Przedłużmy życie w walce z rakiem dla mojego najukochańszego psa

Witam wszystkich.

Na wstępie kilka słów o psie, który zajął całe moje serce. Luna to suka Husky, która ma prawie 12 lat i tyle również jest ze mną. Od małego. Pare dni przed 18stką, miałam tragiczny wypadek konny, po wyjściu ze szpitala pojechałam po nią – była moją najlepszą terapią. Gdy podrosła, nauczyłam ją ciągnąć rower. I tak wiele wiele lat, jeździliśmy na wyprawy, chodziliśmy również na dłuugie wycieczki które uwielbia. W 2015 zabrałam ją ze sobą do pracy w której ciężko pracowałam, mianowicie do pracy w stajni do Wielkiej Brytanii, bo nie wyobrażałam sobie życia bez niej. Krótko pisząc, jest jak moje dziecko, bez którego nigdzie się nie ruszę.

Otóż… życie płata nam różne figle, nie zawsze jest pięknie…

W maju miała ekstrakcję 3 zębów i sanacje jamy ustnej. Wyniki z krwi w normie.. Mocz był zły, więc przyjmowała Urinovet i syrop przez dłuższy czas. Później powtórzyłam badanie i było już okej. Pies wrócił do domu po narkozie, jadła karmę, połykając ją wręcz. Byłam pewna że to przez usunięcie kilku zębów , a że jest łapczywa, to to normalne.. Do czasu…aż zapisknęła przy jedzeniu i ziewaniu w sierpniu… Po dokładnych oględzinach pyska, w miejscu wyrwanego zęba – zaczerwienienie lekkie. No to do weta.. ponowne badania, cytopatologia, zdjęcia RTG czaszki plus stawów (bo w tym samym czasie okulała), leki, konsultacje z innymi wetami po drodze i czekanie na wynik z cytopatologii. Wynik – zbyt mało pobranego materiału, i trzeba zrobić wycinki. Pojechałam do przychodni jeszcze innej , już na tle onkologicznym. Pobrali jej 2 spore wycinki z tego miejsca, przy okazji znów pod narkozą Pan doktor zalecił ponowną sanacje , bo tak szybko jej się zebrał kolejny kamień. Znów badania krwi plus na TSH dodatkowe i lekka niedoczynność. Morfologia ok. Mocz jej zbadałam również ponownie ale już przez punkcję.

No i … oczekiwanie na wyniki… Te 2 tygodnie koszmaru, gdzie sama podejrzewałam nowotwór.

Nie myliłam się…. Lekarz w przychodni onkologicznej długoo omawiał z żoną wyniki mojego psa, przyszły w języku angielskim. Wiedziałam że nie przyjdzie z dobrą nowiną..

Z mety usłyszałam ” Pani pies ma nowotwór, w dodatku złośliwy. Rak nabłonkowy płaski” Zdębiałam. Poniekąd przygotowywałam się do tego psychicznie wcześniej, żeby nie paść na zawał… I tak… Nie muszę chyba pisać co się działo jak się dowiedziałam że mój pies po ciuchu umiera. Husky to rasa która się nie skarży, a zataja wiele . Mają w głowie psoty, ruch, a gdy je boli, to znaczy że na prawdę boli… Suka ciągle piszczała przy ziewaniu i miała problemy z przyjmowaniem pokarmu. Wszystko podawałam jej więc namoczone i płynne. Rana po wycinkach trochę się zagoiła. Przyjmowała antybiotyki również i leki przeciwbólowe.

Postanowiłam, mimo tego, że nie stać mnie na najdroższych specjalistów, pojechać do Warszawy do jednego z najlepszych onkologów w Polsce. Sama konsultacja kosztowała mnie prawie 200 zł. Do tego doszły leki, które Luna musi mieć codziennie, 1 tabletka kosztuje 8 zł a musi brać je do końca życia. Do tego osłonowe, które wcale nie należą do tanich. Do tego dochodzi zmiana żywieniowa, suplementy które są drogie, wszystko razem kosztuje bardzo dużo pieniędzy.

Pare dni temu pies dostał ataku… leżała obok mnie pod stołem, nagle zesztywniała, rzucała się i wykręciło jej głowę o 40 stopni w bok, gałka oczna zaczęła nie naturalnie drżeć, zrobiła też pod siebie, a tylne łapy drżały i całe zesztywniały. Mig do kliniki całodobowej, z chłopakiem nieśliśmy ją na posłaniu w dwójkę. Założyli wenflon, podali steryd i lekki. Podejrzewają zespół przedsionkowy, ale nie wykluczają również padaczki. 1 noc kosztowała mnie 300 zł prawie łącznie na następny dzień z antybiotykiem. KONIECZNY jest tomograf, który przy jej wadze kosztuje 650 zł wzwyż. Możliwe że rak już dotarł do mózgu, żeby to wiedzieć musi być zrobiony tomograf. Na którego zwyczajnie mnie nie stać, a liczy się czas, żeby wiedzieć jak leczyć psa. Ataki mogą się powtarzać.

Nie chce wstawiać druków paragonów ile to mnie wszystko kosztowało, chętnym prześle je prywatnie. Ci którzy mają psy, wiedzą ile takie wizyty i badania kosztują, tu 400 tam 600 , tam 200 itd itd.. Przy jednej wizycie!

Nie chcę współczucia, chce by mój pies żył jak najdłużej i proszę Was o pomoc. Sama pomagam jak mogę psiakom i nie tylko, ale dziś potrzebuje sama pomocy.

Suplementy są drogie, tak samo dieta, ale tylko tak mogę pomóc jej te przeżyć i być może rok dwa, o ile los na to pozwoli.. Luna ma też 5 guzów dużych, które prawdopodobnie są tłuszczakami, ale tego nie jestem na 100 procent pewna…Oprócz ogromnych kosztów, posiadam również konia, od prawie 11 lat, za którego również muszę płacić za utrzymanie sporo pieniędzy. Wierzymy, że pomożecie, każdy z nas może się znaleźć w takiej sytuacji. Pies na dworze jest szczęśliwy, jeszcze bryka, ciągnie, jeździmy w góry, łapiemy każdą chwile. Każdy mówi że wygląda jak młody pies i tak też się zachowuje, mimo tej okropnej choroby. Wierzę, że mogę jeszcze przedłużyć jej czas na tej Ziemi i cieszyć się każdym dniem i chwilą. Z góry dziękuję wszystkim za uwagę .

 

Ślemy łapki.

 

Link do zrzutki – naciśnij na obrazek