przed tym samym problemem/zagadnieniem/wydarzeniem zrobiłbym dokładnie tam samo jak wtedy.
Nie żałuję swoich decyzji, bo one mnie ukształtowały jako człowieka. Akceptuję moje życie takie jakie jest, bo sam je sobie reżyseruje. Wychodzę z założenia, że skoro wybrałem opcję „B” zamiast „A”, to np. nie poznałbym osoby „X”. Jeśli w innej sytuacji podjęta przeze mnie decyzja spowodowała lawinę kłopotów, ale dzięki temu ktoś wyciągnął do mnie rękę, okazał się prawdziwym przyjacielem i miał spory wpływ na moje życie, to czy warto rozmyślać o innych opcjach i scenariuszach? Dla mnie szkoda czasu na takie rzeczy i wolę patrzeć do przodu. I tak już sporą część swojego życia spędzamy w przeszłości zapominając o przyszłości. To było i już nie wróci. Musimy być odpowiedzialni za swoje wybory i jeżeli niosły za sobą wiele nieprzyjemności, to należy wziąć je na „klatę”, żyć dalej i nadal pracować nad sobą.
Dlatego nie robię żadnych podsumowań. Wątpię abym był obiektywny w takiej ocenie. Może byłbym niepoprawnym optymistą albo pesymistą zamiast realistą? Każdy, kto zna mnie prywatnie wie, że myślę często pesymistycznie, ale tylko dlatego, ponieważ lubię się miło rozczarować. Wolę po prostu przygotować się na najgorsze, a z przyjemności czerpać garściami. I taki schemat mi odpowiada.
Oczywiście nie neguję nikogo, że podsumowuje swoje dokonania życiowe z ostatnich dwunastu miesięcy. Znam takie osoby, które bez symbolicznego rozliczenia przeszłości nie potrafią się otworzyć na przyszłość. Grunt aby przypomnieć sobie pozytywne emocje, wzruszenia czy radości i wybaczyć swoje błędy. Bądźmy ze sobą szczerzy, w tym przypadku nie powinno się naciągać swoich kompetencji.
Tymczasem życzę Wam, Drodzy Czytelnicy do siego roku i udanego sylwestra!
To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski
Fot. Canva