Zabójstwo Małgorzaty Ż. w Czerwionce-Leszczynach (1999) – cz. II

Jak wspomnieliśmy w części I, atak na Małgorzatę nastąpił pomiędzy godz. 2.29 a 3.15 nad ranem 27 października 1999 roku. Sprawca prawdopodobnie zjawił się w tym miejscu co najmniej pół godziny wcześniej (stukanie w okna przed godz. 2.00) i wyczekiwał odpowiedniego momentu do uderzenia. Był to atak kilkuetapowy – pierwszy jego akt nastąpił we wnętrzu budynku nastawni KD-1, w którym pracowała dróżniczka. Policja nie stwierdziła oznak włamania – a zatem ofiara musiała otworzyć drzwi dobrowolnie. Budzi to dość powszechne przypuszczenia, jakoby Małgorzata dobrze znała i darzyła zaufaniem mężczyznę, któremu zdecydowała się otworzyć drzwi. Czy rzeczywiście ofiara i sprawca znali się – o tym wspomnimy za chwilę, a teraz opiszemy pokrótce sam przebieg ataku:

Po przedostaniu się do wnętrza budynku, sprawca brutalnie pobił dróżniczkę. Był to prawdopodobnie atak z zaskoczenia i zadany z dużą siłą, gdyż nie stwierdzono najmniejszych śladów walki obronnej. Małgorzata musiała wówczas stracić co najmniej przytomność. Sprawca zdawał sobie sprawę, że w pobliżu budynku nastawni KD-1 w każdej chwili mogły pojawić się osoby trzecie; albo też chciał opóźnić moment ujawnienia przestępstwa, by zyskać na czasie – dlatego postanowił przenieść ciało ofiary w ustronne miejsce. Wyniósł ją zatem na zewnątrz budynku, a następnie przeniósł i/lub zawlókł po ziemi do miejsca oddalonego o ok. 70 m. Na tym odcinku ujawniono później m.in. spinkę do włosów.

Sprawca (bądź sprawcy) przeciągnął ciało Małgorzaty w miejsce, gdzie znajdowały się ruiny ceglanego silosu (zdjęcie satelitarne w komentarzach). Tam dopełnił drugiego aktu zbrodni – obnażył ofiarę i zgwałcił. Brak obrażeń w obrębie części intymnych wskazywał, że Małgorzata nie stawiała wówczas żadnego oporu – była zatem nieprzytomna albo wręcz martwa. Protokół sekcyjny stwierdzał liczne obrażenia narządów wewnętrznych, które ostatecznie doprowadziły do zgonu ofiary. Obrażenia te spowodowane były wielokrotnymi, silnymi urazami. Zadawano je narzędziami tępymi, twardymi (prawdopodobnie pięściami). Całość obrażeń odpowiadała skutkom ciężkiego pobicia z cechami dławienia, kolankowania itp.

Po dokonanym zabójstwie sprawca, z pewnością bardzo mocno zabrudzony pyłem węglowym, oddalił się niepostrzeżenie w rejon ul. Przemysłowej, gdzie później pies policyjny stracił trop. Dodajmy też, że napastnik zabrał ofierze obrączkę ślubną, a także torebkę z całą zawartością (niektóre przedmioty porzucił w pobliżu, pozostałe prawdopodobnie zabrał ze sobą „na pamiątkę”) – czy zatem powrócił po zabójstwie do nastawni po torebkę? A może sprawców było co najmniej dwóch? Przenoszenie ważącego kilkadziesiąt kilogramów ciała (plus torebki) z nastawni do silosu musiało przecież odbywać się w miarę szybko i sprawnie, skoro umknęło uwadze kręcących się po tym obszarze świadków.

CO WIEMY O MORDERCY?

Z profilu psychologicznego sporządzonego na potrzeby śledztwa wyłania się obraz osobnika pozbawionego szacunku dla norm współżycia społecznego, niezdolnego do okazywania uczuć wyższych, bardzo odpornego na sytuacje stresowe. Jest słabo wykształcony, wiek 20-35 lat (dziś: 40-55 lat), mieszka w pobliżu miejsca zabójstwa, czuje się tam pewnie i bezpiecznie, zwłaszcza porą nocną i we wczesnych godzinach porannych (w tych godzinach jest aktywny), nie lubi być obserwowany. Wywodzi się z ubogiej rodziny „z deprywacją potrzeb”. Wychowywał się w nieprawidłowych warunkach, otrzymywał w dzieciństwie sprzeczne wzorce moralne. Obecnie (tj. w 1999) funkcjonuje w rodzinie, prawdopodobnie ma stałą partnerkę.

Jest zaburzony psychicznie. Zbrodni dokonał będąc w stanie szału. Mało atrakcyjny fizycznie, odznacza się niechlujnym wyglądem. Bardzo czuły na punkcie powątpiewania w jego męskość i podważania sprawności seksualnej. Prawdopodobnie nie było to jego pierwsze przestępstwo. W pożyciu seksualnym przejawia skłonności do sadyzmu. Po jakimś czasie prawdopodobnie powrócił na miejsce zbrodni i „wspominał” dokonane zabójstwo. Działa bardzo sprawnie, nie boi się, nie przejawia najmniejszej litości czy współczucia dla ofiary. Jest głuchy na błagania o zaprzestanie ataku. W swoim środowisku może mieć pozytywną opinię (dobrze się maskuje). Ma ubogą historię życia zawodowego. Przed zabójstwem prawdopodobnie spożył nieznaczne ilości alkoholu. Jest minimalnie zainteresowany doniesieniami w mediach na temat zabójstwa.

Znał dobrze zwyczaje i rytm pracy ofiary. Mało rozmowny. Wymaga uległej ofiary, poddającej się jego upodobaniom. Dobrze wyczuwa lęk ofiar. Wybiera ofiary ciche i spokojne. Jest agresywny przez cały czas trwania czynu. Ostrożny, stara się zacierać dowody zbrodni, ale czyni to nieudolnie ze względu na niski poziom inteligencji. Znał obowiązkowość i sumienność zawodową ofiary. Atak nastąpił z zaskoczenia, co spowodowało kompletny brak oporu na początku ataku, a nawet bezruch ofiary.

Miejsce dokonania zabójstwa było przez niego uprzednio wybrane. Jest psychologicznym samotnikiem. Na miejsce ataku nie przyniósł żadnych narzędzi. Ma zaniżoną samoocenę, dlatego w trakcie zabójstwa demonstruje swoją „wyższość”, rekompensując niejako swoje braki w życiu codziennym.

Wybór ofiary był przypadkowy i polegał na wykorzystaniu nadarzającej się okazji.

Prawdopodobnie znał Małgorzatę tylko „z widzenia”. Bliżej jej nie znał.

W części III opowiemy o śledztwie. CDN.

Zdjęcie satelitarne miejsca zbrodni.

Legenda:

1) Nastawnia KD-1, tj. miejsce pierwszego ataku.
2) Miejsce porzucenia ciała.
Żółta strzałka – trasa przeciągania ciała.
Czerwona strzałka – kierunek, w którym sprawca oddalił się po dokonanym zabójstwie (w stronę ul. Przemysłowej).

 

Tylna fasada nastawni KD-1. Widoczne okno, w które przed atakiem stukał nieustalony osobnik (sprawca?). Na kratach ujawniono ślady linii papilarnych. Po lewej widoczny fragment drzwi wejściowych do budynku.

 

 

PS. Na fotografii poniżej – Małgorzata Ż. w Tatrach, rok 1995.

 

Czerwionki-Leszczyny: Zabójstwo Małgorzaty Ż. – „Zbrodnie z Archiwum X” cz.I