Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
199

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Święta, święta i po świętach… blisko trzy miesiące przygotowań by celebrować zaledwie trzy dni. Jak Wam minął ten okres? Odważyliście się już wejść na wagę? Prezenty trafione? Wygraliście polityczne debaty przy rodzinnym stole? Udało się Wam odpocząć czy jesteście jeszcze bardziej zmęczeni?

Ostatnio wyczytałem, że Święta Bożego Narodzenia powodują w ludziach potężny stres. Chcemy dobrze wypaść na tle rodziny, w mediach społecznościowych ścigamy się w konkursie na najładniejsze zdjęcie świąteczne, nasze okna i balkony ozdabiamy przeróżnymi migoczącymi światełkami aby pokazać sąsiadom jak bardzo celebrujemy święta, prezenty z górnej półki by pokazać, że nas stać, chwalimy się pokaźnymi prezentami pod ogromną choinką, a nasze stoły uginały się pod ciężarem wszelakiej maści potraw świątecznych.

W sumie już pisałem o „gorączce świątecznej” z jednym z felietonów i zapewne się powtórzę. Sami sobie robimy krzywdę niszcząc tą prawdziwą magię świąt. Do tego popychają nas media, celebryci, którzy wręcz nakazują startować do rywalizacji o świąteczny laur by sprawdzić, na którym szczebelku znajdujemy się na społecznej drabinie. Przez te trzy dni przynajmniej dowiedzieliśmy się komu zazdrościmy, kto ile zarabia, jakie ustawy należy wprowadzić by żyło nam się lepiej i powspominaliśmy stare czasy. Bo kiedyś to kurde było. Kiedyś to były czasy, a dzisiaj nie ma czasów.

Ja jestem osobą nie wierzącą, ale święta obchodzę. Lubię ten klimat, potrawy, na które czeka się cały rok i to, że znajduje się ten czas by razem posiedzieć i porozmawiać. Przejedzony, wynudzony, jak zawsze trochę narzekający, ale przede wszystkim szczęśliwy. Kiedyś ktoś mi powiedział, że skoro jestem ateistą, to hipokryzją jest moja celebracja Świąt Bożego Narodzenia. Zazwyczaj odpowiadam, że nie żyjemy w próżni społecznej. Szanuję tradycje, które są w moim rodzinnym domu i pewne rzeczy przeniosłem do swojego. Przecież to nie jest tak, że tylko katolicy ubierają choinkę. Są kraje, gdzie nawet nie wiedzą o Jezusie a mimo to, otoczka świąteczna jest powszechna.

Nie próbuję dzielić tradycji świeckich od religijnych, te drugie szanuję, a jeśli coś mi w nich nie odpowiada, to w nich nie uczestniczę. Dla przykładu: gdy większość przy stole modli się przed i po posiłku, ja najzwyczajniej świecie milczę i nie przeszkadzam pozostałym. Nikt nikomu nie wchodzi w kompetencje wiary lub jej braku. Po prostu wzajemnie się szanujemy.

Ja uwielbiam święta ze względu na karpia, którego lubię przyrządzać (i oczywiście konsumować). Kiedyś próbowałem przygotować go w taki sam sposób, ale w zupełnie inny dzień w roku. To już nie było to samo. Ta ryba już nie smakowała tak, jak właśnie 24 grudnia. Może to kwestia mojej podświadomości, albo faktycznie zabrakło tej całej otoczki. Trudno powiedzieć, dlatego na to jedne danie czekam cały rok i już nie eksperymentuje.

Mam nadzieję, że przede wszystkim spędziliście tegoroczne Święta Bożego Narodzenia w zgodzie sami ze sobą, że były takie jak sobie wyobrażaliście. Ze świąt i tak chyba najbardziej ucieszyli się najmłodsi, którzy odnaleźli swoje skarby pod choinką. No i przed nami jeszcze Sylwester, czas podsumowań. Ale na to jeszcze przyjdzie pora…

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Canva