Ciekawostki: Okiem zwykłego mieszkańca / felieton Ariela /

0
346

Okiem zwykłego mieszkańca
/ felieton Ariela /

Bardzo rzadko oglądam telewizję. W gruncie rzeczy jeśli już „odpalam” jakiś kanał telewizyjny, to tylko dlatego by zobaczyć jakieś wydarzenie sportowe lub występy kabaretowe. Przekonałem się też do różnych platform streamingowych, gdzie „na życzenie” mogę zobaczyć to, co mnie interesuje. Generalnie wolę wziąć do ręki dobrą książkę lub posłuchać ulubionej stacji radiowej.

Mam wśród znajomych osoby, które nie posiadają żadnej telewizji kablowej ani satelitarnej. Mówią, że jest to ich świadoma decyzja i medialnej komercjalizacji życia nie potrzebują. Zdarzyło się nam kilkukrotnie podjąć dyskusję na temat jakości programów telewizyjnych, które są nam oferowane. Powiedzmy sobie szczerze: poziom wielu „show” jest żenująco niski. Ciężko doszukać się wartości dodatnich w programach, gdzie pokazuje się sztuczny świat, promuje się osoby skazane za przestępstwo, skandale, a brak przyzwoitości to pozytywna cecha.

W naszym społeczeństwie narodził się tzw. snobizm antytelewizyjny. Jest to swego rodzaju protest skierowany do autorów tych wszystkich programów, które są tworzone na potęgę. Odnoszę wrażenie, że stacje telewizyjne biorą udział w jakimś wyścigu i walczą ze sobą w konkurencji na najbardziej żenujący serial, reality show, paradokument czy program lifestyle’owy. To nie jest też tak, że w ogóle nie oglądam wyżej wymienionych programów. Od czasu do czasu włączę telewizor by zobaczyć jak bardzo sięgamy dna. Dzisiaj absolutnie kluczowe jest by kogoś upokorzyć w programie telewizyjnym. Nie ważne czy tańczą, śpiewają – ważne żeby skrytykować, powiedzieć coś kontrowersyjnego i wzbudzić negatywne emocje. Pamiętacie program o czystości w domu? Test białej rękawiczki i inne podobne? Dla mnie to było niepojęte, że ten program miał dużą oglądalność i pokazywano wyłącznie Panie, które nie radziły sobie ze ścieraniem kurzu lub odpowiednim ułożeniem ubrań w szafie. Bardziej ciekawie wyglądałby program, gdyby to Panowie musieli opanować sztukę dbania o czystość w domu. Niestety zamysł reżysera był ukierunkowany w jedną stronę i wyznaczono pewien schemat.

Od kiedy nie oglądam namiętnie telewizji odzyskałem czas dla siebie. Mogę w tym czasie realizować się, tworzyć ciekawy projekt, rozwijać pasję czy po prostu odpocząć. Omija mnie ogromna ilość złych i nieszczęśliwych informacji, walk politycznych, dramatów gospodarczych i przede wszystkim reklam. Telewizja w sposób negatywny organizuje nam czas. Powoduje, że jesteśmy mniej kreatywni i nic pozytywnego nie wnosimy do swojego życia. Dla mnie telewizja to niepotrzebny hałas i potok irytujących informacji, które męczą. Zacząłem żyć bardziej aktywnie niż pasywnie je obserwować.

Filmy i seriale… kto ich nie ogląda? Nie lubię jednak być ograniczony czasowo, że muszę być w domu o konkretnej godzinie by zobaczyć nowy odcinek serialu albo ulubiony film. Mało tego, większość nowych produkcji serialowych często powoduje kompletną dezinformację. Chyba w każdym polskim serialu para nastolatków nie zabezpiecza się przed ciążą, przez trzy odcinki starają się kupić test ciążowy i czekają na wynik. Potem jest wykład rodzicielski, że w ich wieku to nie powinno się takich rzeczy robić, a antykoncepcji ani słowa. W każdym serialu są romanse, zdrady, niewierność małżeńska. Generalnie nasze serialowe „tasiemce” pokazują, że zbudowanie szczęśliwej rodziny bez skandalu obyczajowego, niechcianych ciąż oraz spustoszenia psychicznego i fizycznego jest niemożliwe. Choć z drugiej strony, kto by chciał oglądać tylko dobre rzeczy? Miłość i wierność? Kto to wymyślił?! Przecież to jest przereklamowane… wszystko co złe i zaskakujące się lepiej sprzedaje.

Chcemy być naturalni i być po prostu sobą. Oglądanie telewizji skutecznie nam to uniemożliwia. Na siłę zakłada nam maskę szarego konsumenta i stajemy nad przepaścią intelektualną. Dzisiaj programy telewizyjne pokazują, że musimy być wyzywający, skandaliczni, z podkręconą urodą, wymodelowani. Liczy się tylko posiadanie i konsumpcja. Niestety telewizja ma ogromny wpływ na nas, ale nie pomaga w zrozumieniu świata i własnych emocji. Króluje tutaj zasada słuszności, że skoro tak a nie inaczej pokazuje się nam pewne rzeczy na szklanym ekranie, to wydaje się, że jest to widocznie jedyna słuszna koncepcja świata.

Oczywiście wszystko co powyżej napisałem, to moje zdanie i szanuję ludzi, którzy uwielbiają przesiadywać przed telewizorem by się „odmóżdżyć” i „zresetować”. Nie wszystko przecież co jest emitowane w telewizji jest złe i bezwartościowe. Dla jednych to pewien rytuał, bez którego nie wyobrażają sobie życia. Dla mnie telewizja tradycyjna ma niewiele w swojej ofercie, czym może mnie przyciągnąć przed ekran.

To był felieton „Okiem zwykłego mieszkańca”. Bo jestem zwykłym mieszkańcem Knurowa.
Pozdrawiam, Ariel Wojdowski

Fot. Canva