Dramatyczne sceny w gliwickim mieszkaniu

Wczoraj w nocy, w jednej z dzielnic Gliwic, policjanci musieli stawić czoła niełatwej interwencji z pewnym desperatem. Zgłoszenie, które otrzymano pod numer alarmowy 112, brzmiało dramatycznie. Wynikało z niego, że mężczyzna zabarykadował się w mieszkaniu deklarując, że ugodzi się nożem. W środku była jeszcze jego żona i dziecko…

W czasie zgłoszenia wszystkie patrole akurat zajęte były interwencjami. Dyżurny błyskawicznie podjął więc decyzję o przerwaniu tych mniej pilnych spraw i skierował policjantów w trybie alarmowym pod wskazany adres. Jako pierwsi na miejsce dotarli dwaj młodzi stażem policjanci – jak się później okazało, potrafiący znakomicie negocjować i rozładowywać agresję pobudzonego desperata.
Zabarykadowany w mieszkaniu mężczyzna oświadczył, że nie otworzy drzwi, a w przypadku próby ich sforsowania zrobi krzywdę sobie i w domyśle, członkom rodziny. Padły słowa o podpaleniu mieszkania. Czas naglił, trzeba było jak najszybciej obezwładnić niebezpiecznego dla siebie i rodziny człowieka. Sprawę utrudniał fakt, że gliwiczanin miał świadomość, iż policja wie, z kim ma do czynienia: sprawdzenie w systemach wykazało bowiem, że trzydziestokilkulatek jest ścigany aż trzema listami gończymi.
Policyjne służby i poproszona o pomoc straż pożarna przygotowywały się już do sforsowania drzwi bądź okien, gdy wspomniani posterunkowi, a także jeden z dyżurujących oficerów z I komisariatu, namówili furiata do otwarcia. Policjantom udało się też nakłonić mężczyznę do odłożenia noża i poddania się. Po prawie dwugodzinnych negocjacjach desperat został doprowadzony do szpitala psychiatrycznego, gdzie pozostaje pod dozorem patrolu.

Info : KMP Gliwice