#KnurowskieCiekawostki: Koszykówka… z Andrzejem Wesołowskim

0
248
Koszykówka jest jedną z najpopularniejszych i najchętniej oglądanych dyscyplin na świecie. Za początek narodzin tej gry kontaktowej uważa się grudzień 1891 roku, a za jej twórcę uznaje się Jamesa Naismitha. W naszym mieście koszykówka przez lata musiała uznawać wyższość piłce nożnej czy pięściarstwu. Od kilku miesięcy jednak mocno depcze po piętach wcześniej wspomnianym dyscyplinom sportu.
To wszystko za sprawą Andrzeja Wesołowskiego, który w koszykówce zakochał się w latach młodzieńczych. Już w 1997 roku urodził się pomysł zgłoszenia knurowskiej drużyny koszykarskiej do oficjalnych rozgrywek, o co mocno starał się Krzysztof Sielańczyk. To, co nie udało się wtedy, udało się natomiast zrealizować 24 lata później. Andrzej Wesołowski przy pomocy Jacka Sielańczyka – syna Krzysztofa – zgłosił Knurowskie Towarzystwo Koszykówki do trzeciej ligi śląskiej koszykówki mężczyzn.
 
Zapraszamy na rozmowę z Andrzejem Wesołowskim, byłym trenerem a obecnie prezesem Knurowskiego Towarzystwa Koszykówki, który opowie o tym jak zaczęła się jego przygoda z basketem, minionym sezonie, celach na przyszłość oraz o problemach knurowskiej koszykówki.
➡️IKNW: Skąd się wzięła koszykówka w Twoim życiu?
Andrzej Wesołowski – Dawno temu, gdy chodziłem do czwartej klasy podstawówki, Konrad Wąsowicz nauczyciel wychowania fizycznego z „dwójki” jeździł po szkołach i zabierał uczniów na testy do Miejskiej Szkoły Podstawowej nr 7. Na początku były to treningi piłki nożnej, później ćwiczyliśmy grę w koszykówkę. Ten drugi sport bardzo mi się spodobał i trenowałem go aż do ukończenia szkoły średniej. To były inne czasy, istniała jeszcze Unia Knurów, która prowadziła różne sekcje sportowe, w tym koszykówkę. Gdy rozwiązano Unię, to przestałem trenować tę dyscyplinę. Powróciłem dzięki Krzysztofowi Sielańczykowi, który organizował swego czasu Amatorską Ligę Koszykówki. Pokochałem basket na nowo czego efektem było podjęciem studiów na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach.
➡️IKNW: Nigdy jednak nie zagrałeś na poziomie seniorskim. Od początku zająłeś się „trenerką”.
– Po ukończeniu studiów, zgłosiłem się do Gliwickiego Towarzystwa Koszykówki a konkretniej do prezesa Janusza Kołcza z zapytaniem czy byłaby szansa dla młodego ambitnego trenera poprowadzić jakiekolwiek zajęcia w Gliwicach. Otrzymałem zgodę z zastrzeżeniem, że sam muszę zorganizować sobie grupę, która będzie trenować, a halę do treningów zapewniał mi sam prezes. Pierwsze dwa-trzy lata pracowałem za darmo. Gdy dowiedział się o tym człowiek, który mnie odkrył dla świata koszykówki czyli Konrad Wąsowicz, postanowił on mnie ściągnąć do Knurowa. Wtedy wspólnie z Januszem Klofem podjęliśmy decyzję o założeniu stowarzyszenia o nazwie Knurowskie Towarzystwo Koszykówki. Skąd ta nazwa? Jest trochę „zapożyczona” od „większego” sąsiada. Ja zostałem trenerem, Janusz Klof objął funkcję prezesa i bardzo pomagał nam Łukasz Poręba. To właśnie z naszego klubu w szeroki świat wypłynął Maciej Piszczek czy Wojciech Kuśmierz. Ten drugi z resztą dzisiaj reprezentuje nasz klub w trzeciej lidze.
➡️IKNW: Knurowskie Towarzystwo Koszykówki istnieje już 15 lat. Stowarzyszenie przeżywało wzloty i upadki.
– Bywało różnie, owszem. W najlepszych czasach trenowało u nas kilka roczników. Z czasem wszystko się jednak kończy. Współpracownicy jak i zawodnicy poszli w swoją stronę. Zostałem w pewnym momencie sam. Przez kilka lat byłem trenerem i jednocześnie prezesem klubu, a od niedawna nawet spikerem (śmiech). Przez pandemię odszedł ostatni rocznik, który trenowałem. Chłopaki zdecydowali się przejść do GTK Gliwice. Można powiedzieć, że wszystko się wtedy posypało. Brak możliwości wynajęcia hali, brak ludzi chętnych do gry, więc sam też zrezygnowałem z bycia trenerem. Parę miesięcy później, a dokładniej w czerwcu zeszłego roku odezwał się do mnie Wojciech Kuśmierz z pomysłem aby stworzyć drużynę seniorów przy KTK. Dałem się na to namówić. Struktury klubu istniały, potrzebne były tylko pieniądze i ludzie.
➡️IKNW: Jak dzisiaj Twoim zdaniem wygląda kondycja koszykówki w Knurowie?
– Dziecięca i młodzieżowa upada. Kiedyś „dwójka” z „siódemką” ścigały się o to, kto wychowa lepsze pokolenie i która szkoła jest lepsza. Na zajęciach wychowania fizycznego grało się wyłącznie w koszykówkę, do tego dochodziły treningi popołudniowe. Dzisiaj tego nie ma, brakuje pasjonatów do pracy z dziećmi. Nie ma następców pokroju Wąsowicz czy Klof. Dzieciaki też bardziej wolą grać w piłkę nożną i w tym kierunku rozwijają swoje umiejętności.
➡️IKNW: Sportowy Knurów zawsze kojarzył się głównie z piłkarską czy pięściarską Concordią. Nie da się jednak nie zauważyć, że KTK zrobiło spore zamieszanie w świadomości mieszkańców. Nie masz wrażenia, że zgłoszenie drużyny koszykarskiej do oficjalnych rozgrywek i występy ligowe ożywiło nasze miasto?
– Jeśli nie szło od dołu, to zrobiliśmy pewne rzeczy od góry. Nie udało się zaszczepić koszykówki u młodych ludzi samymi treningami, więc powstała drużyna seniorów. Wszyscy zawodnicy z obecnej kadry to są nasi wychowankowie, którzy wrócili po latach. Cieszy frekwencja na widowni, widać, że ludzie chcą oglądać koszykówkę. Część z nich to nasi przyjaciele, którzy są z nami od zawsze, ale też pojawiło się dużo nowych osób. Może to przerodzi się w coś większego, ale niestety nadal jest problem jeśli chodzi o trenerów. Dzieciaki pewnie się pojawią, ale brakuje wykwalifikowanych osób, które umiejętnie poprowadzą trening. Trenowanie młodzieży to ciężka praca. Trzeba włożyć mnóstwo energii, czasu i… pieniędzy.
➡️IKNW: Masz obawy, że projekt pod nazwą Knurowskie Towarzystwo Koszykówki upadnie?
– Tak, mam takie obawy… Wszystko zależy od ludzi. A tak naprawdę teraz wszystko zależy ode mnie. Mam czwórkę dzieci, żonę. Może dojść do sytuacji, że najzwyczajniej w świecie zacznie mi brakować czasu, żona będzie chciała abym bardziej angażował się w domu, to nikt mnie nie zastąpi w KTK i ten klub po prostu upadnie. To jest smutne, ale prawdziwe. Brakuje nauczycieli wychowania fizycznego, którzy są byłymi koszykarzami. Z obecnych zawodników mojej drużyny nikt nie ma papierów trenerskich więc następców nie widać. Do tego dochodzą kwestie finansowe. Drużyna utrzymuje się ze składek członkowskich, dotacji z miasta oraz dzięki uprzejmości sponsora JS Invest. To jest niestety za mało. W minionych rozgrywkach zabrakło nam funduszy, wyłożyliśmy z własnej kieszeni pieniądze by dograć sezon do końca. Wiemy, że od nowego sezonu potrzeba większego nakładu finansowego by drużyna mogła się skupić tylko i wyłącznie na graniu w koszykówkę. Musimy pozyskać sponsorów, którzy nam pomogą, a to nie jest łatwe. Musimy też przekonać ich aby w nas zainwestować. Chłopaki chcą grać dla kibiców i chwała im za to. Jeśli jednak nie pojawią się sponsorzy czy pasjonaci basketu, to ten sport w naszym mieście umrze śmiercią naturalną.
➡️IKNW: Przed rozpoczęciem sezonu 2021/2022 stwierdziłeś, że trzecia liga koszykówki to będzie takie „spokojne granie”. Rozgrywki ligowe chyba mocno zweryfikowały Twoje słowa.
– Oj, bardzo się pomyliłem, to fakt. Nigdy nie pracowałem przy seniorskiej koszykówce, stąd ta pomyłka. Posłuchałem też opinii moich wychowanków, którzy grali na wyższym poziomie rozgrywkowym i dałem się wkręcić (śmiech). Poziom był dość wysoki. Mieliśmy przecież okazję się zmierzyć z drużyną Pogoni Ruda Śląska, która się reaktywowała i ma ambitne plany wrócić na koszykarskie salony. Do tego rezerwy drużyn, których pierwsze zespoły grają w wyższych ligach a ich juniorzy grają w mistrzowskich turniejach o najwyższe cele. Do tego mało która drużyna gra swoimi wychowankami, większa część zawodników, to osoby ściągnięte z innych klubów. My poszliśmy inną droga. Wolę promować koszykarzy z Knurowa by kibice, mieszkańcy mieli się z kim utożsamiać, taki lokalny patriotyzm przez sport.
➡️IKNW: Do ostatniego meczu ważyły się losy o to, czy Knurowskie Towarzystwo Koszykówki JS Invest zagra w fazie Play-Off. Ostatecznie ta sztuka się nie udała. Zabrakło jednego wygranego spotkania aby KTK znalazłoby się w najlepszej czwórce ligi. Czy z zawodników uszło powietrze na finiszu rozgrywek?
– Uważam, że nie. Twierdzę, że nie podołaliśmy organizacyjnie, do tego doszły liczne kontuzje zawodników. Nasza drużyna uczyła się tej ligi cały sezon z lepszym lub gorszym skutkiem. Jednak dwa treningi w tygodniu to za mało. Widać było, że jesteśmy gorzej przygotowani względem rywali. Mimo wszystko uważam, że nasz start w rozgrywkach należy uznać za sukces. Na początku nikt nie wiedział co to jest KTK. Dzisiaj już nie jesteśmy anonimowi. Początek sezonu był fenomenalny, wygraliśmy dwa pierwsze spotkania! Nie ujmując nic moim zawodnikom, to trochę nas rywale zlekceważyli. Potem już wiedzieli, że potrafimy grać w kosza i podchodzili z odpowiednim respektem oraz skupieniem do meczu. Zdarzały się klęski, ale mimo fatalnego wyniku pokazaliśmy kawałek dobrego basketu.
➡️IKNW: Która drużyna z trzeciej ligi śląskiej najbardziej zasłużyła na awans?
– Wszystkie cztery drużyny, które awansowały do fazy Play-Off zasłużyły na to. Gdybym miał jednak kogoś wskazać, to rezerwy GKS-u Tychy grają najlepszą koszykówkę.
➡️IKNW: Którego meczu najbardziej żałujesz?
– Domowe spotkanie z Pogonią Ruda Śląska. Przegraliśmy je ośmioma punktami. Szkoda tego meczu, bo był on do wygrania. Gdzieś moje błędne decyzje przyczyniły się do tej minimalnej porażki. Jest jeden mecz, który chciałbym rozegrać jeszcze raz. Wyjazdowy z GKS-em II Tychy. Ale tam dostaliśmy srogie lanie… przegraliśmy 101:37. Nic nam kompletnie wtedy nie wychodziło.
➡️IKNW: Do rozpoczęcia nowego sezonu pozostało jeszcze sporo czasu. Po roku gry w trzeciej lidze jesteście bogatsi o doświadczenie. Jaki będzie cel Knurowskiego Towarzystwa Koszykówki na sezon 2022/2023?
– Chcemy aby każdy rywal nas dobrze zapamiętał. Musimy grać z większym pazurem. Jest nowy trener więc, pewnie o to zadba. Głównym celem na nowy sezon jest dalsza popularyzacja koszykówki w naszym mieście aby ludzie przychodzili na widownię i sport ten nadal utrzymywał się przy życiu. Chcemy aby cała społeczność się zaangażowała w klimat basketu. Może pojawią się jakieś eventy, konkursy… planujemy także aby na naszych meczach pojawiły się cheerleaderki, które będą zagrzewać zawodników do lepszej gry a publiczność do żywiołowego dopingu.
Rozmawiał Ariel Wojdowski
Fot. Agnieszka Łyko